Stryjów – pałac, którego nie ma

11 września 2018
882 Wyświetleń

tekst i foto Grażyna Stankiewicz

Jesteśmy gdzieś po drodze między Izbicą a Skierbieszowem. Gdzieś, bo o ile miejscowość można namierzyć przez nawigację, o tyle o dojazd do pałacu trzeba zapytać miejscowych. Przy ulicy nie ma nawet kierunkowskazu. – Pojedzie pani prosto, a na końcu drogi po lewej stronie będzie duża kępa drzew. To tam – objaśnia napotkany mężczyzna. Wszystko się zgadza. Koniec drogi, szczekające kundelki, drzewa, przy których stoi tablica informacyjna ze zdjęciem zrobionym po wojnie, przedstawiającym imponującą fasadę pałacu.

Tuż za nią w ścianie zielska stoją fragmenty ceglanej bramy wjazdowej i pawilonu z kordegardą, w której mieszkał odźwierny, przypominających zamek św. Anioła w Rzymie. Las, który rośnie wokół pałacu, już dawno wymknął się spod kontroli. Nieregularne ścieżki, dużo samosiejek zawłaszczających miejsce między zabytkowymi drzewami, przez korony których ledwo przedziera się słońce. Dużo śmieci, miejscami śmierdzi kloaką. I pomyśleć, że park projektował sam Walerian Kronenberg, któremu swój wygląd zawdzięczały parki w Białowieży, Niezdowie koło Opola Lubelskiego, Zamościu i kilkudziesięciu innych miejscach w Polsce przed I wojną światową i w okresie międzywojennym. Jeszcze po wyzwoleniu było tu pięknie – imponujących rozmiarów gazon, reprezentacyjna fasada z wejściem przez neogotycki arkadowy wysoki ganek, kasztanowa aleja i 430 drzew tworzących park. O ile drzewostan można uporządkować, o tyle w pałacu już nikt nigdy nie zamieszka.

Dobra Smorczewskich

Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1396 r. Od 1818 r. majątek należał do rodziny Świeżawskich, która postawiła tu klasycystyczny dwór. Na przełomie XIX i XX w. dobra w Stryjowie kupiła rodzina Smorczewskich. Według spisu z 1921 r. wieś liczyła 86 domów oraz 505 mieszkańców. Tereny wchodzące w skład majątku idealnie nadawały się na dobrze prosperujące gospodarstwo. Gorzelnia, młyn, stajnia i inne zabudowania folwarczne, a także stawy hodowlane, z których każdy miał swoją nazwę – np. Ogrodowy, Duży, Rafał i Marek. Powierzchnia samych stawów liczyła 65 ha. Po wojnie stawy wyschły, dziś pasą się tu krowy.

Rodzina Smorczewskich związała się ze Stryjowem w 1879 r. Kilka lat wcześniej papież Leon XIII nadał Medardowi Adolfowi Smorczewskiemu i jego dwóm synom tytuły hrabiowskie za zasługi na rzecz utrzymania wiary katolickiej na Chełmszczyźnie. I to właśnie najmłodszy w rodzinie hrabia – syn Feliks przejął po ojcu majątek w Stryjowie. Gruntownie wykształcony w dziedzinie prawa, po studiach w Pradze, Rzymie i Krakowie, interesował się sztuką, a zwłaszcza malarstwem historycznym i pejzażem. Od początku o wszelkich inwestycjach budowlanych na terenie posiadłości decydowali wspólnie z żoną Zofią. Kiedy w Europie dominowała secesja, małżonkowie kontynuowali rozpoczętą przez ojca Medarda przebudowę w stylu neogotyckim, pozostając wielbicielami bliskiej im stylistyki romantyzmu, która w dużej mierze bazowała na tradycji gotyku. O tym, jak bardzo ta estetyka była bliska Smorczewskim, niech świadczy fakt, że w każdej miejscowości, z którą byli związani (również Żdżanne, Zagrody i Wierzchowiny), wszystkie realizacje architektoniczne powstawały właśnie w duchu neogotyckim.

Kaplica dla nieobecnych

Pałac, który pierwotnie był parterowym dworem, powstał z trzech połączonych ze sobą budynków na planie litery H. Skrzydło zachodnie wyróżnia zachowana do dziś czworoboczna wieża ozdobiona na szczycie herbami: Rawicz, Smorczewskich i Leszczyńskich oraz zwieńczenie tarasem z tralkami rytmicznie układającymi się w balustradę. Hrabia Feliks Smorczewski dopilnował wyposażenia wnętrz w najmniejszych szczegółach. Goście odwiedzający pałac byli pod wrażeniem stylowych posadzek, obramowań drzwi, obitych tkaninami ścian i sprowadzonymi z Włoch meblami, a także obrazami autorstwa hrabiego Feliksa.

Kropką nad i tej reprezentacyjnej zabudowy pałacowej jest wzniesiona po I wojnie światowej na skraju parku i nad brzegiem stawu neoromańska kaplica cmentarna, w której hrabia Feliks miał być pochowany wraz z żoną. Pomimo degradacji budowli to w dalszym ciągu najlepiej zachowany architektoniczny fragment kompleksu budynków na terenie całego Stryjowa.

Romantyzm w ruinach

Hrabia Feliks Smorczewski zmarł w 1943 r. Pozostali przy życiu członkowie rodziny w 1945 r. wyemigrowali do Wielkiej Brytanii. W ramach reformy rolnej w pałacu została zorganizowana ośmioklasowa szkoła podstawowa. Dawni uczniowie wspominają, że otoczenie było zadbane, w dużej mierze dzięki mieszkającemu w pałacu dyrektorowi szkoły. Alejki parkowe zawsze były posprzątane, a w kordegardzie najpierw była gospoda, a później sklep spożywczy. W latach 70. szkoła zakończyła swoją działalność, pod koniec lat 80. budynek przeszedł w prywatne ręce. Nowy właściciel zamierzał otworzyć w pałacu ośrodek wypoczynkowy. Ale nic z tego nie wyszło, zaczęła się postępująca degradacja. W końcu historia zatoczyła koło – ruiny pałacu wróciły do spadkobierców, ale na terenie posiadłości nadal pasą się krowy, a latem w gęstwinie chaszczy trudno dostrzec bryłę pałacu. Cegły, z których były zbudowane schody, dawno straciły swoje kształty. Ruiny zachowały zarys pomieszczeń, fasadę nadal wieńczy taras z tralkami. Nie ma śladu po stropach, podłogach czy framugach. Romantyczny pałac zamienił się w totalną ruinę. Szkoda, że gmina nie zadbała o zabytkowy park, szkoda, że nie wykorzystuje ruin jako atrakcji turystycznej.

 

Przy pisaniu tekstu korzystałam z:

Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, T. VIII, z. 8 – powiat krasnostawski, Warszawa 1960;

J. Żywicki, Architektura neogotycka na Lubelszczyźnie, Lublin 1998;

opracowań dr. Mieczysława Kseniaka

Zostaw komentarz