fbpx

O dwóch takich, którzy jeszcze pokażą

28 grudnia 2021
190 Wyświetleń

Paweł Ochnio i Maciej J. Wijatkowski stworzyli firmę OV Reklama ponad cztery lata temu. Znali się od dzieciństwa, zawsze świetnie bawili, ale od kiedy zaczęło się ich wspólne przedsięwzięcie, czasu na zabawę mają coraz mniej. OV Reklama prosperuje i rozwija się dużo lepiej, niż sobie to wyobrażali w czasach trudnych początków. Niedługo pięciolecie firmy, ale nie myślą o fetowaniu, a raczej o korekcie swoich planów, które realizują się wcześniej, niż to zakładali.

Panowie poznali się, będąc jeszcze „wczesnymi” nastolatkami, dzięki przyjaźni ich rodziców. Potem, już dorośli, zaczęli się widywać na klubowych imprezach. Spotkania stały się częstsze, bo stwierdzili zgodność poglądów i poczucia humoru, poza tym – obaj byli zawsze energiczni, przedsiębiorczy, pomysłowi i zdecydowani, by samemu sobie wytyczyć życiowe drogi i nimi podążać.

Zgodnie twierdzą, że jeszcze bliżej poznali się „przy łopacie”. Tata Pawła był właścicielem dużej firmy kształtującej tereny zieleni, np. przy drogach szybkiego ruchu.

Mówi Paweł: – Pracowałem w firmie taty już od gimnazjum; uczyłem się, pomagałem, poznawałem zasady pracy w ludzkich zespołach. Początkowo była to jednak praca fizyczna, którą dobrze poznałem.

Maciek: – Zaczęły się wakacje, trzeba było wyjechać, zabawić się, ale za swoje pieniądze, bo nie byliśmy już dziećmi. Paweł wspomniał o możliwości zarobienia w firmie ojca, więc nie zastanawialiśmy się zbyt długo. To nie była rozrywka, jak w klubach, tylko ciężka orka od szóstej do piętnastej.

Maciek pracował już wtedy dla klubów, tworząc wizualizacje emitowane w czasie imprez, projektując grafikę i czasem całe imprezy. Zawsze „miał oko” do kolorów i kompozycji obrazów. Wychował się w „obrazkowym” domu; mama fotografowała, tata pracował w telewizji. Najpierw korzystał z wzorców, szablonów, ale – jak każdemu o artystycznym zacięciu – zaczęło mu brakować w nich tego, co sam wymyślił. Zaczął więc tworzyć własne animacje, komponować elementy graficzne, loga imprez i firm. Szybko zakupił pierwszą lustrzankę, zaczął fotografować i kręcić filmy.

Rozmowę o wspólnym działaniu zaczęli dość przypadkowo; Paweł rzucił znienacka propozycję założenia agencji reklamowej. Maciek „był już na rynku”, miał kontakty i był znany w środowiskach: artystycznym, klubowym, gastronomicznym. Miał też studio do pracy, które dzielił z trzema kolegami o podobnych zajęciach.

Paweł był na życiowym zakręcie; po początkach w firmie ojca był potem kelnerem, stopniowo – kierownikiem sali, zmiany, zaczął zajmować się zamówieniami, organizacją, nauczył się zarządzać ludźmi. Po nieoczekiwanych restauracyjnych perturbacjach wrócił do kształtowania zieleni, ale już jako kierownik brygady (miewał „pod sobą” 20 – 30 pracowników). Czuł jednak, że to nie to, co chciałby robić. Nie chciał też wyjeżdżać z kraju. Nie miał „pomysłu na siebie”.

Spotkali się, kupili dwa markery i na wielkim kartonie zaczęli rozpisywać kształt firmy, cele, założenia i priorytety. Mają ten karton do dziś, starannie zwinięty, jako pamiątkę tamtych początków.

Pierwsze zlecenie przyniósł Paweł od firmy zajmującej się kosmetyką samochodową. Potem poleciały następne i w końcu, z polecenia znajomych, duża firma kosmetyczna ze stolicy zaproponowała wyjazdową sesję w Dubaju.

Najpierw ucieszyli się ze wspaniałej, „darmowej” wycieczki, ale po chwili stwierdzili, że nie mogą lecieć z posiadanym sprzętem. Ruszyli po zakupy i finalnie okazało się, że „wycieczka” kosztowała ich sporo. Warto było. To był przełom w krótkiej wtedy historii firmy.

Paweł zaczął fotografować niejako z konieczności. Jest maniakiem kina, wielbicielem twórczości Quentina Tarantino, ogląda setki filmów, recenzuje je na forach.

– Widział w życiu tyle wspaniałych obrazków, że właściwie kadrowanie i ujęcia miał już w głowie – wspomina Maciej.

– Zacinałem się na technologii – dopowiada Paweł. – Maciek cierpliwie, krok po kroku, wyjaśniał mi tajniki dobierania odpowiedniej ekspozycji, objaśniał symbole i zastosowanie przycisków w sprzęcie.

Debiut Pawła przypadł na wyjazd do Dubaju. Maciek kręcił film, ale dodatkowo postanowili zrobić fotoreportaż z planu i tym zajął się Paweł.

– To było piekło, dosłownie – wspomina. – Pustynia nie pieści, co piętnaście minut modelki musiały chronić się w klimatyzowanych samochodach, by nie zemdleć z przegrzania.

Do tego jeszcze światło; na rozpalonym piachu trzeba było przecież doświetlać plan, stawiać blendy i lampy.

– Dobrze, że je wtedy kupiliśmy – dodaje Maciek. – Niektóre zakończyły służbę całkiem niedawno.

Od tamtej pory, choć to Maciej gra pierwsze skrzypce za obiektywem, prawie zawsze pracują razem, „na dwie lufy”.

Czy to, co tworzą, to sztuka? Niewątpliwie, choć sami nazywają to raczej wysokiej próby rzemiosłem.

– Artystami może bylibyśmy, gdybyśmy mieli trzy duże zlecenia miesięcznie, od największych i najpoważniejszych klientów – uśmiecha się Paweł, a on raczej wie, o czym mówi.

Czy to skromność, czy tylko rzetelnie podbudowany realizm, o tym decydują odbiorcy. Wystarczy jednak popatrzeć na zdjęcia, by dostrzec dbałość o formę, czucie światła i oryginalność kompozycji. Wiele firm opiera swoją reklamę na wykorzystywaniu jedynie komputerowych renderów, tutaj pracuje zmysł fotografika. Czy zatem komputerowe obrazki to coś gorszego, niżej w hierarchii?

– Nie – stwierdzają obaj zgodnie. – To, po prostu, inna forma, inna technika. My wolimy swoją.

Maciek: – Mamy po trzydzieści lat, dopiero się rozwijamy. Plany, które zakładaliśmy zrealizować w ciągu kilku lat, już są dawno zrealizowane bądź właśnie się dzieją.

Paweł: – W czasie lockdownu nie siedzieliśmy i nie narzekaliśmy, tylko spotykaliśmy się, wymyślaliśmy i tworzyliśmy zdjęcia, poznawaliśmy nowe techniki.

Pojechali do Warszawskiej Akademii Fotografii na kurs, w trakcie którego uznany fotografik odsłaniał tajniki właściwego doboru i kreacji oświetlenia. Eksperymentowali potem ze światłem, esencją fotografii, ucząc się, odkrywając, tworząc zdjęcia produktów znanych firm po swojemu, w nowym spojrzeniu. Powstawały portrety osób znanych w kręgach muzycznych, ale także kolegów, znajomych. Szukali nowości technologicznych i uczyli się ich stosowania, by zawsze mieć najlepszy sprzęt i warunki do pracy. Kiedy lockdown się skończył, doskonale wiedzieli, co i jak mają robić. Nie wybiegli na pusty plac.

Są firmą regionalną, pracują głównie dla klientów z Lublina, ale kiedy zapytać ich o szczegóły grafiku pracy, podają: Katowice, Sopot, Warszawa, Olsztyn, Kielce. Niedawno wrócili z targów w Kolonii, gdzie realizowali film dla dużej, ogólnopolskiej firmy.

Plany mają nieograniczone. Zgodnie mówią o rozbudowywaniu możliwości, utrwalaniu marki i tworzeniu podmarek. Nie są właściwie agencją reklamową, lecz: „content creators”, twórcami tego, co klient prezentuje jako swoje produkty, swoją dumę. W social mediach, dziś bardzo ważnych, jeśli nie najważniejszych, są obecni, ale ich miejsca tam to nie dyskusje, choć czasem miło przeczytać opinie zadowolonych klientów. To raczej galerie ich dzieł, ich możliwości i pomysłów.

Pracują bardzo intensywnie i jak mówią: „dużo odkładają”. Nie na rozrywki czy do skarpety, ale na inwestycje w firmę i zabezpieczenie przed kolejnymi lockdownami i niespodziankami.

Co dokładnie planują? Czym zaskoczą klientów i nas – odbiorców ich twórczości?

Oni nam jeszcze pokażą…

tekst Beata Malkowska

na zdjęciu wstępnym: Paweł Ochnio i Maciej J. Wijatkowski

Zostaw komentarz