Wiele demonów

18 maja 2017
314 Wyświetleń

tekst Tomasz Dolar Dymek

Lutowy poranek przywitał mnie mleczną zawiesiną mgły i mroźnym powietrzem. Szarówka zawsze na mnie źle działa. Niemal od przebudzenia robię się marudny i opryskliwy. Wbrew pogodzie i przenikliwym spojrzeniom zakładam ciemne okulary i czytam. Zupełnie bez sensu jest czytanie w słotny dzień, i to jeszcze czytanie w grafitowych szkłach. Ale co mi tam. Jadę napchanym autobusem i zanurzam się w fabułę. Zresztą książka stanowi dla mnie tarczę przed chłodem błahych rozmów i smrodem kilku pasażerów. W taki poranek traktuję ją bardzo poważnie, bo to jest niezwykły przedmiot. Solidny grzbiet, twarda oprawa i biel papieru mają mnie chronić przed demonami. A jest ich ostatnio sporo. Właściwie to lepiej już powiedzieć: zbyt wiele.

Zupełnie jak w książce Jerzego Pilcha „Wiele demonów”, gdzie luterańska społeczność, nękana na zmianę zabobonami i kuszącym widmem liberalnych czasów, próbuje znaleźć swoje demony. A luty to przecież wysyp prawdziwych demonów. Karę dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności zakończył właśnie Mariusz T. (nazwiska nie przytaczam, bo media zdążyły rozdmuchać je już do niebotycznych rozmiarów). Społeczeństwo boi się demona, zbrodniarza i degenerata w jednym. W odpowiedzi na opuszczenie zakładu karnego przez „Szatana z Piotrkowa”, rodzą się kolejne demony. Te są o wiele trudniejsze do odegnania. Bo niezbyt sprecyzowane i niespersonifikowane. Z jednej strony demony niby-humanitaryzmu, które szepczą do ucha: „Dajmy mu spokój. Jest teraz wolnym człowiekiem, każdy zasługuje na drugą szansę”. Z drugiej zaś skrytobójcze, a nie raz całkowicie jawne deklaracje mścicieli, którzy chcą wziąć sprawiedliwość we własne ręce. Jak odegnać takie demony? Jak poradzić sobie z nieodpartą chęcią odwetu, który wydaje się być słusznym i sprawiedliwym środkiem zadośćuczynienia? Zasłaniam się błękitnym tomem powieści i czytam dalej, a tam znów to samo, co w rzeczywistości. Mieszkańcy Sigły szukają winnego zniknięcia córki pastora. Może kidnaperem jest ekscentryczny student malarstwa? Albo niedoszły kochanek? Czyżby za wszystkim stały tajne służby? A w Polsce znów podobnie. Nie brakuje u nas wyznawców teorii spiskowych i powoływania komisji śledczych. Nigdy dość tropienia afer i morderczych działań tajnych służb, które przecież, co oczywiste, winne są wszystkiemu.

U Pilcha występuje cały szereg ciekawych postaci, które są ulepione, niczym Golem, z różnych materiałów, charakterów i cech fizycznych. Jedną z kluczowych figur „Wielu demonów” jest osoba Fryca. Tajemniczego znachora, przepowiadacza przyszłości i człowieka, który w swoim kajecie zapisuje każdą informację. Wszystko co najważniejsze wie i prawdopodobnie dzieli się tą wiedzą z kimś jeszcze. Może z kimś z zagranicy? Jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Część luteranów z Sigły uważa go za cudotwórcę i przyjaznego ducha okolicznych terenów. Inni mają go za hochsztaplera i niebezpiecznego szaleńca, a może nawet zdrajcę i demona, który zbiera informacje na temat mieszkańców i nie wiadomo co z nimi robi. Czyżby w prozie Pilcha pojawił się pułkownik Kukliński w skali mikro? I jak tu uciec od demonów?

Mijam kolejne przystanki, a pojazd leniwie kolebie się na każdym odcinku. Szarość wlewa się z pasażerami na postojach, a ja poprawiam, bezużyteczne przy tej aurze, okulary. Ponownie odcinam się od rzeczywistości i czytam o córkach pastora. Siostry Mrakówny to bardzo inteligentne dziewczyny. Nastolatki pieczołowicie przewertowały bibliotekę ojca. Zbiór świętych ksiąg jakoś mało je zainteresował. Najlepsze rarytasy to te niedostępne, schowane, wciśnięte gdzieś w głąb półek. Ukryte tomy w tajnych zakamarkach. Oj, mają co czytać, małolaty. Opisy życia paryskich kurtyzan, szczegółowe ryciny pozycji seksualnych, a także historie kobiet buntowniczek. Córkom pastora nie w smak dziewczęce sukienki czy bezsensowne szczebiotanie. Mrakówny rżną w piłkę z chłopakami, łowią ryby i biegają całe umorusane. Może nie wydaje się to niczym dziwnym? Ale kto wie? Może to jest zaledwie początek? Niewielki pierwiosnek, nikły kiełek tego, co sprawne oko jest w stanie od razu wychwycić. Nie bójmy się tego powiedzieć. Być może córki pastora reprezentują ideologię… gender. Mam tego dość! Zamykam książkę i wkurzony wysiadam. Przejdę się te dwa przystanki, a co mi tam. Byle tylko odpędzić od siebie wiele demonów.

Zostaw komentarz