fbpx

Łzy na sprzedaż

19 sierpnia 2014
Komentarze wyłączone
1 241 Wyświetleń

Skup Łez 3 (2)W czwartek 17 lipca przy ul. 1 Maja w Lublinie otwarto Skup Łez. Skup czego? – pytają wszyscy, którym do tej pory o tym opowiadałam. Potem było różnie – albo zachwyt, albo krytyka. Ostra. Bo tak to już u nas bywa, że większość współczesnych akcji artystycznych w konfrontacji z publicznością okazuje się budzić kontrowersje. W sieci zawrzało od krytyki: „Ten abstrakcyjny absurd to pokłosie tego, co dzieje się z tym Państwem”, „Ja pier***le na co idą publiczne pieniądze? Skup łez, budowa zamków z piasku. Czy naprawdę Polska nie ma na co wydawać pieniędzy tylko na takie bzdury?”, „To są naturalne odruchy i czerpanie z tego korzyści to jak sprzedawanie organów do przeszczepu!”. A jednak chętnych do oddania łez nie brakuje. Tylko pierwszego dnia akcji w skupie pojawiło się ponad 50 osób.

Trudno jest płakać na zawołanie – przyznaje Agnieszka Haska, która do skupu przyjechała specjalnie, z Warszawy. Takie miejsca dają do myślenia; czy jesteśmy na sprzedaż, czy nasze łzy są na sprzedaż, czy możemy wszystko skomercjalizować. To jest pretekst do tego, aby przemyśleć sobie te wszystkie kwestie.

Skup przypomina nieco salon fryzjerski. W minimalistycznie urządzonym pomieszczeniu znajdują się trzy stanowiska wyposażone w oświetlone serią wystających ze ściany żarówek lustro oraz stołek barowy. Przy każdym stanowisku od dwóch do czterech osób, zwykle pary, przyjaciele, rodzina. Na ustawionych przy oknach krzesłach także brakuje miejsc. Oblegane są również kąciki i podłoga. Wszystkich łączy charakterystyczne zaczerwienie gałek ocznych oraz próbówka w dłoni. Nie słychać szlochów, raczej regularne pociąganie nosem. No i ten zapach… – 90% odwiedzających wspiera się cebulą. Nie jest to zakazane. Łzy można wywoływać na dowolne sposoby. – Zdarzają się sytuacje, że ludzie dzwonią np. do byłych kochanków. Dzisiaj przyszła dziewczyna, która dzwoniła do swojej matki, płakała. To są często ciężkie emocjonalnie, również dla nas, sytuacje. Nasz projekt dotyka m.in. problemu pracy emocjonalnej, pracy afektywnej – czyli tego, jak pracujemy z emocjami – mówi Alicja Rogalska, z damsko-męskiego tandemu pomysłodawców. 

Siedzę w epicentrum. Po prawej młoda dziewczyna, chyba studentka, wyciąga tablet. Mówi, że będzie oglądać film – „Pamiętnik”. Po lewej chłopak z telefonem przegląda jakieś zdjęcia, ale próbówka ciągle pusta, mimo że przegląda je już półtorej godziny. Metoda na cebulę okazuje się najbardziej skuteczną. Rekordzista – Adrian Hołody, stosując właśnie tę taktykę, wczoraj wypłakał 80, a dziś 100 złotych. Przyszedł z mamą – założyli się, kto napłacze więcej. Patrząc na Adriana, pozującego ze świeżo zarobioną stówką do pamiątkowej fotografii, wiem już, że chłopaki płaczą, tylko trzeba im za to odpowiednio zapłacić.

Alicja Rogalska na stałe mieszka w Londynie, jest artystką wizualną. – Zostaliśmy zaproszeni przez Rewiry – Pracownię Sztuki Zaangażowanej Społecznie – opowiada artystka. Zaprosili nas, żebyśmy zrobili jakiś projekt. W kwietniu spędziliśmy tydzień w Lublinie, była to swoista rezydencja celem wygenerowania pomysłu na wydarzenie artystyczne. Rozmawialiśmy z ludźmi, chodziliśmy po mieście, patrzyliśmy na ten pejzaż miejski m.in. właśnie ulicę 1 Maja, która ma tak symboliczny wymiar, bo przecież święto pracy, i zauważyliśmy że jest tu 5 lombardów, 16 punktów kredytowych (chwilówek), że po prostu jest pewna potrzeba społeczna, że ludzie najwyraźniej nie mają pieniędzy i pracy. Postanowiliśmy się tym w jakiś sposób zająć, zaczęliśmy zastanawiać się, co jest bezcenne i co zarazem jest bezwartościowe – co mają ludzie. Padło na łzy. Łzy z jednej strony są bezcenne, z drugiej bezwartościowe. Chodziło nam o kwestię braku pracy. Płakanie jest trochę jak praca – to także jakiś wysiłek.

W ladzie biurka, które spełnia funkcję kasy, znajdują się podpisane kwotami otworki, gdzie można sprawdzić „za ile” już napłakaliśmy. Co jakiś czas podchodzą do niego płaczący celem sprawdzenia, czy wypłakana ilość jest już zadowalająca. Za biurkiem siedzi Łukasz Surowiec – współautor projektu. Odbiera próbówki, podpisuje je imieniem oddającego, wypłaca pieniądze, umieszcza oddane łzy za szybą. Póki co kolekcja probówek nie zapełnia jeszcze pierwszej półki, a jest ich trzy. Ale i dni do zakończenia projektu jeszcze ponad pięć. – Pierwszego dnia zebraliśmy około 28 ml, czyli ponad 900 złotych. Do wydania mamy w sumie 5000 złotych – wyjaśnia Rogalska. Artystka przyznaje, że większość ludzi przychodzi dla pieniędzy. Jednak ten pragmatyczny aspekt (rodzaj dystrybucji dla potrzebujących) ma stanowić zaledwie jedną z płaszczyzn. – Chcieliśmy także poprzez nasz projekt zwrócić uwagę na fakt, że w dzisiejszych czasach na rynku pracy ludzie często dostają pieniądze za emocje, musimy się uśmiechać, być mili dla klienta, na infolinii, w sklepie itd. Emocje stają się częścią pracy – bardzo rzadko się o tym mówi – dla nas jest to bardzo ważny motyw w tym projekcie – mówi autorka. 

W skupie ciągle ruch. Jedni odbierają zarobione pieniądze, inni kroją kolejne plastry cebuli. Jest sporo młodzieży, mówią, że przyszli z ciekawości, dla rozrywki, dla pieniędzy. – Może uda mi się chociaż zarobić na bilet powrotny albo na kawę – mówi Agnieszka Legucka, wykładowczyni. – Popieram ten projekt. Chodzi o to, że dzisiaj nasze własne emocje są na sprzedaż – ale tego nikt nie mówi wprost. Nie mówimy, że my jesteśmy na sprzedaż, że nasze ciała, to jak wyglądamy, jest na sprzedaż, a jeśli już ktoś to powie, nagle staje się obiektem ataków.

Twórcy projektu nie chcą komentować internetowych zaczepek. – Osoby, które do nas przychodzą, są nastawione bardzo pozytywnie. Czasem pojawiają się sceptycy, ktoś nie do końca przekonany, jednak zazwyczaj wychodzą od nas z innym nastawieniem. Myślę, że warto do nas przyjść, zobaczyć to na żywo i dopiero później wyrabiać sobie opinię. Czytanie opisów czy oglądanie zdjęć nie pozwoli złapać atmosfery. 

Skup łez będzie czynny do 25 lipca, o ile wcześniej nie wyczerpią się środki przeznaczone na zapłaty. Co potem stanie się ze łzami? Ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta. Najprawdopodobniej trafią na wystawę.

Tekst i foto Ilona Dąbrowska

Komenatrze zostały zablokowane