fbpx

Jazz: Dianne Reeves w Lublinie

21 sierpnia 2016
Komentarze wyłączone
837 Wyświetleń

DIANNE REEVESLubię koncerty na żywo, bo zawierają zawszę odrobinę niepewności i nieprzewidywalności. Chwila, kiedy jesteś na widowni, przed sceną jeszcze pustą, patrzysz na przygotowane instrumenty, plątaninę kabli, oświetlenie, wyobraźnia podpowiada scenariusz tego wydarzenia. Jeśli jest to twój ulubiony wykonawca, oczekiwania rosną, liczysz na melodie, które są dla ciebie ważne, gdyż łączą się z osobistymi przeżyciami, wspomnieniami. Kiedy jest to wykonawca mniej ci znany, to spodziewasz się dobrej zabawy, czyli solidnej porcji muzyki. Swego czasu w LAJF-ie opowiedziałem o jazzowych syrenach, które wabią swoim głosem i przyciągają tłumy, i taka syrena wystąpiła w Lublinie. Jest nią też Dianne Reeves. Jej koncert w Teatrze Starym na zakończenie sezonu to wydarzenie. Wieczór, który będziemy pamiętać pani dyrektor Karolinie Rozwód, wdzięczni jazz fani. Występ, który zaczął się adekwatnie do pory roku „Summertime” w wykonaniu zespołu, był świetnym wprowadzeniem do recitalu. Pianista Peter Martin, basista Reginald Veal, perkusista Terreon Gully i gitarzysta Romero Lubambo zaprosili na scenę gwiazdę wieczoru i mogę śmiało napisać, zaczęło się. Zniewalający uśmiech Dianne Reeves od pojawienia się jej na scenie hipnotyzował i czarował publiczność. Sprawnie, lekko i melodycznie przedstawiła zespół towarzyszący, w którym brazylijski gitarzysta Romero (współpracują od lat 90.) spełnia wyjątkową rolę, muzycznego brata. Jego solowe popisy na gitarze akustycznej i elektrycznej były naprawdę znakomite. Dużo było rytmów i dźwięków latynoskich, ale to muzyka, którą Dianne lubi i często interpretuje.

DIANNE REEVESReeves urodziła się w Detroit w 1956 roku, zaczynała jak większość czarnoskórych wokalistów w chórze kościelnym. Kolejne lata przyniosły jej uznanie, wiele nagród, w tym pięć Grammy. Współpracowała z wieloma gigantami muzyki, między innymi z Harrym Belafonte, Sergio Mendesem i Clarkiem Terry, którego uważała za swojego mentora (polecam płytę Oscara Petersona „Trio + ONE” z Clarkiem Terry, kapitalne granie). 27 lat temu byłem w Nowym Jorku na koncercie z udziałem Dianne, pamiętam jej występ i uśmiech do dziś. Ten i wiele innych koncertów gigantów jazzu, w których uczestniczyłem, wpłynęło na moje zainteresowania muzyczne. Odwiedziłem najsłynniejsze kluby jazzowe, poznałem wielu muzyków i tak zaczęła się moja fascynacja muzyką synkopowaną. Płyta Lou Rawlsa „At Last”, gdzie wspólnie śpiewają tytułowy utwór i rewelacyjny „Fine Brown Frame” jest takim wspomnieniem tamtych chwil. Myślę, że wiele osób obecnych w Teatrze Starym zapamięta na długo ten wieczór z wokalistką, jej artykułowanie każdej głoski, ogromne zaangażowanie i mowę ciała. Ta intensywność interpretacji tak charakterystyczna dla murzyńskich wykonawców nie raziła, a wręcz jeszcze bardziej wciągała publiczność. Kiedy chciała, jej głos niósł się daleko, innym razem go zmatowiała intymnie. Śpiewaniem scatem Dianne próbowała wciągnąć publiczność do wspólnej zabawy, jednak ze skutkiem umiarkowanym. Ale, jak podkreśla w wywiadach, bardzo lubi polską publiczność za żar i reakcje na popisy muzyków na koncertach (tak było), jednak bez spontanicznego wspólnego śpiewania (tak też było). To fascynujące, jak muzycy potrafią zapanować nad słuchaczami i wprowadzić w odmienne stany świadomości. Ten półtoragodzinny (z bisami) recital wydawał się za krótki i wychodziłem z koncertu z lekkim niedosytem. Ale, jak mówią dietetycy, lepiej nie dojeść niż się przejeść. Natomiast w domu, w ulubionym fotelu, posłuchałem jej ostatniej płyty „Beautiful Life” i było mi naprawdę dobrze. Jednak koncerty na żywo to inna bajka niż słuchanie płyt nawet na najlepszym sprzęcie. To emocje, to interakcja, to atmosfera, której nie da się zapisać. Widzisz współpracę zespołu, uzgodnienia lub ewentualne korekty tracklisty, sygnały dla akustyków i gwiazdę, która spogląda na ciebie (przynajmniej tak ci się wydaje) i śpiewa tylko dla ciebie. Dianne Reeves zaserwowała wszystkie te elementy na tacy i mogę powiedzieć, że śpiewała dla mnie.

Wojciech A. Mościbrodzki

Foto Wojciech Nieśpiałowski / Teatr Stary w Lublinie

DIANNE REEVES

Lista utworów:

Summer Time / That’s All / Stormy Weather / One for my Baby / Nine / Dreams / Our Love is Here to Stay / I’m in Love Again / Wait in Vain

Komenatrze zostały zablokowane