WAŻNE
Nevada – Lublin (Październik 19, 2017 9:54 am)
Aleksander Kwaśniewski w Lublinie (Październik 18, 2017 10:48 am)
Żagle na Zemborzyckim (Październik 18, 2017 9:44 am)

Żeby sęk zamienił się w sękacza

6 października 2017
75 Wyświetleń

O kondycji kultury na Lubelszczyźnie, efektach zakończonego I Kongresu Kultury Województwa Lubelskiego i o tym, czym dla gospodarki jest kultura, z dr. Krzysztofem Grabczukiem, wicemarszałkiem województwa lubelskiego, rozmawia Grażyna Stankiewicz, foto Marek Podsiadło

 

– Jakie wrażenia po kongresie? Usatysfakcjonowany?

 

– Bardzo.

 

– A z tego, co się wydarzyło, co było najważniejsze?

 

– Że spotkało się kilkaset osób z całej Lubelszczyzny, które zajmują się kulturą i w dużych ośrodkach i instytucjach, i na prowincji, która nie ma ani kina, ani sali widowiskowej. Cieszę się, że i jedni, i drudzy wzięli udział w tych samych panelach, wysłuchali tych samych wykładów.

 

– Nie obawiał się Pan, że problematyka, którą poruszył np. Paweł Potoroczyn, dyplomata i były dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza, może być nieco abstrakcyjna dla kierownika ośrodka kultury, któremu skończyły się pieniądze na kredki dla dzieci?

 

– Nie, ponieważ punktem wyjścia jego wypowiedzi była jakość zarządzania w kulturze, rola menadżera kultury i wartości, jakie powinien wyznawać ktoś, kto zajmuje się kreowaniem kultury.

 

Ale powiedział też, że nasze działania zależą od pieniędzy publicznych – miejskich, wojewódzkich, ministerialnych.

 

– Tak, i ma rację, bez środków finansowych, bez odpowiedniego wynagrodzenia dla pracowników trudno jest kulturę rozwijać.

 

Jaki jest roczny budżet województwa na kulturę?

 

– 60 mln złotych przekazujemy na instytucje kultury, które podlegają samorządowi województwa. Oprócz tego finansujemy stypendia dla młodzieży, studentów lub osób dorosłych. Poza tym mamy zabezpieczone środki finansowe na imprezy kulturalne. Przy czym ten budżet każdego roku się zwiększa.

 

– Ale wydatki na kulturę nie zawsze były priorytetem.

 

– Niestety, zawsze tych pieniędzy brakowało, ale musimy zrozumieć, że kultura może być siłą napędową naszej gospodarki. Dla wydarzeń organizowanych w naszym regionie przyjeżdża określony odbiorca, po to aby w tej ofercie kulturalnej uczestniczyć. To z kolei generuje pieniądze dla hotelarzy, gastronomii, agroturystyki, biur podróży i wielu innych.

 

– A jednak Lubelszczyzna nie jest w czołówce najchętniej odwiedzanych regionów. W rankingach jesteśmy gdzieś pod koniec listy.

 

– Ostatnio te trendy zdecydowanie zmieniliśmy. Lubelskie staje się modne. To, że powstała Dolina Krzemowa w Kalifornii, to nie dlatego, że są tam zjawiskowe krajobrazy. Po pierwsze istniał silny ośrodek wiodący – San Francisco, do którego przyjeżdżali ludzie otwarci na inne kultury i współpracę. Poza tym powstał uniwersytet w Stanford. I ten model wciąż obowiązuje – biznes nie zaistnieje w miejscu, gdzie nie ma oferty kulturalnej, gdzie nie ma interesującego, kreatywnego otoczenia. Przez długi czas Polska była postrzegana jako konkurencyjna przez tanią siłę roboczą. Ale teraz inne państwa są w tym konkurencyjne, a my musimy przyciągać innymi wartościami.

 

– Takich ośrodków ciągle jest jak na lekarstwo, więc raczej trudno nam się zbliżyć do takiego modelu.

 

– Nie narzekajmy. O tym, jak duży potencjał kulturalny mamy, przekonaliśmy się, kiedy Lublin starał się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury.

 

– Spośród osób uczestniczących w kongresie duża część przyjechała z mniejszych ośrodków, często ze wsi. Wiele z nich jest w średnim wieku. Może przyszedł czas na odświeżenie kadr i umożliwienie powrotu w rodzinne strony absolwentów wyższych uczelni?

 

– Trzeba przede wszystkim czerpać z ich doświadczenia. Ci miejscowi działacze kultury to są ludzie, którzy bardziej żyją dla kultury niż z kultury. Wśród nich jest wielu pasjonatów, utożsamiających się z regionem i uczących innych tożsamości miejsca. A to jest bezcenne, bo osób z taką wiedzą i doświadczeniem jest coraz mniej. Tu byłaby wskazana większa rola samorządów, aby ich działania jeszcze bardziej wzmocnić.

 

– Prof. Agnieszka Kolasa-Nowak z UMCS podzieliła się wynikami swoich badań, z których m.in. wynika, że poza dużymi ośrodkami miejskimi brakuje oferty kulturalnej głównie dla młodzieży w wieku szkolnym.

 

– Rzeczywiście te działania prolokalne powinny być bardziej wzmocnione animatorami, którzy mają częściej do czynienia ze społeczeństwem cyfrowym, bo zwłaszcza młodzież potrzebuje oferty opartej na innego rodzaju impulsach. Globalizm, rewolucja informatyczna wymagają innego spojrzenia na kulturę. Kapitał kultury zaczyna odgrywać właściwą rolę, jeśli jest odpowiednio skupiony. Inwestycje w kulturę są niezwykle ważnym krokiem do ożywienia i rozwoju gospodarczego. Bez kultury nie będzie silnej gospodarki.

 

Czyli wracamy do wcześniejszego pytania o potrzeby i możliwości.

 

– Musimy uwzględnić sytuację, w której różne osoby są odbiorcami. Młody człowiek zabiera ze sobą doświadczenie i wiedzę, które pozyskał w miejscu zamieszkania. Być może za chwilę rozpocznie studia, potem założy firmę, będzie miał wpływ na kondycję gospodarczą kraju. Czym większa będzie wrażliwość na sprawy kultury, tym będzie większa możliwość uczestniczenia i poznawania jej. Nie zapominajmy też, że kultura uczy tolerancji, otwartości i pokory. A to bardzo przydaje się w życiu.

 

I znowu mamy dwie strony medalu, ponieważ rozmawiamy o ochronie tradycji w kulturze, a tymczasem z badań wynika, że najbardziej popularnym i pożądanym sposobem aktywności kulturalnej danej społeczności jest doroczny festyn z zaproszoną gwiazdą i plastikową otoczką imprezy.

 

– Nie mam nic przeciwko festynom. Takie plenerowe imprezy gromadzą dużą ilość uczestników i są potrzebne lokalnej społeczności. Ale pamiętajmy też o tym, co dzieje się w ośrodkach kultury, szkołach, kołach gospodyń wiejskich, gdzie odbywają się niezliczone ilość różnego rodzaju warsztatów, które nie są tak widoczne gołym okiem. Tymczasem reprezentują bardzo wysoki poziom. Może są mniej widoczni, ale działają z sukcesem i zaangażowaniem często całej wsi czy miasteczka.

 

– Na jakich wydarzeniach zarząd województwa chce budować wizerunek kulturalnej Lubelszczyzny?

 

– Jest kilka aspektów. Na pewno duże imprezy, żeby mieszkańcy nie musieli wyjeżdżać poza granice województwa. Koncerty rockowe czy opery, tak jak zaprezentowane ostatnio w CSK w Lublinie „Umarłe miasto”, na które wielbiciele opery przyjechali z całej Polski, albo takie jak wystawa Pablo Picasso w Muzeum Lubelskim. Z drugiej strony zależy nam, aby to życie kulturalne rozwijało się w mniejszych miejscowościach , żeby mieszkańcy mieli gdzie się spotkać i integrować. W końcu ogromnie ważne są wszelkiego rodzaju działania związane z tradycją i możliwością przekazania tych wartości młodemu pokoleniu.

 

 

  • – Dobrym przykładem był koncert galowy w CSK zorganizowany na zakończenie kongresu z udziałem Orkiestry ze Wsi Warszawa, Orkiestry Świętego Mikołaja czy ekspresyjnego zespołu Jarzębina z Kocudzy.

 

 

– Nie da się ukryć, że była moc (śmiech). Często podkreślam, że może województwo lubelskie nie posiada silnych centrów finansowych, ale jeśli chodzi o kulturę, to jesteśmy absolutnie konkurencyjni dla innych regionów, nie tylko w Polsce. Pani akurat wspomina o muzycznych zespołach folkowych, ale w innych dziedzinach mamy też ogromnie dużo do zaoferowania.

 

– Oferta jest imponująca, ale często informacja o wydarzeniach nie wychodzi poza obręb środowiska organizatorów. Okazuje się, że najsłabszym punktem tego typu działań jest informacja, a tak naprawdę brak informacji.

 

– Marketing jest u nas pojęciem dość nowym, choć zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Rzeczywiście nie wystarczy zrobić dobrą imprezę. Trzeba o tym powiedzieć jak najszerszemu odbiorcy. O tym również myślę, mówiąc o społeczeństwie obrazkowym i społeczeństwie sieci. Dziś, jeśli ktoś nie funkcjonuje w internecie, to rzeczywiście trudniej być zauważonym. Wiem, że w tym zakresie mamy jeszcze sporo do zrobienia, ale cieszę się, bo powstała w ostatnim czasie Wojewódzka Rada Kultury, która silnie akcentuje m.in. to wyzwanie.

 

– Jest pewna dwoistość – tradycja ludowa, często ubrana we współczesne brzmienia, i nasz towar eksportowy – muzyka, teatr.

 

– Są gminy, które mają po pięć, siedem zespołów śpiewaczych, również dziecięcych. Mamy niezwykle aktywne koła gospodyń wiejskich, które są kołem napędowym wielu działań. To jest niezwykłe, to trzeba nagłaśniać w mediach, odwiedzać te miejsca, wracać tam, chwalić się tym przed resztą świata. Pamiętajmy również, że możemy chwalić się naszą wielką spuścizną. Na terenie naszego województwa tworzyli Sienkiewicz, Prus, Żeromski, Kraszewski, Wieniawski, Leśmian czy Łopaciński. Z tego regionu wywodzą się też zasłużone rody jak Zamoyscy czy Czartoryscy.

 

– Czy cel kongresu został osiągnięty?

 

– W moim przekonaniu tak. Bo w wielu wypadkach nasi goście po raz pierwszy się spotkali, mieli okazję wymienić poglądy, posłuchać autorytetów. Poza tym nie od dziś wiadomo, że pokazywanie dobrych praktyk motywuje do dalszego działania.

 

– Podczas konferencji prasowej zapowiadającej kongres użył Pan przenośni, aby z sęka zrobić sękacz.

 

– To dotyczy naszego życia i tego, co jest w tej chwili problemem, a za chwilę może okazać się sukcesem. Ludzie często załamują się, kiedy spotykają na swojej drodze jakieś niepowodzenia. Okazuje się, że jeśli nad tym dobrze popracujemy, to niepowodzenie zamienimy w wartość. Sęk jest czymś trudnym, a sękacz jest wyjątkowo smaczny.

 

Zostaw komentarz