fbpx

BATUMI, ech BATUMI…

25 lipca 2015
Komentarze wyłączone
851 Wyświetleń

IMG_4566KATIE MELUA – FILIPINKA, tak to do dzisiaj w mowie potocznej i myśleniu o niej niezmiennie u mnie funkcjonuje, jakby na „roboczo”, od chwili, kiedy zagrałem w radiu tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2003 roku jej debiutancki singiel – „The Closest Thing To Crazy”. Notabene, po latach szczęśliwie „ozdobiony” nawet autografem. Szczerze, bardziej zaintrygowały mnie nazwiska muzyków ją wspierających; gitarzysty Chrisa Speddinga i perkusisty Clema Cattiniego oraz niemal legendy brytyjskiego show-businessu, producenta Mike’a Batt’a (pamiętamy Womblesów?). Cattini chyba do dzisiaj jest jej wierny, w Sali Kongresowej przed rokiem siedział za bębnami. Chciałbym, żeby również w Lublinie, w pierwszy wrześniowy czwartek w Arenie. A nie znam artysty na Wyspach, dla którego nie grał, bo i Cliff, i Tom Jones, i osobiście nam z Teatru Starego znana Marianne Faithfull, i Dusty… – kiedy John Bonham zmarł, Jimmy Page na początku pomyślał właśnie o nim, proponując ewentualne zastępstwo. Katie chyba nas lubi, a nawet miłuje, skoro tak często do Polski przyjeżdża, obdarzając słuchaczy szczerymi spojrzeniami pięknych oczu, począwszy od niezapomnianego występu w Operze Leśnej tuż przed Eltonem Johnem. Myślę sobie, że ktoś powinien namówić ją kiedyś do nagrania „Batumi”, a nawet do zaśpiewania, niechby kiepskim polskim, zwłaszcza fragmentu: „Z ciężkim sercem żegnamy Gruzji brzeg – Śpiew twój dźwięczny jak drogi echo biegł – Dziś gdy oczy przymkniemy, widzimy znów – Obraz ten to marzenie naszych snów… Batumi, ech Batumi…”. Kiedyś to był Związek Radziecki, przemieszkała tam parę lat, zna niemal każdą uliczkę i smak tamtejszej herbaty. Podczas wrześniowego Festiwalu Smaków będzie nawet honorowym gościem smakowania gruzińskich potraw, przyjeżdżając do Lublina dzień wcześniej.

IMG_4560Będąc na jej koncercie w Kongresowej, obok siedząca dama, mocno zniecierpliwiona i poszturchująca mnie, pytała ciągle: – Zaśpiewa o Chińczykach?, czekała tylko na ten jeden utwór – „NINE MILLION BICYCLES”. Doczekała się wreszcie, niemal na stojąco wysłuchaliśmy ten jej superprzebój. Nie wyobrażam sobie, żeby nie zaśpiewała go w Lublinie. Chciałbym również, żeby wykonała „Lucy…” Beatlesów i – czym mnie bardzo zaskoczyła – „Kozmic Blues” Janis Joplin. Kocham nawiedzonych artystów, a ona do nich należy. Ci nie „odgrywają” kolejnego koncertu, czuje się wyraźnie, jakby to był jej pierwszy. A nabroiła już wiele w tym swoim gruzińsko-irlandzko-angielskim życiu, przypłaciwszy długą chorobą niezliczone koncertowe trasy po całym świecie. A wszystko zaczęło się tak banalnie, jakbyśmy powiedzieli, od „Szansy na sukces” naszej lubelskiej Skrętkowskiej. W kanale komercyjnej brytyjskiej ITV, w programie „MAD FOR IT”, zaśpiewała piosenkę z repertuary grupy Bedfinger, znaną bardziej w wykonaniu Nilssona czy późniejszej Mariah Carey – „Without You”. Wówczas to wypatrzył ją wspomniany Mike Batt, akurat poszukujący kogoś młodego do śpiewania jego utworów. Zafascynowała go barwa głosu Katie, przypominająca mu te wszystkie śpiewające dziewczyny z lat 60., począwszy od Earthy Kitt, poprzez Shirley Bassey, Cher, a skończywszy na Melanie Sawce. I tak narodził się jej pierwszy singel, duża płyta „Call Off The Search” i w tym debiucie pierwszy Nr 1 na listach. Każda jej następna płyta to potwierdzenie wyjątkowego smaku w doborze repertuaru, z przewagą już własnych kompozycji. Ponadto należy dodać, że ta dziewczyna ma znakomity gust i łatwość poruszania się w muzyce rozrywkowej, skoro czerpie garściami choćby z lat 60. i 70. Wracając jeszcze do moich osobistych skojarzeń, rozpocząłem od Filipinek, ale przez moment, będąc blisko niej, w słabym świetle, jak wtedy w studiu, kiedy „Nic nie może wiecznie trwać” nagrywała Anna Jantar, bardzo upodobniła się do niej, w spojrzeniu szczególnie – OCZY. A kiedy dowiedziałem się, że jej wielką miłością była, i jest nadal, nieżyjąca Eva Cassidy (pełna półka jej płyt w moich zbiorach), obdarzyłem ją jeszcze większą sympatią. Może mi tylko pozazdrościć, że prawie nikomu nieznaną wówczas dziewczynę z Waszyngtonu „zaliczyłem” w jednym z klubów nowojorskiej dzielnicy Queens, śpiewała m.in. „What A Wonderful World”. Katie ma to dzięki niej też w repertuarze, podobnie zresztą interpretuje. Może również ze sceny Areny…

IMG_4555

Tekst Jerzy Janiszewski

Foto Krzysztof Stanek

Komenatrze zostały zablokowane