fbpx

Oczy Marie

6 grudnia 2015
Komentarze wyłączone
934 Wyświetleń

Fekieton 111 (1)11 września 2001

 

Jeden z nadmorskich tureckich kurortów. W hotelowym hollu przed telewizorem stoi kilka osób. Wśród nich dziewczynka z Polski, która kurczowo trzyma swoją matkę za rękę. Zdumiona patrzy, jak gdzieś w Ameryce samolot kieruje się prosto na wieżowiec. Rodzice są zdenerwowani, matka dziewczynki dzwoni do swojej matki do Polski, ta jej mówi, żeby jak najszybciej wracali do kraju. Najlepiej pociągiem. Zostają. Do planowego wyjazdu zostały 3 dni. Hotelowi goście nie reagują na informacje podawane w mediach. Schodzą się na kolację, piją alkohol i świetnie się bawią, czekając na występ egzotycznej tancerki z wężem. Następnego dnia rodzina wybiera się do centrum miasta. W witrynie sklepu z RTV stoją włączone telewizory. Stacje telewizyjne na całym świecie relacjonują zamachy w USA. Oglądający to mężczyźni cieszą się, tańczą, trzymając się za ramiona. W porcie kapitan statku wycieczkowego zaciera z satysfakcją dłonie. – America kaput, Bush kaput! – krzyczy do turystów.

 

Jesień 2007

 

Dziewczynka jest już gimnazjalistką. Chodzi na lekcje religii, podczas których katecheta angażuje młodzież w dyskusje o religiach świata. Oczekuje umiejętności wyrażenia tego, co uczniowie o tym myślą. Dziewczyna jest ciekawa świata, stawia interesujące tezy. Nauczyciel proponuje jej, aby przeczytała kilka książek. Wśród nich jest „Wściekłość i duma” Oriany Fallaci. Dziewczyna pochłania książkę niemal jednym tchem, jest zafascynowaną tym, w jaki sposób Fallaci pisze o islamie, przewiduje konfrontację kultury Zachodu ze światem islamu, jest przeciwna wyrażanemu przez Kościół katolicki ekumenizmowi. Radykalizm włoskiej dziennikarki imponuje. Książkę w bordowej obwolucie ze złotymi literami stawia na półce między swoimi ulubionymi pozycjami o Harrym Potterze i obok „Dzieci z Dworca Zoo”.

 

13 listopada 2015

 

Ciepły, bezwietrzny listopadowy wieczór. Tuż przed 22.00. Centrum Paryża rozświetlone ulicznymi lampami, światłem z kawiarenek, restauracji i bistr. Dziewczyna umówiła się ze znajomymi na kolację w pobliżu placu Republiki. Wszędzie pełno ludzi, gwar, śmiech. Gdzieś w oddali słychać wybuch. Pewnie petarda. Nagle do dziewczyny przychodzą SMS-y od znajomych z Polski z pytaniem, czy wszystko z nią jest w porządku, czy jest bezpieczna. Gdy dziewczyna zastanawia się, o co chodzi, z głębi ulicy zaczynają biec ludzie. Przerażeni, niektórzy ranni. Kilka chwil wcześniej na chodniku przed wejściem do klubu muzycznego „Betaclan” na Boulevard Voltaire’a stała młoda kobieta w towarzystwie dwóch ochroniarzy, Litwinów. Fryzura na chłopczycę, buty na obcasie i wyrazisty makijaż. Marie ma 33 lata. Współpracuje z wytwórnią płytową, która promuje grający tego wieczoru zespół i jest event menager w „Betaclan”. Zaprasza spóźnionych gości do środka. Krótkie niezobowiązujące rozmowy i żarty wprawiają wszystkich w dobry humor. Marie ma duże oczy o nieco melancholijnym spojrzeniu, jej szczupła sylwetka w stonowanym wieczorowym ubraniu wyróżnia ją spośród osób zebranych przed wejściem. Co Marie pomyślała, kiedy usłyszała nadjeżdżających ulicą zamachowców? Co poczuła, kiedy zobaczyła agresywnych mężczyzn z bronią w ręku? Jaki obraz został w jej wielkich oczach, kiedy przeszyła ją seria z karabinu?

 

Następnego dnia od rana Paryż czuwa, jednoczy się. Pomimo obecności wojska, przechodniów zaskakuje wydobywająca się zewsząd cisza. Ludzie kładą kwiaty i stawiają znicze tam, gdzie jeszcze przed kilkoma godzinami leżały zwłoki. Nikt nie śmie zabrać z chodnika leżących damskich butów. W tłumie na placu Republiki stoi matka Marie wtulona w ramię dziewczyny.

 

Komenatrze zostały zablokowane