fbpx

Z pasją w błoto

27 września 2014
Komentarze wyłączone
1 197 Wyświetleń

bloto1Jak setki drużyn piłkarskich, zakładają spodenki, korki i wychodzą z szatni na boisko. Nie grają jednak klasycznego meczu piłki nożnej. Zamiast na murawie, przez ponad 20 minut kilkunastu zawodników zaciekle rywalizuje w… błocie.

Biszcza. Mała miejscowość na obrzeżach Roztocza. Wokół malownicze lasy, a pośród nich w pełni zagospodarowany zalew z przygotowaną plażą, wypożyczalnią sprzętu wodnego, parkingami i lokalami gastronomicznymi. W pobliżu znajduje się zaorany prostokątny fragment łąki. Z małego węża ogrodowego od dłuższego czasu leje się woda, a z nieba żar. Jest już ponad 30 stopni.

1500 kilometrów na północ, kilkanaście lat temu, pośród lasów Finlandii narodziła się piłka błotna. Swój wiosenny trening nieopodal kilkutysięcznej miejscowości Hyrynsalmi narciarz biegowy Esa Romppainen urozmaica o ćwiczenia z piłką w błocie. Od tego czasu błotna gra rozwija się jako dyscyplina, podbijając najpierw Finlandię, następnie Szkocję, aby w końcu rozprzestrzenić się na niemal wszystkich kontynentach. Za ojca piłki błotnej uznaje się jednak Jyrki Väänänena zwanego też „błotnym baronem”. To on zorganizował pierwsze Mistrzostwa Finlandii w Piłce Błotnej w 1998 roku. Wzięło w nich udział 13 drużyn. Przygotowane dwa lata później Mistrzostwa Świata przyciągnęły już ponad 250 zespołów.

Początek rywalizacji, początek dyscypliny

Nad zalewem w Biszczy dochodzi południe. Przed błotnym boiskiem pojawia się wóz strażacki, żeby wspomóc dodatkowo siłą wody. Za nieco ponad pół godziny zmierzą się ze sobą LC Chełm, tegoroczny zwycięzca Pucharu Polski, i lokalna drużyna BKS Biszcza. Warto wiedzieć, że zaledwie kilkadziesiąt kilometrów stąd, w Krasnobrodzie, znajduje się miejsce narodzin tego sportu w Polsce. Początki pamięta Zbigniew Masternak, literat i autor scenariuszy filmowych, ale także pięciokrotny król strzelców w tej dyscyplinie i zawodnik LC Chełm. – Miałem spotkanie autorskie w Krasnobrodzie. Wiedziałem, że tworzy się taka drużyna i postanowiłem spróbować. Sam też posiada piłkarską przeszłość m.in. jako zawodnik Korony Kielce czy Motoru Lublin, choć gra w błocie raczej przypomina mu lata młodości. – Świetnie się czuję, grając w piłkę błotną, dlatego że pamiętam, jak w dzieciństwie nieraz graliśmy wiosną w piłkę na świeżo zaoranej glebie.

Po tym, jak powstał Błotny Klub Sportowy Roztocze, zaczęły spontanicznie powstawać następne drużyny. Pierwsze Mistrzostwa Polski, a następnie Puchar Polski zostały rozegrane właśnie na Lubelszczyźnie. Co roku przybywało chętnych do gry w innych częściach kraju. W rozgrywkach brały udział m.in. drużyny z Częstochowy, Białegostoku, ze Szczecina. Dzisiejszy mecz w Biszczy również jest zapowiedzią przyszłorocznych V Mistrzostw Polski w tym miejscu. Jak mówi Tomasz Pakuła, event manager w Parku Wodnym WaterShow Biszcza-Żary – Okazało się, że wójt gminy Biszcza Zbigniew Pyczko jest miłośnikiem piłki nożnej. Szybko doszliśmy do porozumienia, by miłośnicy tej alternatywnej odmiany futbolu w przyszłym roku zagościli właśnie w Biszczy.

W parku wodnym pozostało jeszcze kilkanaście minut do rozpoczęcia meczu. Pojawili się już zawodnicy z Chełma. Zwykłe stroje piłkarskie nie zapowiadają, że mecz odbędzie się w błotnej brei. Przed nimi typowo piłkarski trening, czyli skłony i rozciąganie mięśni. Na co dzień trenują na hali, ale poza tym ćwiczą indywidualnie. – Lubię biegać po lesie, kiedy pada deszcz, kiedy ta stabilność na nogach jest trochę inna i właściwie to mi zaczęło sprawiać przyjemność, gdy zacząłem grać w piłkę błotną – mówi Marek Masternak, brat Zbigniewa, twórca i kapitan LC Chełm. Zespół własnymi siłami został założony trzy lata temu przez kilku zawodników. Jak mówi Marek Masternak: – Inspiracją była informacja, że taki sport się rozwija w Polsce. Na stałe w drużynie jest dziesięciu zawodników, ale nie brakuje większej liczby chętnych, którzy chcą spróbować swoich sił. W tym roku dołączył Zbigniew Masternak. – Wiele lat grałem z bratem w piłkę i to było też takie moje marzenie, żeby kiedyś jeszcze z nim pograć. Gracze z Chełma są ludźmi w średnim wieku różnych zawodów i specjalności. Przede wszystkim są jednak miłośnikami futbolu, często z przeszłością piłkarską. Piotr Krzymowski również jest tegorocznym nabytkiem LC Chełm. Swoją piłkarską przygodę rozpoczynał w Jagielloni Białystok, ale piłka towarzyszyła mu od samego dzieciństwa. – Piłkę zaszczepioną miałem przez starszych braci, którzy grali w różnych klubach białostockich, i tak weszło w krew, że gram do dzisiaj. Mimo że nie jest już zawodowym piłkarzem, to nie rezygnuje z futbolu, angażując się w rywalizację w błocie. – Piłka błotna jest frajdą, przygodą. Chciałem spróbować czegoś innego – dodaje.

Błotne boisko jest już gotowe. Drużyna z Chełma w czarnych koszulkach, a zawodnicy z Biszczy w białych. Jednak to nie szachy, o czym zgromadzeni przy polu do gry kibice wkrótce się przekonają. Oba zespoły wchodzą w kilkudziesięciocentymetrową błotnistą wodę. Krótki trening już pokazuje, że nie będzie to łatwy mecz. Pierwszy gwizdek i rozpoczyna się walka. Każda próba przejęcia piłki lub podania jej do kolegi z drużyny kończy się wylatującym w górę ogromnym strumieniem wody i błota. Gra w takich warunkach na pewno nie należy do łatwych, dlatego cały mecz będzie trwał jedynie dwadzieścia cztery minuty, po dwanaście minut każda połowa. Różnic w stosunku do piłki nożnej jest więcej. Wśród nich obecność jedynie sześciu zawodników w każdej drużynie czy rzuty wolne i karne wykonywane poprzez upuszczenie piłki na wybraną nogę.

Dochodzi dziesiąta minuta meczu. Po zawodnikach widać już oznaki zmęczenia. Duży wysiłek w połączeniu z mocnym, południowym słońcem dają o sobie znać. Zawodnicy z Chełma starają się wykorzystać wszystkie swoje atuty i doświadczenie. Mimo sporej utraty sił gra wcale nie spowalnia. Walka o każdą piłkę jest na pograniczu faulu. Zbliża się koniec pierwszej połowy. LC Chełm przechodzi do kontrofensywy. Podanie ze środka pola na główkę napastnika i piłka o włos mija słupek i zaskoczonego bramkarza przeciwników. Pierwsza połowa kończy się wynikiem remisowym. Jak mówi Zbigniew Masternak: – Ta piłka niweluje różnice w poziomie gry. – Inaczej niż w piłce nożnej bardzo ważna na boisku staje się siła fizyczna czy choćby umiejętność gry z przewrotki. W samej grze jest też jednak wiele przypadkowości. – Jest nieprzewidywalność piłki na tym podłożu. Czasami gdy się myśli, że piłka się zatrzyma, to wtedy nabiera poślizgu i odwrotnie – dodaje Marek Masternak.

Bramki, jedność, pasja

Kończy się przerwa. Zawodnicy wychodzą na boisko. Już pierwsze sekundy pokazują jeszcze większe zaangażowanie i determinację niż w pierwszej połowie. Ostra walka o każdą piłkę i częste wywrotki w błocie. Chełmianie mają nieco ułatwione zadanie, gdyż teraz atakują połowę boiska, na której jest trochę mniej wody. Dużo mniej doświadczona drużyna z Biszczy nie poddaje się jednak łatwo. Jak dodaje Tomasz Pakuła: – Drużyna z Biszczy to amatorzy grający w piłkę dla rozrywki, wcześniej grający w lokalnych turniejach. W tej drużynie zagrał wójt Biszczy, który kompletował skład. Wolą walki nie ustępują jednak zawodnikom z Chełma. Starają się przerwać wszelkie próby ich ataku i wyprowadzić kontrę. Każdy zespół chce strzelić tę pierwszą bramkę. Sport pełen pasji i zaangażowania. W końcu pada gol. LC Chełm prowadzi.

Te dla niektórych ekstremalne doświadczenia z boiska wykorzystuje Zbigniew Masternak w swojej twórczości literackiej. Opowiadanie Mój syn będzie piłkarzem czy cykl Księstwo są tego najlepszym przykładem. Ta ostatnia seria oparta na wątkach autobiograficznych zawiera siłą rzeczy mocne akcenty piłkarskie, a w powstałej w 2010 roku adaptacji filmowej pod tym samym tytułem w reżyserii Andrzeja Barańskiego sam autor zagrał piłkarza. W ten oto sposób piłka błotna może wpłynąć na życie. Ale nie tylko. Piotr Krzymowski, mimo że mieszka pod Białymstokiem, gdzie też ma swoją drużynę piłki błotnej, pokonuje kilkaset kilometrów, aby przez kilkadziesiąt minut z poświęceniem walczyć w błocie. – Zżyłem się też z chłopakami z innych drużyn i przy okazji jest miło się spotkać – mówi. Dzięki piłce błotnej potrafią się tworzyć silne więzy międzyludzkie, ale też jako dyscyplina tworzona zupełnie od podstaw przez pasjonatów, bez gotowych struktur, wyzwala jeszcze większe pokłady zaangażowania niż inne dziedziny sportu. Potwierdza to Zbigniew Masternak, opisując tegoroczny pierwszy występ polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Europy w Belgii. – Polska zajęła drugie miejsce, przegrywając z Holandią, po szesnastogodzinnej podróży. Wysiedli z busa i zagrali za pół godziny mecz. – A jak dodaje Marek Masternak: – Piłka nożna posiada w sobie dużą moc jednoczenia.

Zawodnicy nad zalewem w Biszczy są już mocno zmęczeni. Białe na początku spotkania koszulki zawodników miejscowej drużyny straciły swoją biel. Strzelona pierwsza bramka otworzyła mecz, dzięki czemu chełmianie mają już trzy na swoim koncie. Młodemu zespołowi z Biszczy udało się jeszcze strzelić honorowego gola. Mimo sporej różnicy doświadczenia oba zespoły są tak samo zmęczone. Pot na czołach zawodników miesza się z kawałkami błota. Żadnej z drużyn nie można odmówić zaangażowania i woli walki. Rywalizacja się kończy. Zawodnicy z Chełma wygrywają, ale największą wygraną jest fakt, że po każdym takim meczu powstaje kilka zupełnie amatorskich drużyn złożonych z ludzi, którzy zobaczyli ten sport i dali mu się wciągnąć. Nie potrzeba wiele, aby stworzyć własną drużynę. Wystarczy kilka osób, które pragną przeżyć przygodę i w inny sposób zagospodarować swój wolny czas. W ten sposób można stać się członkiem jednej wielkiej piłkarskiej rodziny, bo jak mówi Zbigniew Masternak: – Wolę, żeby ludzie zajmowali się sportem, niż zamiast tego toczyli wojnę.

Tekst i foto Krzysztof Stanek

Komenatrze zostały zablokowane