fbpx

Siedem dekad Lubelskiej Spółdzielni Niewidomych

22 grudnia 2015
Komentarze wyłączone
1 451 Wyświetleń

DSC_021524 października 1945 roku do Lublina przyjeżdża Modest Sękowski, niewidomy absolwent szkoły w Laskach pod Warszawą. Przeprowadził się tu w celu podjęcia studiów na Wydziale Humanistycznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i z pewną poważną misją pomocy innym niepełnosprawnym. Jak się okazało, jego przyjazd znacząco wpłynie na historię miasta i życie wielu niewidzących. W ciągu kilku dni dołączyli do niego kolejni niewidomi, którzy w krótkim czasie utworzyli 10-osobowy zespół, będący podwaliną Lubelskiej Spółdzielni Niewidomych, świętującej obecnie jubileusz 70-lecia istnienia. O bogatej historii firmy, jej misji i niezwykłej roli, jaką pełni w środowisku niepełnosprawnych, z Pawłem Skrzypkiem, prezesem LSN, rozmawia Aleksandra Biszczad, foto Marcin Pietrusza.

Dlaczego na lokalizację spółdzielni wybrano akurat Lublin?

Okres po zakończeniu II wojny światowej spotęgował problem rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Wojna doprowadziła do kalectwa wielu żołnierzy i osób cywilnych, ofiar min i niewybuchów. Na początku 1945 roku Rząd Lubelski zwrócił się do Zarządu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach z prośbą o zorganizowanie właśnie na Lubelszczyźnie ośrodka rehabilitacji dla ociemniałych żołnierzy oraz ofiar II wojny światowej. Na odzew nie trzeba było długo czekać, bo już w lutym została powołana tego typu placówka w Surhowie koło Krasnegostawu, a jej organizacją zajął się Henryk Ruszczyc, największy przyjaciel niewidomych wśród widzących. Rehabilitacja to tylko jeden z ważnych aspektów, poza nią zdecydowano się także na zapewnienie pracy i warunków socjalnych nie tylko ociemniałym żołnierzom, ale także absolwentom szkoły w Laskach oraz innym niewidomym pozostającym bez środków do życia.

Lubelszczyzna była wtedy słabo zaludniona, zacofana gospodarczo i zaniedbana pod względem kulturalnym. To nie zachęcało do eksperymentów.

DSC_0296Dlatego też trzeba przyznać, że pomysłodawcy byli dosyć odważni. Chyba byli świadomi, że stworzenie takiej placówki jest konieczne bez względu na wszystkie przeciwwskazania. Był to oryginalny eksperyment rehabilitacji poprzez pracę organizowanej i prowadzonej przez samych niewidomych w oparciu o zasady samorządności i współodpowiedzialności. I jak pokazała przyszłość, przedsięwzięcie powiodło się. Mówię tu nie tylko o sukcesie poprzez fakt przetrwania przez tyle lat na rynku, ale głównie o tym, że niewidomi dowiedli, że są zdolni do samodzielnej pracy i że mogą uzyskać niezależność materialną i godne miejsce w społeczeństwie.

Duża w tym zasługa głównego pomysłodawcy, który znał problemy niewidomych z autopsji.

Modest Sękowski był pionierem rehabilitacji zawodowej tamtych czasów. Mawiał: „Dlatego wzrok utraciłem, aby ratować innych niewidomych od biedy, załamania, poniżenia i bezradności”. To przekonanie konsekwentnie doprowadziło go do pokonania niepełnosprawności własnej i innych. Małe sprawy małych ludzi dały początek czemuś wielkiemu. Dużą rolę odegrała pomoc lubelskiego Czerwonego Krzyża, dzięki niemu jeszcze w 1945 roku grupka „zapaleńców z Lasek”, jak nazywano współpracowników Modesta Sękowskiego, otrzymała lokal po stołówce PCK przy ul. 1 Maja w Lublinie, w którym rozpoczęto produkcję szczotek. W 1946 uruchomiono już sklep z własnymi wyrobami szczotkarskimi oraz przedmiotami gospodarstwa domowego. Spółdzielnia zmieniała adresy i wciąż rozrastała się, o internat, przychodnię lekarską, salę widowiskowo-sportową i stołówkę.

Czas pokazał, że niewidomi potrafią znacznie więcej…

DSC_0283Spółdzielnia stopniowo zaczęła wychodzić poza tradycyjną branżę szczotkarską i z końcem lat 50. rozwijano już produkcję metalową i elektrotechniczną, np. kapsli do butelek, palników do łazienkowych piecyków gazowych i zaciskaczy do krwiobiegu. W latach 60. do asortymentu dołączyły przełączniki samochodowe, stacyjki zapłonowe, odgałęźniki izolacyjne i sznury przyłączeniowe, a na początku lat 70. wprowadzono do produkcji bezpieczniki fiatowskie oraz wyłączniki do pralek. Kolejne lata to wciąż nowy asortyment: sztućce, lampki, sznury. Produkty coraz to bardziej precyzyjne, co świadczy o tym, jak bardzo pracownicy udoskonalali swoje umiejętności, mimo niepełnosprawności.

70 lat to nie tylko długa historia, ale również borykanie się ze zmianami w kraju. Po latach tłustych przyszły lata gorsze.

DSC_0276Recesja gospodarcza kraju na przełomie lat 80. i 90. odcisnęła piętno również na spółdzielni. Wprowadzono nowy asortyment, przez jakiś czas zapotrzebowanie utrzymywało się, ale nie trwało to długo. Takie rzeczy jak anteny, stojaki, suszarki kaloryferowe zostały wycofane z realizacji z powodu braku zainteresowania rynkowego lub zbyt wysokich cen. Podobnie było z produkcją zabawek pluszowych i drewnianych. W tym trudnym dla spółdzielni czasie, w okresie przemian społeczno-gospodarczych w kraju, każdy pomysł na nowy wyrób, który rokował szanse na sprzedaż, był podejmowany do produkcji. Jednak powstający wolny rynek weryfikował takie decyzje i często, jak w przypadku powyższych produktów – negatywnie. Zabawki „pluszaki” były kontynuacją produkcji po przejętej w 1993 r. Zabawkarskiej Spółdzielni Pracy „Bajka”. Decyzja o zakończeniu ich produkcji była spowodowana gwałtownym importem bardzo tanich zabawek z krajów Dalekiego Wschodu. Kryzys gospodarczy spółdzielnia, tak jak wiele firm, przetrwała poprzez podejmowanie działań oszczędnościowych, takich jak: redukcja zatrudnienia, sprzedaż zbędnych maszyn i urządzeń. Wdrażano też nowoczesne metody produkcji i wyroby. Uruchomiono między innymi produkcję wtyczek na nowoczesnej linii technologicznej EXMA czy też produkcję wiązek przewodów elektrycznych.

Ten trudny okres pozwoliły przetrwać również udzielane przez państwo subwencje i dotacje dla zakładów o dużej koncentracji zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Czołowym źródłem dofinansowania było w tym czasie zwolnienie z podatku obrotowego (zwanego później VAT), który pozostawał w firmie i był przeznaczany na cele związane z rehabilitacją osób niepełnosprawnych.

Spółdzielnia zatrudniała niegdyś około 1000 pracowników. Czy to najlepszy czas w jej historii?

DSC_0203Mam nadzieję, że wciąż jest przed nami, ale patrząc wstecz, to zdecydowanie były to lata 80. W 1984 roku spółdzielnia zatrudniała rekordową liczbę 868 osób, w tym 507 niewidomych z I i II grupą. To najlepszy wynik jak do tej pory. Początek lat 80. charakteryzował się jeszcze dużym popytem napędzanym przez wysoką inflację – stąd braki produktów w sklepach. W tym okresie spółdzielnia specjalizowała się w produkcji wyrobów szczotkarskich i elektrotechniki motoryzacyjnej (bezpieczniki samochodowe, stacyjki i przełączniki), na które był duży, niezaspokojony popyt. Produkcja tych wyrobów była wykonywana przy dużym, ponad 800-osobowym zatrudnieniu w zakładzie zwartym i systemie nakładczym, tzw. „chałupnictwie”, gdzie w tym systemie zatrudnionych było ok. 400 pracowników niewidomych.

Spółdzielnia Niewidomych im. M. Sękowskiego w cyfrach to?

70 lat działalności, 200 zatrudnionych osób, 70% z nich to osoby niepełnosprawne. Obrót w wysokości 2,2 mln euro, dwa zakłady produkcyjne o łącznej powierzchni 12 tys. mkw. i niezliczone ilości powodów do dumy i radości. Konfrontując to z bezrobociem wśród niewidomych wynoszącym aż 85%, ta satysfakcja rośnie. Jednak to, co najważniejsze, czyli zapewnienie pracy i jednoczesnej rehabilitacji osobom niepełnosprawnym jest zdecydowanie najcenniejszą miarą sukcesu.

Historia spółdzielni to również konieczność dostosowywania się, ale i przekonanie społeczeństwa, że niewidomi nieustannie produkują szczotki. Czym obecnie się zajmujecie?

Rzeczywiście spotykam się z takim stereotypem u osób postronnych, ale tak było na początku istnienia spółdzielni, a to z kolei było wymuszone potrzebą rynku. Obecnie nasza spółdzielnia to dobrze prosperujący zakład obsługujący trzy branże: rolniczą, motoryzacyjną i elektrotechniczną. Zajmujemy się wyrobem różnego typu instalacji elektrycznych i przewodów przyłączeniowych, detali i wyrobów z tworzyw sztucznych. Odbiorcami naszych produktów są znane firmy, jak fabryka pralek BOSCH-SIEMENS w Łodzi, Jelcz, SIPMA, BIAWAR Białystok, PRONAR czy też duże hurtownie rolnicze: FARMER, AGRO-RAMI, TECH-ROL, ROL-MAR.

Hale produkcyjne w spółdzielni w dużej mierze przypominają manufakturę. Podstawą są praca rąk i precyzja. Jak jest to możliwe?

DSC_0270Osoby niewidome mają za to bardzo wyostrzone inne zmysły. Mówi się, że są w stanie rozpoznać kolory poszczególnych detali, stąd też mamy podział na ciepłe lub zimne barwy. Są bardziej wrażliwe na dotyk, rozpoznają faktury. Osoby niewidome wykonują swoją pracę równie dobrze, jak i widzące. A czasami nawet lepiej, ponieważ mają jeszcze większą motywację do działania i doskonalenia się. Chcą też udowodnić same sobie, że sprawdzają się w danej dziedzinie.

Wasz patron, Modest Sękowski, uruchamiając przed 70 laty spółdzielnię, zastosował liczne metody rehabilitacji poprzez pracę. Dzięki temu motywował, ale i integrował. Nie tylko w swoim środowisku, również ze społeczeństwem osób pełnosprawnych. Osobom tu pracującym jest dużo łatwiej funkcjonować w życiu codziennym?

Modest Sękowski był wychowankiem zakładu dla ociemniałych w Laskach, gdzie młodzież uczyła się czytać i pisać alfabetem Braille’a, ale również brała udział w nowatorskich, jak na tamte czasy, zajęciach rzemiosła. Takie przygotowanie uczy samodzielności. Pamiętajmy, że osoby niepełnosprawne, w szczególności niewidomi, stają wobec problemów życiowych, wykształcenia, zdobycia pracy i znalezienia miejsca w społeczeństwie, będąc w znacznie trudniejszej sytuacji niż ludzie pełnosprawni. Praca buduje większą pewność siebie i poczucie wartości, co wpływa na inne dziedziny życia. Człowiek, który czuje się potrzebny i ważny dla społeczeństwa, jest bardziej otwarty i w pewien sposób przestaje skupiać się na swojej niepełnosprawności.

Jakimi pracownikami są osoby z niepełnosprawnością?

Stereotypowo uważa się, że niepełnosprawność wyklucza. Nic bardziej mylnego. Wszystko jest kwestią koncentracji, zaangażowania i motywacji. Np. jeżeli chodzi o wyrabianie stacyjek do traktorów, to przodujemy ilościowo w całej Europie. Osoby niewidome mają wyczulony słuch, zmysł dotyku i są wręcz perfekcjonistami. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na pewne problemy zdrowotne, ale ta spółdzielnia została stworzona również z gwarancją tolerancji na takie niedoskonałości. Dlatego też pewnych kontraktów nie nawiązujemy, jeżeli wiemy, że wywiązanie się z nich może przekroczyć nasze możliwości.

Życie spółdzielni to nie tylko praca, ale również działalność kulturalna i sportowa.

DSC_0271Nieskromnie powiem, że to obszar z niemałymi sukcesami. Spółdzielczy sportowcy mogą się pochwalić sukcesami nawet na arenie międzynarodowej. W paraolimpiadzie w Toronto w 1976 roku uczestniczyli: Irena Bąk, Ryszard Lis i Zbigniew Nastaj. Cztery lata później z Arnhem w Holandii medale ponownie przywiozła Irena Bąk. A na igrzyskach w Nowym Jorku na podium stawała Halina Woźniak. Pracownicy LSN odnosili również sukcesy w tzw. piłce dźwiękowej, czyli goalball. Pracujący u nas obecnie Zdzisław Koziej to medalista mistrzostw świata w bowlingu i kręglach klasycznych. Mieliśmy też szczęście do dobrych organizatorów życia kulturalnego. Jadwiga Racka, Barbara Ziemska to propagatorki pięknej polszczyzny. Stanisław Sienkiewicz i Jan Jabłoński to znakomici muzycy. Można powiedzieć, że tym bakcylem zaraził podopiecznych już sam Modest Sękowski, który kochał sport oraz lubił śpiew i piękną polską literaturę.

Jubileusze to dobry czas na podsumowania. Co uważa Pan za największy sukces firmy?

Przetrwanie przez 70 lat na rynku, niejedno przedsiębiorstwo marzy o takim stażu. Firma przechodziła przez wiele zmian i transformacji, ale udało jej wyjść z każdego kryzysu, jako mocniejsza i z większym bagażem doświadczeń. Znamienny był dla nas rok 2011, wtedy uświadomiliśmy sobie, że firma mogła przestać istnieć w każdym momencie. Z dnia na dzień zmniejszono nam dofinansowanie prawie dwukrotnie, co wiązało się z utratą płynności finansowej. Udało nam się wyjść na prostą. Otrzymujemy też szereg nagród, w ostatnich latach udało nam się dwukrotnie wejść do rankingu stu najlepszych firm Lubelszczyzny. Posiadamy certyfikaty „Solidna Firma”, co świadczy o transparentności w kontaktach z kontrahentami. Dodatkowo otrzymaliśmy także certyfikat „Zakup prospołeczny”, który jest nadawany m.in. przedsiębiorstwom zatrudniającym osoby niepełnosprawne.

Co Pan czuł, obejmując stanowisko prezesa?

Strach. Stanowisko obejmowałem w 2011 r., w jednym z najtrudniejszych momentów LSN. Firma miała nie najlepszą kondycję finansową, ponadto nie wiedziałem, czy poradzę sobie z rozwiązywaniem problemów pracowników, dla których wcześniej byłem kolegą z pracy. Pracowałem z tymi osobami wiele lat, co jak się okazało, było cennym doświadczeniem dla mojej późniejszej funkcji. Mam świadomość, że odpowiadam nie tylko za finanse, czasami także za losy całych rodzin. Kiedy zaczynałem pracę 10 lat temu na stanowisku handlowca, było mi trudno – wcześniej nie miałem styczności z niewidomymi, a tu zastałem ich liczną grupę. Nie wiedziałem, jak z nimi postępować. Nie śmiałem prosić o wykonanie jakiejś czynności, a nawet o podpis na jakimkolwiek dokumencie, bo bałem się niezręcznych sytuacji.

Wziął Pan za tych ludzi odpowiedzialność. Czego Pan się nauczył przez ten czas?

DSC_0225Dużej pokory, nie tylko wobec zarządzania firmą, ale przede wszystkim wobec życia. Gdy ma się do czynienia z tak trudnym problemem, jakim jest niepełnosprawność, to człowiek przewartościowuje całe swoje życie. Poza tym, przebywając z moimi pracownikami, odnoszę wrażenie, że właśnie oni potrafią cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy dużo pełniej niż pełnosprawne osoby. Ten optymizm i siła są zaraźliwe. Pozytywne też jest, w jaki sposób nasi pracownicy utożsamiają się ze spółdzielnią. Podczas realizacji reportażu telewizyjnego jeden z pracowników powiedział, że wymaga od siebie więcej niż nawet pracodawca, bo chce udowodnić wszystkim, że niepełnosprawność nie wyklucza z życia. Powiedział także, że można osiągnąć wszystko co się chce, może wolniej, może z większym wysiłkiem, ale jest to możliwe. Takie słowa powinny być dewizą dla wielu.

Czy posiadając własną firmę, zatrudniłby Pan osoby niepełnosprawne, niewidome?

Jak najbardziej. To osoby całkowicie sprawne manualnie, niezwykle drobiazgowe w swojej pracy i przede wszystkim zmotywowane, co nie jest wcale tak często spotykane.

Biogram

DSC_0252Paweł Skrzypek – urodził się w Skwierzynie w woj. lubuskim, w rodzinie wojskowej. Od 1985 roku mieszka w Lublinie. Ma 35 lat. Studiował zarządzanie i marketing na KUL, studia podyplomowe – zarządzanie sprzedażą w SGH w Warszawie, posiada uprawnienia do zasiadania w radach nadzorczych podmiotów z udziałem Skarbu Państwa. Od 2006 roku związany z Lubelską Spółdzielnią Niewidomych. Żonaty, ma dwoje dzieci, córkę i syna. Interesuje się ekonomią, wędkarstwem, sportem. Odznaczony odznaką honorową za zasługi dla rozwoju gospodarki Rzeczypospolitej Polskiej przez ministra Janusza Piechocińskiego.

Zofia Szatałowicz

Pracuje w spółdzielni blisko 40 lat.

Straciłam wzrok nagle, w wieku 21 lat. Przez pięć lat nie wychodziłam z domu. Gdy już wyszłam z depresji, od razu udałam się do spółdzielni. Dostałam pracę i wszystko się zmieniło. Ale to nie tylko praca. Pieniądze są ważne, ale jeszcze ważniejsze jest poczucie bycia potrzebnym i kontakt z ludźmi. Mamy motywację, żeby wyjść z domu i żyć aktywnie. Gdy byłam młodsza, wraz z koleżankami z pracy uprawiałam lekkoatletykę, goalball, kręgle. Przez 21 lat pracowałam na centrali telefonicznej i była to chyba moja ulubiona praca, ponieważ wtedy moja niepełnosprawność dla innych była zupełnie nieodczuwalna. W tej chwili pakuję już gotowe wyroby do magazynu, lubię swoją pracę, cieszę się tym, co mam”.

Krzysztof Tarkowski

Pracuje w spółdzielni od 30 lat.

W wyniku choroby straciłem wzrok w wieku 25 lat. Nie było łatwo, ale trzeba było się z tym pogodzić i przystosować do nowej sytuacji. W LSN przez długi czas zajmowałem się wyrabianiem cięgien motoryzacyjnych. Teraz jestem monterem urządzeń elektrotechnicznych i pracuję przy wiertarkach. Wszelkie moje predyspozycje, sprawność manualna, precyzyjność, szybkość są odpowiednio spożytkowane, co daje mi satysfakcję, bo nie jest to łatwa praca. Ponadto praca zdopingowała mnie także do innych aktywności, z czasem zacząłem uprawiać bowling i strzelectwo laserowe, pneumatyczne, które uprawiamy wraz z grupą znajomych ze spółdzielni”.

Komenatrze zostały zablokowane