fbpx

Na przekór malkontentom

6 lutego 2014
Komentarze wyłączone
376 Wyświetleń

Całkiem prywatny ranking 2013

_DSC7288

31 marca 2013. Niedziela wielkanocna. 15.00. Dojeżdżam do lotniska Lublin. Za dwie godziny mam samolot do Londynu, a tymczasem na dworze coraz gęściej pada śnieg. Godz. 16, po odprawie, czekam. A na zewnątrz już zamieć, w której niewiele widać. Pilot samolotu, który miał lądować w Świdniku, też nic nie widzi i podejmuje decyzję o odejściu w kierunku Warszawy. Odlecę? Nie wiem…

Jest decyzja: pasażerowie zostaną przewiezieni na Okęcie. Ok. 18.30 trzy autobusy ruszają do Warszawy. Na drodze koszmar: zawieja, ruch minimalny, widoczność kiepska, im bliżej stolicy, tym jęzory śniegu coraz większe. Na Okęcie docieram po prawie czterech godzinach. Znowu odprawa, znowu czekanie, w końcu o 23.40 brnę przez śnieg do samolotu. Na lotnisku London Stansted ląduję ok. godz. 3, już 1 kwietnia. U celu podróży, 150 mil od lotniska, jestem nad ranem. Można od razu siadać do świątecznego śniadania…

  1. Plus

Tak zaczęła się moja przygoda z lotniskiem Lublin. Mógłbym się zniechęcić, psioczyć, narzekać, jak robią to tysiące malkontentów, którzy nigdy ze Świdnika nie odlecieli, ale głos zabierają przy okazji każdej informacji dotyczącej portu. Za mało lotów, za mało pasażerów, nie ma ILS, a jak jest, to nie tego typu – każdy powód jest dobry, by marudzić.

_DSC7292Dla mnie nie ulega wątpliwości: działające lotnisko Lublin to największy plus roku 2013 w regionie. Wystartowało wprawdzie w grudniu 2012, ale to miniony rok był pierwszym testem jego funkcjonalności. Lądowałem tu i startowałem jeszcze parę razy i cieszę się, że jest. Że nie zawsze muszę jechać do Warszawy, Rzeszowa czy Krakowa, by polecieć w świat. Że szybko mogę dotrzeć do Trójmiasta. Że ułatwia kontakty biznesowe. Że zbliżyło ludzi z zapomnianej ściany wschodniej do Europy.Było potrzebne i się sprawdza. Nie zaskakuje mnie, że zamiast zapowiadanych 300 tys. pasażerów, rok zamknął się liczbą ok. 180 tys. Zapowiedzi były na wyrost, z kategorii SF. Mam nadzieje, że obecny szef lotniska okaże się być bardziej pragmatycznym, skutecznym menedżerem i w nim pokładam spore nadzieje na – nomen omen – rozwinięcie skrzydeł. To prawda, linie lotnicze tną połączenia, ale i w tej sytuacji, przy wsparciu miasta i województwa, możliwa wydaje się stopniowa rozbudowa siatki połączeń i poprawa wyników. Nic nie dzieje się natychmiast, a już zwłaszcza w takim biznesie, jak lotniczy, gdzie naprawdę trudno wskoczyć na rynek, a kryzysowe turbulencje dotykają kolejnych linii lotniczych i lotnisk właśnie. Osławiony i pewnie nadużywany przykład Rzeszowa pokazuje jednak, jakie efekty może dać stworzenie wizji międzynarodowego portu lotniczego, a potem jej spokojna, wieloletnia – co podkreślam – biznesowa realizacja, wsparta dobrymi ruchami samorządu.

Mamy już port, mamy wizję, mamy pierwsze sukcesy. Teraz trzymam kciuki za mądrość i konsekwencję w rozwijaniu lotniska Lublin. Na przekór malkontentom.

  1. Minus

_DSC7285Największa, moim zdaniem, wpadka roku przeszła prawie bez echa. Coś tam niby napisano, ktoś się lekko tłumaczył i wyjaśniał, ale wielkiej afery nie wypatrzono. Dziwne. Afera ma kształt kilku kilometrów drogi ekspresowej S17 straszących pustką. Odcinek pomiędzy węzłami Jastków i Sławinek (wcześniej i logiczniej nazywanych Bogucin i Dąbrowica) od trzech miesięcy powinien być przejezdny, ale nie jest, bo zapada się most na Ciemiędze w Sieprawicach.

Pamiętamy powszechny zapał w walce o wprowadzenie ekspresówki i obwodnicy Lublina do planu krajowych inwestycji drogowych, a następnie euforię, gdy to się udało. Potem seanse medialne z budowy drogi, fotoreportaże i filmy. Propaganda sukcesu w czystej postaci. Ale gdy okazało się, że ważny element inwestycji, delikatnie mówiąc, osiada – cisza. Media węszące aferę w każdej głupocie – tu nabrały wody w usta. Nic się nie stało, że zacytuję kibiców polskiej piłki kopanej. Czy rzeczywiście? Może w euforii i pośpiechu sprzed kilku lat nie doceniono faktu, że drogę przez dolinę niewielkiej Ciemięgi poprowadzono w wielkim bagnie, którego gruntowne zbadanie powinno być podstawą? A chyba nie było, co zapewne potwierdzą mieszkańcy domów sąsiadujących z drogą. Bo grunt bada się raczej w terenie, a nie na desce kreślarskiej. To moja hipoteza, wsparta – że tak powiem – oglądem okoliczności na miejscu. Nie rozstrzygam, kto zawinił i w którym momencie. Ale ktoś jednak dał plamę i powinien za to „beknąć”. Na razie droga straszy pustką, a patrolująca ją policja – mandatami, głównie… rowerzystów, którzy postanowili sprawdzić, jak wygląda nieczynna dwupasmówka. Jak długo jeszcze? Obawiam się, że przez wiele miesięcy. I wiele złotówek.

  1. Plusów ciąg dalszy

_DSC7287Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, jak na korzyść zmienia się Lublin. Przeobrażają się też inne miasta województwa, jak choćby zawsze chętnie przeze mnie odwiedzane Chełm, Lubartów czy Łęczna, ale że koszula bliższa ciału, to i skoncentruję się na stolicy regionu. Tyle dróg, ile w 2013 roku, wyremontowano w Lublinie, nie naprawiono żadnego roku, mimo bardzo długiej zimy. Wreszcie z sensem przebudowano skrzyżowania, powstały nowe odcinki (np. połączenie Spółdzielczości Pracy do ul. Choiny) – wymieniać można więcej, ale przede wszystkim trzeba to docenić. Czy potrafimy? A to już zupełnie inna historia…

Dodajmy jeszcze: budowany stadion, zmieniające się obiekty przy Al. Zygmuntowskich, modernizacja sieci wodno-kanalizacyjnej i ciepłowniczej…

Dzieje się! Oby tak dalej, chociaż… wkroczyliśmy właśnie w rok wyborów samorządowych, a to zawsze coś oznacza. Ciekawe, co tym razem.

  1. Minusów jeszcze kilka

Z żalem i zdziwieniem oglądam w kilku miejscach Lublina rozgrzebane, opuszczone przez budowlańców ważne inwestycje. Centrum Onkologii, Lubelskie Centrum Konferencyjne i Urząd Marszałkowski, akademickie centrum naukowe przy ul. Pagi – wszystkie straszą pustymi szkieletami konstrukcji. Niestety, wcale nie widać perspektyw wyjścia z impasu. Dodając problemy budowlanki, w tym upadek Henpolu, jednej z największych firm tej branży w regionie, trudno być optymistą.

  1. Plus, minus, nieskończoność

_DSC7291Ten, siłą rzeczy, wybiórczy i subiektywny ranking 2013 zamknę dwoma uwagami.

Pierwsza będzie „na plusie”. To notowania Lubelskiego w różnych ocenach i zestawieniach. Choć wciąż bywamy w ogonie województw, to – jednocześnie – w kluczowych dla rozwoju zestawieniach region pojawia się wyżej niż dotąd. Miarodajne rankingi „Wspólnoty”, pisma poświęconego samorządom, dotyczące inwestycji, a także wykorzystania środków pochodzących z UE, lokują województwo lubelskie na 11 pozycji, podobnie zresztą jak sam Lublin. Za to wśród powiatów, powiat lubelski jest liderem w rankingu inwestycyjnym oraz wiceliderem – w wykorzystaniu środków unijnych. W obu tych zestawieniach powiat włodawski jest trzeci w kraju, a w wykorzystaniu pieniędzy europejskich w pierwszej 10 są jeszcze dwa nasze powiaty: janowski – 9 i łęczyński – 10. Zestawienia opublikowano w 2013 roku, ale z oczywistych względów obejmują dane z roku 2012 bądź lat 2009–2012. Ważny jest jednak trend.

Druga uwaga – minusowa – dotyczy całkiem innej kwestii: nastrojów, emocji, odczuć społecznych. Że są kiepskie, to jakby nic nie powiedzieć. Rok 2013 przyniósł dalszą ich polaryzację, z bardzo wyraziście eksponowaną niechęcią, nienawiścią, ksenofobią, nietolerancją. Nie odbiegaliśmy niestety od „normy krajowej” – seanse nienawiści, antysemityzmu, zwykłe bluźnierstwa są na porządku dziennym. Tak też zaczyna się rok 2014 – od rzeki błota wylanej na Jurka Owsiaka i Orkiestrę, a w Lublinie od kolejnego antysemickiego wybryku skierowanego w Tomka Pietrasiewicza, szefa Teatru NN.

Szkoda, że jesteśmy bezradni. Tym bardziej jakoś trudno mi patrzeć w nieskończoność z uśmiechem na ustach…

Tekst Paweł Chromcewicz

Foto Marcin Pietrusza

 

Komenatrze zostały zablokowane