fbpx

Człowiek z kultury

7 listopada 2016
Komentarze wyłączone
1 012 Wyświetleń

robertpranagal_1200-6594Z Piotrem Franaszkiem, dyrektorem Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, o ponad 40-letniej historii Teatru w Budowie, inspiracjach, o tym, co się udało, programie i planach na przyszłość rozmawia Grażyna Stankiewicz, foto Robert Pranagal, Dorota Bielak, Centrum Spotkania Kultur

 

– W jakich okolicznościach dowiedziałeś się, że w Lublinie funkcjonuje taki twór, jak Teatr w Budowie?

 

– Urodziłem się i wychowałem w Lublinie. Mieszkałem najpierw w Śródmieściu, a później na Wieniawie. Właściwie jak teraz o tym myślę, to funkcjonowałem w bliskim promieniu Teatru w Budowie. Pamiętam przenosiny filharmonii z sali kameralnej przy Teatrze im. Juliusza Osterwy do nowego budynku przy ul. Skłodowskiej. Kolejny epizod to muzyczne audycje w Radiu Puls, w których udzielałem się w pierwszych klasach liceum. Radio mieściło się wówczas na najwyższym piętrze budynku filharmonii. Brzydki, nieskończony teatr budził raczej poczucie wstydu. Przyjmując gości z innych części Polski, często omijałem to miejsce. Złościła mnie ta niemoc i brzydota, może nawet nie tyle budynek, który wydawał mi się tajemniczy i intrygujący, ile jego otoczenie – płot, zaniedbany chodnik, zarośnięty plac w centrum miasta.

 

Ale rzeczywistość się zmieniła, a dyskusja o teatrze wróciła.

 

franaszek_piotr_12– Po 2006 roku pojawiły się nowe władze w mieście i Urzędzie Marszałkowskim oraz środki unijne. Do głosu doszły środowiska związane z kulturą. Janusz Palikot na fali sukcesu Roku Gombrowiczowskiego i poparcia w środowiskach kultury stał się trybunem uruchomienia inwestycji. Idealistycznie angażowałem się w te inicjatywy u boku ówczesnego wiceprezydenta Lublina Włodzimierza Wysockiego czy dyrektora artystycznego Centrum Kultury Janusza Opryńskiego.

 

Konkurs na dyrektora Centrum Spotkania Kultur pojawił się dość późno, patrząc na to z perspektywy przygotowania działalności nowej, tak dużej instytucji.

 

– Był to dla mnie trudny okres tuż po bardzo intensywnej kampanii promocyjnej „Lub lubelskie”, dodatkowo bliska mi osoba w rodzinie bardzo chorowała, nie miałem głowy do nowych tematów. Do startu namówili mnie przyjaciele, deklarując wsparcie i współpracę. Komisja składała się z przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, organizacji branżowych i samorządu. Paradoksalnie nie zgłosiło się wielu chętnych, jak później komentowano, składając mi gratulacje lub przekornie kondolencje, wskazując ogrom odpowiedzialności i pracy włącznie z ukończeniem budowy.

 

Opracowanie idei funkcjonowania tego typu obiektu to lata dyskusji i zapraszania do rozmowy wielu osób – od architekta i budowniczych po artystów tworzących klimat takiego miejsca.

 

galacsk_przemek_gabka_66– Komentarze, wizje, pomysły pojawiały się w bardzo różnych środowiskach związanych z kulturą, samorządem i polityką. Jak to zwykle bywa, każdy ma jakiś dobry pomysł w kontrze do innych. Moim zdaniem był to bardzo ważny proces. Może żmudny i mało efektywny, ale taka dyskusja wykluwa ideę, którą stało się „spotkanie kultur”. Myślę, że zabrakło precyzyjnej koncepcji programowej, a nawet zalążka zespołu instytucji na etapie przygotowywania specyfikacji do konkursu architektonicznego. Pojawiły się dokumenty przygotowane przez Dariusza Jachimowicza, Karolinę Rozwód czy Tomasza Pietrasiewicza i Barbarę Wybacz. Przy procesie inwestycyjnym pracował cały sztab w Urzędzie Marszałkowskim. Przygotowując koncepcję konkursową i weryfikując ją w działaniu, korzystałem z tych materiałów.

 

– Teatr w Budowie przechodził z rąk do rąk, kolejne władze traktowały to miejsce jak kukułcze jajo. Najpierw były deklaracje, potem zamiatanie problemu pod dywan.

 

– Historia nowego teatru w Lublinie sięga czasów powojennych, bo idea teatru w służbie ludu wpisywała się w nową rzeczywistość Polski Ludowej. Planowano nową siedzibę Teatru Dramatycznego w Lublinie, który miał stanąć w miejscu, gdzie dziś znajduje się Sąd Apelacyjny, w sąsiedztwie miał znaleźć się nowy ratusz miejski, a przed teatrem trybuny na potrzeby zgromadzeń ludowych. Z kolei pomiędzy obydwoma budynkami zaplanowano wzniesienie Łuku Zwycięstwa. W 1961 roku prace powierzono prof. Stanisławowi Bieńkuńskiemu i tak zaczęła się historia „teatru ogromnego”. Ale dopiero w 1972 roku prezydium partii wydało decyzję o budowie Teatru Dramatycznego w Lublinie, nowej siedziby dla Teatru Osterwy. Latem 1974 roku wmurowano akt erekcyjny pod budowę teatru, który miał być finansowany przez Warszawę. Ale stało się inaczej.

 

Pieniądze?

 

– Zakładano, że reprezentacyjny gmach stanie w ciągu 10 lat, ale teatr znalazł się poza priorytetowymi inwestycjami. Budżet był nieokreślony, nie było ani materiałów, ani rąk do pracy. W stanie wojennym zdecydowano, żeby pozostawić budowę ogromnej sceny i w pierwszej kolejności skupić się na wykończeniu sali kameralnej oraz filharmonii. Ten plan zrealizowano w pierwszej połowie lat 90. Szukano też nowej funkcji dla kontrowersyjnego obiektu. Pojawiły się pomysły stworzenia w tym miejscu ringu bokserskiego czy sprzedania placu pod galerię handlową. Przemiana ustrojowa niewiele pomogła teatrowi, trzeba było czekać kolejną dekadę.

 

– Nie ma działania bez pierwiastka ludzkiego. Historia CSK pokazała, że w wielości jest siła.

 

galacsk_przemek_gabka_5– Wydawało się, że szkielet teatru będzie szpecił miasto już na zawsze. Potrzebny był impuls i odwaga podjęcia decyzji na szczeblu politycznym, żeby to zmienić. Prawdziwym spirytus movens Centrum Spotkania Kultur był Janusz Palikot, który parł do rozwiązań umożliwiających uruchomienie inwestycji, wspólne z żoną Moniką ufundował nagrodę w konkursie architektonicznym na projekt CSK. Jednak niezbędne było porozumienie ponad podziałami, a tu skutecznym mediatorem okazał się Krzysztof Cugowski, który wierzył na przekór wszystkim, że ta instytucja ma sens. Do legendy urasta spotkanie, które zaaranżował muzyk, zapraszając regionalnych szefów opozycyjnych partii Elżbietę Kruk i Janusza Palikota. Rozpoczęła się żmudna praca kolejnych zarządów województwa na czele z marszałkami: Jarosławem Zdrojkowskim, Krzysztofem Grabczukiem, Krzysztofem Hetmanem i Sławomirem Sosnowskim. Przez większość tego czasu za inwestycję odpowiedzialny był Jacek Sobczak, który jak sam przypomina, wiele razy musiał przecinać „gordyjski węzeł” problemów wynikłych na budowie. Urzędnicy marszałka na czele z dyrektorem Departamentu Mienia i Inwestycji Pawłem Smajkiewiczem dokładali wszelkich starań, aby teatr nie tylko został ukończony, ale też spełniał swoją funkcję. Wciąż mam wrażenie, że uczestniczę w sztafecie, gdzie na kolejnych etapach pojawiali się ludzie dokładający swoją cegłę do symbolicznego, nieskończonego dzieła pod tytułem „Teatr w Budowie”. Nie sposób ich tu wszystkich wymienić, ale wszystkim z całego serca dziękuję. Zobowiązany jestem zwłaszcza tym, którzy cały czas nas wspierają i uczestniczą w programowaniu instytucji.

 

– Za Bolesławem Stelmachem, autorem koncepcji budynku, stoją największe i najbardziej wyraziste założenia architektoniczne Lubina. Nie za dużo tych „Stelmachowych” dzieł? Jego realizacje są jednak mocno jednolite.

 

fasada-2– Ogromną przewagą projektu Bolesława Stalmacha było to, że jako mieszkaniec Lublina zmierzył się z legendą. Nie zanegował wstydliwej historii, burząc budynek, a wręcz wprowadził ją w „krwioobieg” instytucji. Architektura budynku pokazuje surowy proces tworzenia poprzez ekspozycję materiałów budowlanych i elementów zastanych, jak np. stalowe filary ze starej konstrukcji. Rozbudowuje je czystym betonem, żelazem i szkłem. Opierając się na fundamentach, rozwija myśl pierwotnych twórców, zostawiając nam teatr stylistycznie w ciągłej budowie. Ta idea przyświeca także mnie przy projektowaniu działalności instytucji – być wciąż w procesie i nieustannie się rozwijać. Rozwiązania architektoniczne zastosowane w CSK jednych zachwycają, innych bulwersują, dla mnie to doskonały powód do narracji, dyskusji i spotkania. Ale też dobry trop dla budowania tożsamości miejsca, tak jak architektura Gaudiego w Barcelonie.

 

– A co stało się ze sceną obrotową? Z gigantem, który był symbolem Teatru w Budowie? Gdzie indziej na świecie tego typu „sentymentalne” elementy są wkomponowywane w nową bryłę.

 

– Scena musiała być rozebrana, właściwie pocięta, gdyż głęboko wryła się i zniekształciła szyny, na których była osadzona. Jej elementy są wyeksponowane, np. na bocznym patio budynku, gdzie widać śruby sceniczne połączone w pasma trejaży. Żałuję, że nie udało jej się bardziej wykorzystać. To właśnie była kwintesencja marzeń i wizji. Obecna estrada jest jej godnym następcą. Jedna z najnowocześniejszych scen w Europie: 500 m2 powierzchni, osiem zapadni scenicznych, 52 sztankiety. Udostępniamy jej tajemnice w tzw. backstage tour, czyli wycieczkach, gdzie pokazujemy od zaplecza, jak działa ta technologia. Mamy też niespodziankę, udało nam się dotrzeć do starych projektorów teatralnych zakupionych jeszcze w początku lat 80. Sprzęt już archaiczny, ale dla nas ma znaczenie mistyczne.

 

Jaki jest pomysł na finalne zagospodarowanie CSK i jak to się przekłada na to, co już zostało zrobione przez rok działalności?

 

– Mimo ogromnego budynku instytucję determinuje Sala Operowa ze sceną, zapleczem, klatkami schodowymi. To największa część obiektu, pulsujące serce instytucji. Wydarzenia odbywające się w Sali Operowej rządzą się innymi prawami niż te, które dotychczas miały miejsce w Lublinie, poprzez skalę prawie 1000-osobowej widowni. Z kolei Aleja Kultur to arteria, którą rozwijamy w funkcję wystawienniczą. Działa tu Sala Kameralna, Sala Baletowa i Medialab, a przede wszystkim odbywają się spotkania. Pojawiają punkty gastronomiczne. Moim pomysłem jest stworzenie sieci Concept Store – to specjalne mobilne boksy z książkami, sztuką, modą i designem, które ożywią Aleję i wciągną ludzi do budynku. Mimo surowej architektury i trudnej topografii chcemy skusić przypadkowych przechodniów, licząc, że zostaną w przyjemnie urządzonych „cichych kątach” z książką, z przyjaciółmi.

W kontekście Centrum dużo mówi się o realizowaniu duchowych potrzeb odbiorcy, ale też poprzez kontakt z naturą.

– O przestrzeni CSK myślimy z perspektywy współczesnego człowieka, zarówno poprzez wystawy, jak i działania pokazujące szerokie spektrum kultury w projektach ekologicznych: Miejska Pasieka Artystyczna na dachu CSK czy miejskie ogrody w akcji „Rosnę”. Prezentujemy sztukę ulicy z Brain Damage Gallery i skaterami i nowy cyrk z Fundacją Sztukmistrze. Dążymy do federacyjnej współpracy, korzystając z doświadczenia Lubelskiego Teatru Tańca, Teatru Muzycznego, Andersena i innych.  We współpracy z lokalnymi instytucjami pojawiają się też trudności. Wyobrażenia o naszych możliwościach bezkosztowego wsparcia i długoterminowego udostępnienia obiektu są często nieadekwatne. Wielu mierzy nas swoją miarą, preferując tylko obszar artystyczny, w którym się specjalizuje. My natomiast musimy dbać o równowagę i rozwijać widownię. Chcemy pokazać, że sztuka może być dostępna, przyjemna i użytkowa, zajmując się designem i nowymi technologiami. Stajemy się oknem na świat, spotykając ludzi i ich kulturę w naszych liniach programowych poświęconych poznaniu mistrzów, źródeł sztuki etnicznej i kultury z perspektywy współczesnego człowieka.

Spotykamy się tuż po uroczystej gali otwarcia CSK, choć funkcjonuje ono już od roku.

 

bielak_ndt2_1– Pierwsze działania artystyczne podjęliśmy jeszcze podczas budowy, kodując i „odczarowując” teatr. W listopadzie 2015 roku odsłoniliśmy plac Teatralny w symbolicznym spektaklu „Upadek muru lubelskiego”, nawiązując do ważnych europejskich aktów zmian kulturowych, społecznych, politycznych. Mimo zimnego listopadowego wieczoru na plac przyszło kilka tysięcy gości. Urzekła mnie emocja pokonywania muru. Płot budowlany, który zburzyliśmy, został zdeptany w wielkiej euforii. Do dziś pamiętam niepełnosprawną osobę, która zamiast podpierać się, wznosi swoje kule w tryumfalnym geście, czy dzieci z ogromnym zapałem depczące płot. Kolejnego dnia zaprosiliśmy na nietypowy spektakl, którego bohaterami nie byli aktorzy, a budowniczowie i dyrektorzy teatrów, o świątyni sztuki opowiadali z własnej perspektywy, oswajając surowe jeszcze wnętrza naszego obiektu. Byli to Krystyna Janda, prof. Jerzy Limon, Michał Zadara, Tomasz Karolak, Włodzimierz Staniewski, Jan Klata. I tak zamknęliśmy budowę.

 

Było wiele głosów sceptycznych, zarówno tych dotyczących dotrzymania terminów, jak i zagospodarowania centrum.

 

– W styczniu 2016 roku weszliśmy z zespołem do surowego budynku. Prawie 30 000 m2, na których toczyły się jeszcze ostatnie prace remontowe. Włosi z mediolańskiego teatru przekonywali nas, że trzeba jeszcze dwóch lat, aby wpuścić widzów do tego obiektu. Postanowiliśmy, że otwarcie będzie procesem. Do tego obliguje nas historia Teatru w Budowie, by być wciąż w działaniu, w ruchu, nie osiadać na laurach i przyzwyczajeniach. W kwietniu zainaugurowaliśmy działalność w Sali Operowej koncertem wybitnych śpiewaków operowych Aleksandry Kurzak i Roberto Alagna. Potem kolejno miały miejsce koncert muzyki świata z zespołem Playing for Change, klasyczny balet w wykonaniu Accademia Teatro alla Scala z Mediolanu, wystawa fotografii Sebastiao Salgado – Genezis, Nederlands Dans Theater, koncert Gentleman MTV Unplugged i wiele innych wydarzeń, często organizowanych z lubelskimi instytucjami i partnerami. Przed nami jeszcze Balet Narodowy i koncert Seala. W przyszłym roku duże koprodukcje z europejskimi partnerami i regularna opera. Sama Gala Otwarcia była symbolicznym wydarzeniem. To spektakl multimedialny opowiadający historię miejsca, Teatru w Budowie i misji spotkania kultur. Wystąpili na nim lubelscy artyści, a gośćmi były osoby związane z samą inwestycją.

 

Ile kosztuje utrzymanie Centrum rocznie? W jaki sposób jest finansowane?

 

– Centrum Spotkania Kultur jest instytucją podlegającą Urzędowi Marszałkowskiemu. Największym obciążeniem są wydatki na energię, oświetlenie, ogrzewanie, sprzątanie, konserwację, ochronę, czyli wszystkie systemy budynku i jego otoczenia. Te koszty to ponad sześć milinów złotych rocznie. W sumie na działalność przyznano nam trzynaście milionów złotych. Porównywalne kubaturowo obiekty, jak np. Centrum Solidarności w Gdańsku czy Opera w Białymstoku, przekraczają 20 mln złotych przyznanego budżetu. Mimo iż jesteśmy w „rozruchu” i działamy właściwie od maja tegoroczny przychód CSK przekroczy 2 mln złotych. Kolejna po nas instytucja w Lublinie uzyskuje około 600 tys. zł.

 

Duża część wydarzeń proponowanych przez CSK to imprezy komercyjne, na które bilety kosztują nawet po kilkaset złotych. To konieczność czy wybór?

 

SONY DSC– Mamy bardzo zróżnicowane propozycje, są wydarzenia, gdzie bilety są kosztowne ze względu na wysokie gaże artystów, ale sprzedajemy je w czterech kategoriach w zależności od komfortu i widoczności. Często wzorem teatrów w całej Europie na dwie godziny przed wydarzeniem uruchamiamy bilety na balkonach z ograniczoną widocznością po 10–20 złotych. Miały też miejsce wydarzenia bezpłatne. Rozlosowujemy wejściówki za pośrednictwem lokalnych mediów. Organizujemy wydarzenia, do których dokładamy, traktując je misyjne i promocyjnie. Unikamy dystrybucji bezpłatnych zaproszeń, przekonując się, że ci, którym zależy, chętnie zapłacą i przyjdą na wydarzenie. Sztukę trzeba cenić. Już w tym momencie przekroczyliśmy sumę 100 000 widzów. A mapa miejsc, w których zakupiono bilety, pokazuje, że mamy odbiorców już w całej Polsce i poza jej granicami.

 

Nie ma instytucji bez ludzi. Podobno gromadzisz wokół siebie same indywidualności…

 

– Budowanie zespołu jest jednym z równoległych procesów uruchomiania całej instytucji. W krótkim czasie musieliśmy zwerbować zespół. Wszyscy wkładają ogromną pracę i zaangażowanie, czasami dopada nas frustracja i przemęczenie, tak wiele jest pracy przed nami, a funkcjonowanie instytucji na należytym poziomie stawia wysokie wymagania. Zależy mi na osobach ambitnych, profesjonalnych, chcących się rozwijać i biorących odpowiedzialność za całą instytucję i siebie nawzajem. Dziękuję moim współpracownikom za wytrwałość i zaangażowanie, jednocześnie motywując, abyśmy wciąż stawali się lepsi i nieustannie poprawiali się w myśl starej olimpijskiej zasady: „Citius. Altius. Fortius”.

 

 

robertpranagal_full-6525Piotr Franaszek, 38 lat, absolwent Instytutu Spraw Publicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim i menadżer kultury UMCS. Samorządowiec związany z lubelskim ratuszem. Dyrektor Departamentu Promocji, Turystyki i Współpracy Zagranicznej w lubelskim Urzędzie Marszałkowskim. Twórca marki „Lubelskie – smakuj życie”, dzięki której zmienia się postrzeganie Lubelszczyzny. Prezes Regionalnej Organizacji Turystycznej i członek Rady Polskiej Organizacji Turystycznej. Prezes Fundacji Place ID zajmującej się tożsamością miejsc. Wykładowca, trener i podróżnik. Od września 2014 r. dyrektor Centrum Spotkania Kultur. Dzięki rodzicom od dziecka towarzyszyły mu różne aspekty sztuki. Fotografował i kręcił amatorskie filmy video art. Zajmował się muzyką od rockowej alternatywy do inspiracji etnicznych i jazzowych pod skrzydłami swojego guru Jacka Ostaszewskiego z zespołu Osjan. Brat rzeźbiarz jest jego przewodnikiem po sztukach wizualnych. Pasjonat żeglarstwa. Podczas wizyty w jednym z najstarszych teatrów operowych w Dublinie dowiedział się, jak zbieżne są zwyczaje w teatrze i na żaglowcu. Gwizdanie na scenie lub pokładzie przynosi pecha, fały sztankietów wyciąga się jak żagle, knagując specjalnymi węzłami. To porównanie przywodzi mu na myśl artystyczną podróż, która jest najlepszym sposobem na „spotkanie kultur”.

 

Komenatrze zostały zablokowane