fbpx

Integracja: Monika

1 stycznia 2016
Komentarze wyłączone
1 109 Wyświetleń

 

Integracja - Monika 1Kiedy obok łóżeczka czteromiesięcznej Moniki grał zbyt głośno telewizor, czy też, co czasem się zdarza, obok w kuchni spadł z hukiem na podłogę jakiś garnek – ta spała w najlepsze. Ten brak reakcji zaniepokoił jej mamę. Zgłosiła się więc z dzieckiem do lekarza. Ten jednak rzecz całą zbagatelizował i stwierdził, że nic małej nie dolega, a podejrzenia jakiejkolwiek wady słuchu u dziecka są tylko rodzicielskimi „urojeniami”. Mama Moniki pracująca na oddziale noworodków i znająca symptomy pojawienia się u niemowląt wadliwego słuchu – nie dała jednak za wygraną. I wreszcie trafiła z córką do rzetelnej lekarki specjalizującej się w leczeniu słuchu. Po przeprowadzeniu odpowiednich badań potwierdziły się przypuszczenia mamy dziewczynki. Monika Szymanek-Szawracka urodziła się, mając sto dwadzieścia decybeli niedosłuchu, który nieleczony mógł się już tylko pogłębiać. Rodzice zareagowali błyskawicznie. Ośmiomiesięczna Monika dzięki pomocny kurii lubelskiej otrzymała od episkopatu niemieckiego swój pierwszy aparat wzmacniający słuch. Należało go sprowadzić, ponieważ w Polsce nikt tej metody właściwie nie stosował, ale za granicą była to już norma. Takie wzmocnienie słuchu u niemowlaka okazało się najlepszym posunięciem, dzięki któremu dalsza rehabilitacja, zwłaszcza w używaniu narządów mowy, dała znakomite wyniki. – Do drugiego roku życia – podkreśla Monika – u dziecka szalenie intensywnie rozwijają się zmysły. Wspomaganie wadliwego słuchu w tym okresie niebywale ułatwia mu poznawanie i zapamiętywanie różnych dźwięków. Dzięki temu o wiele łatwiej uczy się komunikowania mową mimo niedosłuchu. Wiele osób, które dostały aparaty słuchowe zbyt późno, ma niestety z tym problem. Nie tylko we wzajemnym porozumiewaniu się, ale i w rozmowach przez telefon. Mnie to dziś, oczywiście po wieloletnich ćwiczeniach, nie sprawia żadnego kłopotu. 

Nosząc stale coraz to lepsze aparaty słuchowe, zawsze przebywała w gronie osób niemających niedosłuchu. W przedszkolu, w szkole podstawowej i w III Liceum im. Unii Lubelskiej pozwalało to pokonać jej bariery w codziennym komunikowaniu się. Dzięki mamie przez kilka lat uczyła się także gry na pianinie, co poszerzyło w niej wrażliwość na szeroką gamę dźwięków. Ukończyła dwa fakultety na KUL w Lublinie – prawo i pedagogikę ze specjalnością pedagogika specjalna z logopedią. Obecnie robi doktorat z zakresu pedagogiki oraz pisze pracę na temat funkcjonowania rodzinnego, społecznego i zawodowego osób z uszkodzeniami słuchu. Z powodu niedosłuchu zdarzały się jej czasem przykre sytuacje, zwłaszcza w urzędach, ale o nich woli nie pamiętać. Mówi tak płynnie i wyraźnie, że dopóki nie dostrzeże się u niej aparatu słuchowego, trudno uwierzyć w jej niedosłuch.

– To, kim dzisiaj jestem – przyznaje – zawdzięczam moim rodzicom, którzy od wczesnych lat mego życia zrobili wiele, żeby moja niesprawność była jak najmniejsza. Nie trzymali mnie w domu, co często się zdarza innym dzieciom, które mają wadę słuchu. Dzięki nim wiem, że można wiele przezwyciężyć, nie tylko w życiu, ale i w sporcie, który tak bardzo kocham.

Monika gra w siatkówkę, pływa i uprawia snowboard. Ale jej największą pasją jest jazda figurowa na lodzie, którą trenuje od drugiej klasy gimnazjum. Na początku był problem z doborem muzyki. Też nie zawsze wiedziała, kiedy trzeba zacząć, a kiedy skończyć program. Kiedy zmieniła podkłady muzyczne na utwory z bardziej wyraźnymi akcentami rytmu oraz dźwięków, zaczęły się sukcesy. Największy osiągnęła w tym roku, gdy w Warszawie wśród amatorów tańcząc na lodzie do fragmentu muzyki z „Władcy Pierścieni”, zdobyła pierwsze miejsce. Ma także uprawnienia trenerskie i sama już uczy dzieci.

W jeździe figurowej liczy się jednak nie tylko umiejętność techniczna, ale i piękno zawodniczki. A to jest niewątpliwie atutem Moniki. W 2009 roku w wyborach Miss Polski kobiet z wadą słuchu uzyskała tytuł drugiej wicemiss. Dzięki temu reprezentowała Polskę w konkursie Miss Świata w Gruzji. A zaproszona do USA na Florydę wzięła udział w wyborach Miss Deaf International i otrzymała tytuł najładniej prezentującej się w kostiumie bikini oraz w chodzeniu (Miss Swim Walk). Ostatnio do swoich sukcesów dołożyła ten najważniejszy – założenie własnej rodziny. I od tej pory na pytanie, co wygrała w życiu, odpowiada z uśmiechem: – Wszystko. Mam męża, słyszące dziecko i pasję sportową.

Tekst: Maciej Skarga

Foto: Marek Podsiadło

Komenatrze zostały zablokowane