„Paczki, paczuszki, woreczki, papier, sreberka, wstążeczki”, czyli wszystko, czego pragniesz?

4 stycznia 2015
Komentarze wyłączone
408 Wyświetleń

pedagog-BOCWINSKA-DSC07424-a-261x300Nieważne kto: Mikołaj, Gwiazdka, Dziadek Mróz, ale ważne CO przyniesie nam pod choinkę. A media podsycają te żądze, krzycząc tytułami: „Upominki na święta”, „Idealny prezent”, „Prezent należy się każdemu!”. Czyżby? Skąd ten przymus, poczucie obowiązku? „Muszę kupić prezent!” pada z niejednych ust. Pędzą matki, babcie, pędzą ojcowie, dziadkowie, w pogoń za „paczkami, paczuszkami, woreczkami” ruszają mężowie, żony, kochankowie, przyjaciele i koledzy. Często wydają krocie, by kupić to COŚ, co wywoła radość, zdumienie, szok i euforię. A potem pakują to wyjątkowe (ich zdaniem) COŚ w „papier, sreberka, wstążeczki”, po czym upychają pod zielonym drzewkiem pachnącym jak las. I czekają w napięciu, co nastąpi. Otwiera się worek prezentów, szeleszczą ozdobne opakowania i światło wigilijnej gwiazdy pada w najlepszym wypadku na COŚ wymarzonego, wyśnionego, upragnionego. Gorzej, gdy COŚ jest nietrafione, nienowoczesne, zbędne, zbyt mało osobiste (jak garnek dla pani domu). Dorośli, którzy na ogół nauczyli się grać, choć dziwna niezręczność jednak gości na ich ustach, uśmiechają się w fałszywym zachwycie. Ale dzieci obdarowane rękawicami, grającą małą harmonijką, ciepłym szalikiem na słoty, baśnią i szczyptą gwiazd z nieba rozczarowania ukryć nie potrafią. „Zmarnowałaś mi życie!” – krzyczy amerykański chłopiec do zbyt mało pomysłowej matki. Jest gniewny, wrogi i ma dość tych głupich świąt – dla niedowiarków do obejrzenia na YouTube. Czego się spodziewał? Być może czegoś drogiego, wystrzałowego, czegoś, co inni już dawno mają, lub po prostu tego, o czym mówił od jakiegoś czasu, ale nikt nie chciał go wysłuchać. Czy istnieje zatem jakaś uniwersalna recepta na trafiony prezent? W moim przekonaniu nie ma takiej skutecznej recepty. Bo to i zasobność portfela, i koncept, i wrażliwość, i wyczucie pragnień stanowią jakąś magiczną mieszankę. Wszystko to jednak nadal przedmioty, które wszak nie są wyznacznikiem intensywności więzi rodzinnych, intymności, prywatności i uczuć. Nie ma takiej skali mierzącej miłość wartością upominku. Wszystkie te rzeczy – okazy, unikaty, klejnoty i cacka, takie coś, byle co, cokolwiek, COŚ – są bez znaczenia, gdy nie są dawane z serca i z sercem przyjmowane. Szczere i trafione stają się nie prezentem jedynie, ale darem. Wróćmy jednak do dzieci. Jeden z uczniów mojej szkoły powiedział, że marzy o tym, by Mikołaj przynosił mu podarki w dwóch egzemplarzach, ponieważ tata czasem zbyt długo bawi się jego prezentem i chłopiec musi czekać na swoją kolej. To do rodziców, którzy robią sobie przyjemności, a świąteczna paczka jest tylko alibi dla zaspokojenia własnych potrzeb. A może dotyczy to wszystkich? Kto to zgadnie? Choinka, prezenty, gwiazdka i radość nieodparcie kojarzą się ze świętami. Ale nie z tymi, gdy nad talerzami brakuje apetytu, bo rodzinne waśnie są zadawnione i głębokie. To także nie te, którym towarzyszy obłąkańcze dążenie do doskonałości: błyszczące szyby w oknach, lśniące podłogi, stoły uginające się od nadmiaru potraw i umordowani przygotowaniami domownicy. Święta to nie rytuał, ale czas na refleksję, zadumanie nad przemijalnością świata i rzeczy (także tych spod choinki). To przede wszystkim dzień, w którym powinny gasnąć wszelkie spory, czas Bliskości i Spokoju, moment, gdy dobre obejmują nas ręce, a wszyscy przyjmowani są bezwarunkowo „za Bóg zapłać”. To chwila cechująca się nie zewnętrzną, lecz wewnętrzną radością. I takie święta stają się dopiero prawdziwym darem. „Ubierzcie się świątecznie, śmiejcie się i tańczcie. Nigdy nie będę w stanie wyrzucić Miłości za okno”. Takich świąt za poetą Jeanem Arthurem Rimbaud sobie i Państwu życzę. Zawsze „(…) myślę o nich nie tylko jak o czcigodnej pamiątce dla całego chrześcijańskiego świata, ale także jak o chwilach bardzo upragnionych. Są to bowiem chwile dobre, pokrzepiające, radosne. Zawsze oczekuję ich z serdecznym pragnieniem i obchodzę z radością. Są to w długim kalendarzu rocznym jedyne dnie, w których wszyscy, kobiety i mężczyźni, jakby na podstawie wspólnej ugody, otwierają swe często zaryglowane serca (…) choć święta te nigdy nie wzbogaciły mnie ani o ziarnko srebra czy złota, wierzę, że przyniosły mi niejedno dobro i jeszcze przyniosą mi wiele radości. Dlatego też niech będą błogosławione!”.

Marzena Boćwińska

Komenatrze zostały zablokowane