fbpx

Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać 

27 grudnia 2019
516 Wyświetleń

tekst i foto Magdalena Grela-Tokarczyk

 

Tak blisko, a tak daleko. Osiem godzin jazdy samochodem z Lublina, może trochę dłużej, jeśli w przerwie w podróży zaplanuje się jeszcze rejs po augustowskich kanałach (warto!). Wystarczająco blisko, żeby do Wilna wybrać się na weekend. Wystarczająco daleko, by niewiele o tym mieście wiedzieć. No tak. Mickiewicz, Piłsudski, Gałczyński, Miłosz (i jego wspomniany w tytule wiersz). Coś tam się wie, może nawet pamięta stosowny fragment Inwokacji. Ale jakie to miasto jest dziś? Czego się po nim spodziewać, czego w nim szukać? Nowoczesnej europejskiej stolicy Litwy czy bardziej – polskiego ducha ukrytego w zakamarkach ulic? Przytłacza tu szarość czy raczej porywa koloryt? 

 

Człowiek ma prawo wierzyć*

 

O Wilnie można czasem przeczytać, że to miasto świątyń. To prawda. Podczas weekendowego pobytu zwiedziłam ich co najmniej dziesięć (obowiązkowo zajrzyjcie do kościołów: Świętej Anny, Świętego Ducha oraz Świętych Stanisława i Władysława, czyli przepięknej katedry). Spacer zaczniemy jednak od Ostrej Bramy. Idąc od strony ulicy Bazilijonų, nic niezwykłego w niej nie widać. Dominuje szarość, której trochę się obawiałam. Czy to na pewno tutaj? XVI-wieczna miejska brama, jedyna zachowana z dziewięciu, pozostałość po dawnych fortyfikacjach. W poszukiwaniu niezwykłości przejdźmy zatem przez bramę, odwróćmy się i popatrzmy na pochodzący prawdopodobnie z początku XVII wieku obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Tak jak czynią to codziennie tysiące przechodniów i turystów. Ten moment jest dziwny. Ma się wrażenie, jakby stało się „pod prąd”. Gdy tłum zmierza w kierunku Starego Miasta, my stoimy z zadartą głową… W kontrze do reszty świata. Nie stójmy za długo. Schodami po lewej stronie, między bramą a kościołem św. Teresy, wdrapmy się koniecznie do malutkiej kaplicy. Posłuchajmy śpiewu – polskiego, litewskiego albo w jeszcze innym języku. Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale nagle rozumie się wszystko, każde słowo. A widzi jedno – rozświetlającą fragment ulicy cudowną Madonnę. Polską, litewską… Bezzasadne jest pytanie: czyją? 

 

Człowiek ma prawo przynależności do różnych narodowości

 

Nie idźmy z tłumem. Najciekawsze sprawy kryją się w tajemniczych zakamarkach ulic. Niedaleko Ostrej Bramy, w łączniku między skrzydłem budynku klasztoru Bazylianów a XV-wiecznym unickim kościołem Przenajświętszej Trójcy (Aušros Vartų g. 7A), mieści się otwarta w 2009 roku umowna Cela Konrada. Umowna, nie ta, którą znamy z Mickiewiczowskich „Dziadów”. Prawdziwa to obecnie jeden z pokoi czterogwiazdkowego hotelu Pas Baziljonus. Dawny klasztor, teraz hotel, na początku XIX wieku pełnił funkcję więzienia. W tym budynku od 23 X 1823 do 21 IV 1824 więziony był Adam Mickiewicz z innymi filomatami i tu rozegrała się scena więzienna z części III „Dziadów”. Warto zajrzeć do celi. Oprócz pryczy ze słomą znajdziemy małą wystawę poświęconą poecie i poczujemy ducha tamtych czasów. 

Zostawmy bazylianów i idźmy w kierunku bastei muru obronnego. To bardzo ciekawe miejsce i dobry punkt widokowy. Idąc wzdłuż murów, dotrzemy do schodów im. Czesława Miłosza. Odsłonięte po remoncie (we wrześniu 2016) upamiętniają związek Miłosza z Wilnem. Zejdźmy schodami (na ośmiu z nich wyryto cytaty z twórczości noblisty po litewsku i po polsku) do ulicy Maironio. Dotrzemy nią, idąc wzdłuż Wilejki, do kościoła św. Anny. Zwany śpiewającym kamieniem jest gotycką perełką Wilna o pięknej, koronkowej fasadzie – do jej budowy użyto 33 gatunków cegły. Zachwycał się nim Napoleon – nas też wprawi w zachwyt. Obok kościoła pomnik Adama Mickiewicza, a dookoła – granitowe płyty przedstawiające sceny z „Dziadów”. 

 

Człowiek ma prawo mieszkać obok Wilenki, a Wilenka płynąć obok człowieka

 

Skoro już jesteśmy na ulicy Maironio, zrobimy teraz turystyczny „skok w bok”, by przejść jednym z mostów nad Wilejką (lub: Wilenką) wprost do dzielnicy Zarzecze. I niech nie zdziwi nas granica państwa – Zarzecze to republika artystów, ośrodek bohemy z własnym hymnem, prezydentem i konstytucją, której treść możemy przeczytać na ulicy Paupio. Z tablic (w kilku różnych językach) dowiadujemy się m.in., że człowiek „ma prawo do leniuchowania”, „nie ma prawa do przemocy”, ale też „ma prawo nic nie rozumieć”. Jest nawet mowa o psach i kotach. Właściwie wszystko, co tu czytamy, można odnieść do swojego własnego życia. Królem dzielnicy jest zdecydowanie Anioł dmący w trąbę, którego rzeźbę stojącą na 9-metrowym cokole znajdziemy na głównym placu. Rzeźb i malowideł jest tu dużo więcej. Podziwiajmy je, spacerując niespiesznie uliczkami, wiedząc, że czuwa nad nami przepływająca obok Wilejka. Gdyby poruszać się z nurtem rzeki, dotarlibyśmy do Góry Giedymina (zwanej również Zamkową). Ale idźmy na piechotę, chłonąc po drodze starego ducha dawnego miasta. Z góry (można wjechać kolejką) zobaczymy ducha nowego – współczesną, nowoczesną część Wilna, z wysokimi, oszklonymi biurowcami, jak przystało na stolicę europejskiego państwa. Dla porównania widoków wdrapmy się też na Górę Trzykrzyską. Jeśli w tym miejscu, podziwiając przepiękną panoramę, nie zakochamy się w Wilnie, to nie pomoże już ani zamek, ani katedra, ani Uniwersytet Wileński.

 

Człowiek ma prawo milczeć

 

Jest jeszcze jedno miejsce na mapie Wilna, którego nie można pominąć. Cmentarz na Rossie. Idźmy tam, nie oczekując niczego. Przystańmy przy Mauzoleum Matki i Serca Syna. Zobaczmy oryginalne nagrobki poetów, lekarzy, rzeźbiarzy, polityków, profesorów. Znanych nam z historii i zupełnie nieznanych. Zanim znów ruszymy w gwarną przestrzeń miasta, dajmy sobie czas – na spokój, ciszę, wspomnienie, myśl o tym, co przeszło, a co w nas jest i zostanie.

 

* Wszystkie śródtytuły pochodzą z Konstytucji Zarzecza, artystycznej dzielnicy Wilna.

Zostaw komentarz