fbpx

Koledzy z interny

13 lutego 2015
Komentarze wyłączone
680 Wyświetleń

historia3Dostałem maila od kolegi Witolda z Siedlec. O tym, że Gienek i koledzy z Włodawy organizują spotkanie internowanych. I podał link. Odpowiedziałem, że chętnie się spotkam, bo jest nas już coraz mniej. Było to pierwsze spotkanie po 33 latach. Wstyd. Nasze lubelskie „Biernaty” na to nie wpadły. Moja Najjaśniejsza Rzeczpospolita swój mit założycielski opiera na walce i cierpieniu tych ludzi, a nie zdobyła się na prosty gest, by ich zgromadzić w jednym miejscu. Powiedzieć im kilka ciepłych słów, że było warto. Dać order. Dać bigosu z cateringu. Zadbać o leczenie, godziwe warunki już jesiennego życia… Spotkanie 15 grudnia 2014 roku zrobili moi koledzy z interny… No i dobrze. Wiadomo, co jest solą tej ziemi. Polska to nasz prywatny projekt.

xxx

Pojechałem. Z córką Polką, która była 13 grudnia 1981 roku świadkiem mego aresztowania. Najpierw msza i występ miejscowych uczniów w kościele Serca Jezusowego. Program wzruszający. Bez zadęcia. I lepszy od niejednego lubelskiego eventu. Poczty sztandarowe organizacji niepodległościowych. Na poważnie.

xxx

Wyszliśmy na piechotę do więzienia. Do dziś działa. Ironia historii. Teraz jest ono przy ulicy Żołnierzy WiN, choć przecież nie zmieniło lokalizacji. Wcześniej ulica nosiła nazwisko bandyty, co Polskę z Sowietami najeżdżał. Dobrze, że je wymazano. Ktoś zakrzyczał – wsiadaj, kolego, do naszego busa. Odsłonięcie tablicy. I znów żadnego oficjela. No i dobrze. Tu jest Polska. Zacharczał hymn z głośników. Bez kartek odśpiewaliśmy z pamięci wszystkie zwrotki.

xxx

Do wewnątrz wchodziliśmy za zaproszeniami i dowodami osobistymi. Młodzi oficerowie służby więziennej. Eleganccy, uprzejmi, ale stanowczy. To prawdziwe więzienie. Wspólne zdjęcie na pierwszym dziedzińcu. Jest nas tylko około 130 mężczyzn z 365 wtedy zamkniętych. Kilka dziewczyn internowanych w Gołdapi i kilku więźniów politycznych, w tym Halinka Komsta z Fordonu. Kilka żon z tych, co jak Achmatowa wyczekiwały nas na mrozie. Mury siedmiometrowe. Na nich zasieki. Broń ostra, wieżyczki. Nie, uciec nie było jak.

xxx

Przez drugi dziedziniec, obok spacerniaka, do świetlicy. Kilka nudnych referatów i wystąpień parlamentarzystów, co dbają o przyszłych wyborców. I klawisze (służba więzienna) w białych rękawiczkach podają nam bigos w plastikowych talerzykach. Przypomniały mi się nasze okrzyki z tamtego czasu: w rękawiczkach nas odniesiecie do Lublina! Nieprawda. Lubelskie liczyło wtedy niewiele ponad półtora miliona mieszkańców. Wystarczyło zamknąć 365 ludzi, by od Wisły po Bug, od Siedlec po Roztocze mieć spokój. Takie są prawidła socjologii…

xxx

Nieoczekiwane spotkania kolegów. Pamięć jest zawodna. Długo trzeba jej pomagać. Ale jest. Wieźli nas sukami z Lublina. Niektórych skutych. Niektórych boso. Wyrwanych od rodzin, od dzieci. Wpuszczono przez szpaler funkcjonariuszy w skórzanych płaszczach, z psami. Zdejmowanie obrączek, zegarków. Odciski palców. Krótkie, wyrywkowe wspominanie. A pałowanie ZOMO? A walenie ławkami w drzwi cel? Pamiętasz wizytę biskupa Mazura, biskupa Pylaka? Księży z kościoła garnizonowego w Lublinie? A pamiętasz, jak głośniki grały melodię: od włodawskich łąk nadleciał bąk… był to chyba hymn klawiszy. A pamiętasz po wizycie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, gdy Janusz krzyknął po rurach (bo tak się niosły wiadomości): ‒ A ma ktoś puszkę anchois? Zabrzmiało trochę jak z Brunona Schulza. A pamiętasz…?

xxx

Ocalić od zapomnienia. A co z tymi, co mają społecznego Alzheimera? Wyszła książeczka z nazwiskami wszystkich internowanych. Dobrze. Wspomożenie pamięci. Bo Polska to jednak nie tylko projekt mój i moich kolegów. Wasz też. Mam nadzieję.

Tekst Krzysztof Głaz-Gębura

Foto Paulina Daniewska

Komenatrze zostały zablokowane