fbpx

Dla świata rudera, dla nich cały świat

25 marca 2016
Komentarze wyłączone
905 Wyświetleń

DSC_7777Pięć lat temu powstał 1st Floor – czyli jedyny w Lublinie kryty skatepark. Lubelscy deskorolkowcy stworzyli go samodzielnie. Własnymi rękami, w starym, opuszczonym budynku przy Drodze Męczenników Majdanka 6a w Lublinie, tuż za Urzędem Dozoru Technicznego. Na miejscu pojawiam się 6 stycznia. – Chłopaki dobrą robotę zrobili. Trochę pieniędzy poszło, wiadomo. Przydałoby się jeszcze, gdyby było więcej kasy, zrobić parę nowych przeszkód i takie tam. Fajnie by było – słyszę od Mateusza Żurka, 17-letniego skateboardera, który przyszedł na 1st Floor, by wspólnie z kolegami uczcić święto Trzech Króli w sposób, w jaki najlepiej potrafią – jeżdżąc na deskorolce. Jeszcze pięć lat temu taki pomysł spotkałby się z dezaprobatą, bo gdzie w zimie jeździć w Lublinie na deskorolce? Co prawda były próby stworzenia zimowego spota na parkingu przy Uniwersytecie Przyrodniczym czy tym krytym pod Centrum Handlowym Plaza. Tam nawet przez chwilę takie miejsce dobrze funkcjonowało, bo dyrekcja centrum wydała oficjalne pozwolenie na jazdę na deskorolce. Jednak wcześniej czy później ze wszystkich takich miejsc byli wypraszani i w efekcie nie mieli stałego, dobrze przygotowanego placu do jazdy w zimie. Ale pięć lat temu zimowa zła passa została przełamana. Okazało się, że można.

Długi, linie wysokiego napięcia i płyty chodnikowe

DSC_5708Na zewnątrz szary, obdrapany pustostan z sypiącym się tynkiem. W oknach zamiast szyb folia, wokół rozsypany gruz i resztki potłuczonego szkła. Ale z głębi dobiegają odgłosy przypominające dźwięk deski uderzającej o chodnik. Wejścia do środka strzegą ciężkie żelazne drzwi. Klatka schodowa w podobnym stanie jak elewacja. W powietrzu czuć zapach stęchlizny i wilgoci. Wszystko zmienia się już kilka schodów wyżej. Na pierwszym piętrze feeria migających w oczach kolorów i od kilkunastu do kilkudziesięciu osób z deskorolkami. W środku znajdują się przestronna hala i specjalne przeszkody dla ćwiczących. Obok w niewielkim pomieszczeniu z drewnianymi drzwiczkami stoją piec, tzw. koza, stół, mikrofalówka, kanapy. Jest nawet telewizor i czajnik. Nikt nie zwraca uwagi na kurz, zimno i spartańskie warunki. – Gdy znalazłem się w tym miejscu pierwszy raz pięć lat temu, pomyślałem: co to w ogóle jest? Jakiś opuszczony budynek, w którym nic się nie da zrobić. Weszliśmy do środka z Pieniądzem i Kojotem i staraliśmy się zwracać uwagę na pozytywy – opowiada Jacek „Jaco” Harasimiuk, lubelski animator społeczności deskorolkowej i jednocześnie jeden z najstarszych jej członków (34 lata). Jacek od blisko ośmiu lat zajmuje się organizacją i prowadzeniem kolonii deskorolkowych i animowaniem społeczności, nie tylko w Lublinie, ale i w całym kraju. W tym roku podczas ferii zimowych chce zorganizować dla dzieciaków szkółkę deskorolkową właśnie na 1st Floor. To on znalazł miejsce i zainicjował powstanie parku.

DSC_5319Z kolei Boniek Falicki, 36-letni miłośnik deskorolki, u którego pasja do tego sportu przerodziła się w firmę projektującą skateparki i który także zaangażował się w powstanie 1st Floor, zdradza, że w budynku mieściła się kiedyś firma, która produkowała materiały budowlane. Z kolei Kuba „Pieniądz” Koszel, 27-latek na co dzień pracujący w jednym z lubelskich biur projektowych zajmujących się tworzeniem sieci elektrycznych, i który pięć lat temu razem z Jackiem pracował przy powstaniu skateparku, jest przekonany, że w znajdujących się tu biurach projektowano linie wysokiego napięcia. Sytuację rozjaśnia pan Aleksander Mazurek, pracownik sąsiadującej z budynkiem firmy. – Tutaj kiedyś była firma, która zajmowała się produkcją materiałów BHP, ubrań roboczych. Zamawiałem u nich. To było w latach 90. Myśmy im chyba samochody naprawiali i wymienialiśmy się z nimi za ciuchy robocze. Ale jakie to dziś ma znaczenie? Jest miejsce, które w jakiś sposób kiedyś tętniło życiem. A teraz dostało swoją drugą szansę. Razem z deskorolkarzami.

Od gruzowiska do skateparku

Budynek był nieużytkiem przez blisko dekadę. Przychodził tu okoliczny element. – Podczas pierwszych oględzin natknęliśmy się na dwa miejsca noclegowe. Czyli na pewno dwóch ziomków tutaj spało. Początkowo oczyściliśmy tylko kwadrat 10 na 10 metrów i po tym jeździliśmy – wspomina Jaco. To on wraz ze swoim kumplem Kojotem znaleźli budynek i wpadli na pomysł zagospodarowania nieużytku na własne potrzeby. Potem do projektu dołączyli pozostali, m.in. Pieniądz. – Kiedy weszliśmy do środka pierwszy raz, całe to miejsce wydało mi się strasznie duże. Nawet nie bardzo wiedziałem, na którym piętrze jestem, bo było pełno różnych przejść. Teraz to wygląda trochę inaczej, bo część z nich zamurowaliśmy i w ten sposób zmieniliśmy układ pomieszczeń. Wszędzie stały ściany działowe, które wyburzyliśmy.

DSC_2931W czasie pierwszej fazy remontu skateparku Boniek był w Azji. Tam, całkiem przypadkowo, stał się jednym z bohaterów filmu deskorolkowego o stolicy Chin. Pomimo odległości regularnie śledził bloga, którego prowadził Jaco. Tą drogą dowiedział się o pomyśle na 1st Floor, w który po powrocie mocno się zaangażował. – Siedząc w Szanghaju, zobaczyłem w necie zdjęcia zagruzowanego pomieszczenia, którego małą część chłopaki pozamiatali, a następnie postawili w nim niski murek do jazdy. Pomyślałem, że jak będę w Lublinie, to trzeba ten temat zbadać. Jak postanowił, tak zrobił. Zaraz po powrocie z Chin przyjechał na raczkujący wówczas jeszcze 1st Floor. Tłumaczy, że mimo ciekawości miejsca, starał się nie mieć żadnych oczekiwań. Ale gdy pojawił się na miejscu, stwierdził, że trzeba wykorzystać możliwości, jakie tu są. – Gdy Boniek przyjechał zobaczyć miejscówkę, praktycznie od razu stwierdził „Tu da się coś zrobić”. Zaprojektował kilka przeszkód i zagadał do firmy, która buduje skateparki. Oni nas wspomogli, my przeprowadziliśmy zbiórkę pieniędzy i jakoś to wszystko ruszyło – precyzuje Jacek Harasimiuk. Deskorolkarze zakasali rękawy i zaczęli działać. – W 2010 r. po raz pierwszy wbiliśmy tam z większą ekipą, żeby uprzątnąć gruz z pierwszego piętra. Po kilku godzinach pojawiła się policja zapytać co robimy, na co odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że sprzątamy, bo chcemy, żeby było czysto w kraju, w którym żyjemy. Dziwnie się wtedy popatrzyli – śmieje się Boniek. Pierwsze działania zbiegły się z początkiem roku szkolnego i ogłoszeniem przetargu na… budynek.

Szczęśliwy traf

DSC_2862To był dla nich moment zwątpienia. Właśnie teraz ktoś miałby im to wszystko odebrać, wykupując pustostan? Jak się okazało, nowi właściciele nie tylko nie wyrzucili deskorolkarzy i pozwolili im zostać, ale nawet zaoferowali niewielkie wsparcie. – Właścicieli jest trzech. Dwóch się zgodziło, a trzeci gdy zobaczył Bońka, od razu wiedział, o co chodzi, skojarzył nas z deskorolką i powiedział, że nie ma problemu. Co więcej, stwierdził nawet, że lepiej, że my tu będziemy, niż żeby miało stać puste. I w ten sposób zostaliśmy osobami administrującymi budynek – opowiada Jacek. Pustostan wykupiła firma specjalizująca się w systemach oświetleń, co później również okazało się losem wygranym na loterii. Zbieg okoliczności, opatrzność, karma. Jakkolwiek to nazwać, okazało się, że jednym z dyrektorów w firmie jest 37-letni Michał Woźniak, który jako nastolatek był zagorzałym miłośnikiem deskorolki. Dzięki temu nowi właściciele, jak i nielegalni lokatorzy, szybko znaleźli wspólny język, co wpłynęło również na rozwój 1st Floor, który nie tylko dalej mógł działać, ale dodatkowo zyskał profesjonalne oświetlenie, dzięki czemu można jeździć również po zmroku. Tymczasem spotkanie miało dla Michała również personalny skutek. – W którąś sobotę przyjechałem zobaczyć, jak wygląda 1st Floor. Wszedłem do środka i jeszcze nie widząc skateparku, usłyszałem dźwięk uderzających o podłoże desek i kółek. Aż mnie ścisnęło za serce i powiem szczerze, dzięki temu znowu, po latach, zacząłem jeździć na desce. Od tego momentu deskorolka stoi u niego w garażu gotowa do szaleństwa. Gdy tylko ma wolną chwilę, pojawia się w parku, by razem z resztą z tego środowiska spędzić dzień.

Upór + Opór = 1st Floor

DSC_2847Budowa parku trwała blisko pół roku. Do „zrobienia” było wszystko, od wyburzenia ścian działowych przez wylanie podłóg i ich wyszlifowanie po skonstruowanie przeszkód i odpowiedniego zaplecza. Do pomocy nawoływano wszystkich chętnych, którzy mieli chwilę wolnego czasu. W budowę zaangażowało się blisko 60 osób, które pracowały na zmianę, samodzielnie wykonując każdą pracę. Wszystko w czynie społecznym i w większości z własnych środków. – Tu budowaliśmy nie tylko skatepark. Budowaliśmy też nowe znajomości i przyjaźnie. Dochodziły do nas coraz to nowe osoby, żeby pomóc – opowiada Jacek Harasimiuk. By ukazać zaangażowanie i ogrom prac, jakie wykonali, przytaczają liczne historie. Jednym z najcięższych zadań było przygotowanie nawierzchni. – W Sylwestra pięć lat temu, podczas gdy wszyscy się bawili i witali nowy rok, ja przez osiem godzin szlifowałem posadzkę na 1st Floorze – wspomina Jacek, a Boniek dodaje: – Na siedmiostopniowym mrozie szlifowaliśmy na kolanach podłogę, taką małą szlifierką. Powierzchnia skateparku to 530 m2, do przeszlifowania było około 200 m2. To było w styczniu 2011, po prawie 3 miesiącach pracy niewielu osobom chciało się jeszcze przychodzić i coś robić. Do końca życia będę pamiętał, jak na zmianę z Jaco i Kuśmiejem szliśmy w zaparte. I wyszlifowaliśmy te wszystkie nierówności. Da się – kwituje.

DSC_1234Wszyscy zgodnie twierdzą, że dzięki wysiłkowi włożonemu w powstanie 1st Floor stał się on nie tylko skateparkiem. To miejsce, które nazywają drugim domem, gdzie zacieśniły się prawdziwe męskie przyjaźnie i gdzie w powietrzu unosi się miłość i pasja przelana w litrach potu. Tę niecodzienną historię zauważył także Tomek Ciężki, producent filmowy pochodzący z Lublina, również parający się jazdą na deskorolce. Zafascynowała go ona do tego stopnia, że postanowił nakręcić film, którego tytuł brzmi „Upór + Opór = 1st Floor”. – Tego, co zobaczyłem i poczułem, wchodząc pierwszy raz na 1st Floor, nie da się opisać. Tu nie chodzi tylko o miejsce do jazdy. Zjednoczenie się w działaniu przy budowie dało ludziom coś, czego nie dałby im nawet najlepszy kryty park zbudowany przez urząd miasta. I o tym właśnie chciałem zrobić ten film.

Prace nad materiałem rozpoczął trzy lata temu, jednak z racji zaangażowania wyłącznie własnych środków projekt przez długi czas czekał na skończenie. Dokument po raz pierwszy można było zobaczyć w Kinie Bajka w Lublinie w czerwcu ubiegłego roku podczas obchodów Światowego Dnia Deskorolki. To blisko godzinny dokument opowiadający o historii powstania 1st Floor, a przede wszystkim o ludziach, którzy poświęcili pół roku swojego życia, by stworzyć to miejsce.

DSC_1046Prawdą jest, że tego typu inicjatywa, nazywana z angielska „Do It Yourself” (zrób to sam), jest popularna na zachodzie Europy i na świecie. W Polsce również było już kilka podobnych miejsc stworzonych przez deskorolkarzy, jednak żadne nie przetrwało tak długo, jak 1st Floor. Lubelski przykład stał się wzorem dla innych grup deskorolkowców z Polski. Wzorem i dowodem, że dzięki tytułowemu uporowi, nawet w najtrudniejszych warunkach i w miejscu, gdzie wydaje się to niemożliwe, można realizować swoje marzenia. Co więcej, skateboarderzy są dumni nie tylko z tego, że zbudowali dla siebie miejsce i stworzyli wokół niego wyjątkową atmosferę. Powstanie i dobre funkcjonowanie 1st Floor przez pół dekady wpłynęło też na postrzeganie deskorolkowców. To do nich w ostatnim czasie zwróciły się władze miasta, które prosiły o zaopiniowanie kilku miejsc, które powstają w Lublinie. Wśród nich znalazł się także plac Teatralny przed Centrum Spotkania Kultur, który został zaprojektowany również do użytku przez miłośników deski na kółkach. To był symboliczny ukłon ze strony urzędu miasta w stronę miłośników deskorolki. Następnym ważnym krokiem było wygranie, po długiej walce i wielu prośbach, głosowania na budowę profesjonalnego skateparku ze środków budżetu obywatelskiego na rok 2016. Do tej pory głównym miejscem spotkań, poza 1st Floor, był organizowany latem przed Centrum Kultury – Centralny Plac Zabaw. Deskorolkowcy mieli tam kilka przeszkód i pełną aprobatę dyrekcji CK. Swoim działaniem wokół parku przy Drodze Męczenników Majdanka udowodnili, że są zdeterminowani do działania i stanowią liczną grupę, a nie tylko garstkę. Pokazali też, że nie należy postrzegać ich jako unikających ciężkiej pracy i niszczących okoliczne murki bumelantów, ale gospodarnych i oddanych sprawie ludzi.

Tekst Jacek Słowik

Foto Natalia Wierzbicka

Komenatrze zostały zablokowane