fbpx

Integracja: Wojciech

25 kwietnia 2016
Komentarze wyłączone
947 Wyświetleń

Intgeracja Wojciech MAZUR (2)W pokoju siedemnastoletniego Wojciecha Mazura, oprócz typowego biurka ze sprzętem komputerowym, stoją dwa wózki do poruszania się osób z niepełnosprawnością kończyn dolnych. Jeden służy do przemieszczania się po mieszkaniu, a drugi, tzw. aktywno-sportowy, wykorzystywany jest w wyjazdach do szkoły, do poruszania się w trakcie zajęć rehabilitacyjnych i w sportowych wyścigach. Na podłodze leżą ciężarki do ćwiczeń. W górnej framudze drzwi wejściowych wkręcone dwa zaczepy, a na nich drążek służący do podciągania się i wzmacniania mięśni tułowia oraz rąk. Oto miejsce, w którym Wojciech, mając od urodzenia przerwany rdzeń kręgowy i niedowład nóg, uczy się, podnosi sprawność swego ciała i realizuje pasję, którą jest nagrywanie i montowanie filmów oraz grafika komputerowa. Miejsce ułatwiające mu realizowanie swojego celu w życiu, ale niestanowiące wyłącznego jego świata. Ten bowiem istnieje dla niego, przede wszystkim, na zewnątrz, wśród kolegów, przyjaciół, w trakcie wyjazdów krajoznawczych z rodzicami i w czasie zawodów sportowych.

W przedszkolu bawił się jak pozostałe dzieci. Umiejętnie schodził z wózka, siadał na podłodze i razem z nimi układał klocki. Zdarzało się, że przemieszczając się na czworakach, miał kolana zdarte o dywan. Ale nie narzekał i dawał sobie radę. W szkole podstawowej nie uczestniczył w lekcjach wychowania fizycznego, ponieważ winda nie docierała na poziom, na którym znajdowała się sala gimnastyczna. Obecnie, będąc uczniem pierwszej klasy lubelskiego XXIII LO w Lublinie, ma już możliwość udziału w ogólnoszkolnych zajęciach sportowych. A główną dyscypliną, której już od szóstego roku życia poświęca każdą chwilę wolnego czasu, jest ściganie się na wózkach.

Fajnie jest tak rywalizować z innymi – stwierdza z dumą. – Wtedy zapominam o niepełnosprawności. Lubię jeździć szybko i mam dużą przyjemność, gdy mogę innym, zwłaszcza osobom chodzącym, pochwalić się swoimi sukcesami. Nie siedzę w domu, tylko podobnie do nich uprawiam sport i spełniam swoje marzenia.

Pierwszy puchar Wojciech zdobył w 2004 roku jako najmłodszy zawodnik Grand Prix Lubelszczyzny – wyścigi na wózkach inwalidzkich. Czternastokilometrową trasę w jednym z wyścigów, z Janowa Lubelskiego na Porytowe Wzgórze, pokonał w czasie jednej godziny, siedmiu minut i dwunastu sekund. Dzieci startowały przed dorosłymi, ale małego Wojciecha niewielu z nich dogoniło. W takich zawodach uczestniczył wielokrotnie. Zawsze przywoził z nich medale i puchary. W 2009 roku, w kolejnym cyklu Grand Prix Lubelszczyzny, jako jedyne dziecko wśród dorosłych, uplasował się na 11 miejscu w kategorii paraplegia (porażenie dwukończynowe – najczęściej dotyczy kończyn dolnych) mężczyzn. Każdego roku startuje w „Biegu Orląt” organizowanym przez Dęblińskie Integracyjne Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych. Obecnie uzyskał już miano jednego z najlepszych „wózkersów” w Lublinie wśród amatorów. Jego kolejnym celem są starty wśród zawodowców. I pewnie niebawem tak się stanie.

Trenuje nie tylko na wózku, ale i dla osiągnięcia większej sprawności ma za sobą już pierwsze treningi w Białce Tatrzańskiej w zimowej dyscyplinie: mono-ski. Przypięty taśmami do kosza siedziska osadzonego na jednej narcie pokonywał strome zbocze, wyznaczając tor jazdy za pomocą kulonart trzymanych w rękach. Próbował także swych sił w łucznictwie osób niepełnosprawnych, startując w 2013 r. w Mistrzostwach Polski.

Jego rodzice: mama Marlena i tata Zbigniew, którym zawdzięcza ten aktywny tryb życia, podkreślają, że: – To, co osiągnął, wynika wyłącznie z jego chęci. My tylko staraliśmy się go ukierunkować. Jesteśmy przeciwnikami trzymania w domu osób niepełnosprawnych. One powinny się pokazywać i dawać przykład, jak ciekawie można jednak z tym żyć.

Wojciech tańczy na wózku, trzymając partnerkę za ręce. Z upodobaniem czyta książki. Fotografuje przyrodę. Próbuje prowadzić samochód, w którym wszystko jest sterowane rękami. Posiada Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych (ang. ECDL), który może mu pomóc w zdobyciu konkretnego zawodu. – Najważniejsze jest wykonać ten pierwszy krok – stwierdza. – Nie bać się. Dla mnie nie ma problemu, że moje nogi nie są sprawne. Coraz częściej nawet w ogóle przestaję myśleć, że jestem niepełnosprawny i jakiś inny. Wózek służy mi tylko do poruszania się. Tak jak innym nogi. I to wszystko.

Tekst: Maciej Skarga

Foto: Zbigniew Mazur

Komenatrze zostały zablokowane