WAŻNE
MiszMasz. Festiwal Kultury Żydowskiej (Sierpień 18, 2017 12:18 am)
Dar Armenii dla Lublina (Sierpień 18, 2017 12:15 am)
700. urodziny miasta Lublin (Sierpień 17, 2017 12:38 am)
Filmowy Zwierzyniec (Sierpień 11, 2017 7:47 am)

Pirat śródlądowy: Dzieje się na 700-lecie

19 lipca 2017
115 Wyświetleń

Znakomicie stało się, że Lublin dorobił się zawodów sportowych na europejskim poziomie. Piękna Arena Lublin nie tylko gościła uczestników Młodzieżowych Mistrzostw Europy U-21 w piłce nożnej, ale też była miejscem oficjalnego otwarcia tego turnieju. Byłem, widziałem i podzielę się kilkoma refleksjami.

O ile reprezentacja Polski dała ciała, nie tylko zresztą w tym meczu otwarcia ze Słowacją, o tyle Polska jako organizator Mistrzostw Europy wychodzi z tych zawodów obronną ręką. Chociaż to w piłkarskiej hierarchii zdecydowanie turniej drugiej rangi, pokazaliśmy oficjelom UEFA i widzom z wielu krajów piękne, średniej wielkości stadiony, dobrą organizację i gościnność, z której ostatnio raczej nie słyniemy.

Po „dużych” Mistrzostwach Europy z 2012 roku, kiedy to błysnęliśmy wielkimi stadionami w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu, przyszła kolej na mniejsze, 15-tysięczne obiekty w Gdyni, Krakowie, Tychach, Kielcach i Lublinie, które okazały się wspaniałym miejscem dla zawodów tej rangi. Wszystkim malkontentom, judzącym przeciwko wydawaniu „naszych” pieniędzy na budowę czy modernizację stadionów, ta właśnie impreza udowodniła, jak ciasne mają horyzonty. Nie ma bowiem dylematu: chleba czy igrzysk, po prostu musi być chleb, ale i zawsze powinno się znaleźć miejsce dla igrzysk.

Arena Lublin okazała się miejscem znakomitym, a przy okazji „w świat” poszedł przekaz o samym mieście i jego 700-letniej historii, do której odwoływało się krótkie (moim zdaniem, za krótkie) widowisko podczas ceremonii otwarcia.

Nie zawiedli kibice. Bilety zostały wykupione dosłownie pierwszego dnia sprzedaży i stadiony były pełne, co w innych krajach przy imprezach tej rangi zdarza się rzadko. W meczu inauguracyjnym na lubelski stadion weszło dokładnie 14 911 widzów, czyli ciut, ciut mniej niż jego maksymalna pojemność.

Dodajmy do tego, że Lublin wzorowo przygotował się logistycznie na dni meczowe. Był bezpłatny transport MPK z kilku punktów miasta oraz ze Świdnika na stadion, a także po meczach – w tych samych kierunkach, co znakomicie ułatwiło kibicom dotarcie na spotkania i powrót ze stadionu. Stadionowa obsługa też działała bez zarzutu.

Tym bardziej szkoda, że polscy piłkarze poziomem nie dorównali przygotowaniom organizacyjnym. Może następnym razem, o ile otrzymamy kolejną szansę na duże widowisko? A powinniśmy ją dostać, bo naprawdę od tej strony pokazaliśmy się znakomicie.

W ogóle w roku swego 700-lecia Lublin prezentuje się doprawdy rewelacyjnie. Impreza goni imprezę, samo miasto też pięknieje (plac Litewski najlepszym przykładem, choć „baobabu” mi szkoda). Imprezy gromadzące tysiące ludzi przeplatają się z wydarzeniami kameralnymi, ale przecież także znaczącymi i sławiącymi gród nad Bystrzycą.

Równolegle z piłkarskimi mistrzostwami w mieście miała swój finał Akademia Opowieści, wydarzenie właśnie raczej dla setek niż tysięcy i raczej innych niż większość przybywających na stadion. Festiwal Małych Opowieści, którego głównym organizatorem jest Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” był zwieńczeniem ogłoszonego pół roku temu konkursu na opowieść pod hasłem „Najważniejszy człowiek w moim życiu”. Plon tego konkursu jest rewelacyjny. Napłynęło 1655 prac, w większości na wysokim poziomie, chociaż przecież pisali amatorzy, często pierwszy raz w życiu, jak przyznał zdobywca głównej nagrody Jakub Krüger. To opowieści przepełnione ciepłem, empatią, głęboką refleksją i otwartością. Mówią nam o miłości i zależności, bliskości i oddaleniu jednocześnie, o różnorodności i odmienności, o odnajdywaniu siebie poprzez innych.

Wielkie brawa dla Teatru NN i Tomka Pietrasiewicza za cudownie refleksyjne wpisanie się w jubileusz Lublina. Trzydniowy finał, w formie Festiwalu Małych Opowieści rozgrywającego się w wielu punktach miasta, starego i nowego, z udziałem także zagranicznych mistrzów słowa, pozostanie dla wielu pięknym wspomnieniem.

A to dopiero mija półrocze jubileuszu Lublina. Przed nami kolejne wydarzenia, wielkie i małe. Jeśli czytacie te słowa gdzieś na lotnisku, w samolocie, będąc daleko stąd, przybywajcie. 700-lecie Lublina przysporzy jeszcze wielu wrażeń.

 

 

Paweł Chromcewicz

 

 

Zostaw komentarz