fbpx

Najpiękniejsza fabryka na ziemi

26 marca 2015
Komentarze wyłączone
939 Wyświetleń

C-10-481-0010Z Marianem Rybakiem, Prezesem Zarządu Grupy Azoty Puławy i Wiceprezesem Zarządu Grupy Azoty, domatorem i pasjonatem uprawiania ogrodu, który całe swoje życie związał z ziemią puławską, rozmawia Marta Mazurek. Foto Sławomir Kłak, Daniel Mróz

Pochodzi Pan z Żerdzi pod Puławami, ale całe Pana dorosłe życie związane jest z samymi Puławami. Jakie było pierwsze wrażenie bardzo młodego, wówczas dwudziestoletniego chłopaka? Na Pana oczach powstawało nowe miasto, działa się historia…

‒ Puławy pamiętam od początku lat sześćdziesiątych, kiedy przeistaczały się za przyczyną budowy Zakładów Azotowych w nowoczesne miasto. Fabryka była kołem zamachowym zmian zachodzących w mieście, które z dnia na dzień nabierało przemysłowego charakteru.

Niewiele polskich miast miało taką dynamikę rozwoju. Ale rozwój to przede wszystkim ludzie i ich potencjał. Dla osób spoza Puław miasto zawsze kojarzyło się z zupełnie innymi możliwościami niż w innych ośrodkach miejskich na Lubelszczyźnie, a nawet w Polsce. Szkoły na wysokim poziomie, basen, korty, marina, zaopatrzenie, spory odsetek samochodów osobowych, dobre towarzystwo. Miasto zdecydowanie różniące się od innych na Lubelszczyźnie.

‒ Ludzie i rozwój tak. Miasto rozwijało się w oczach, służyło mieszkańcom i pracownikom Zakładów Azotowych. Sam jednak nie bardzo miałem wtedy czas na korzystanie z licznych dostępnych rozrywek w Puławach. Moje ówczesne życie zdominowały praca i studia, które właśnie wtedy podjąłem. Trzeba było też zajmować się rodziną. Na świecie pojawiły się już wówczas dzieci. Dziś z perspektywy lat wiem, że całe życie jestem związany z Puławami jako miastem i fabryką. Choć dziś mieszkam w małej miejscowości pod Puławami, to jednak czuję się nieprzerwanie członkiem tej lokalnej społeczności.

Jednak zanim zaczęło się dorosłe życie i zanim się Pan ożenił, i zanim pojawiły się na świecie dzieci, był dom rodzinny i zakorzeniony od pokoleń model rodziny…

‒ Rzeczywiście. Pochodzę z wielodzietnej rolniczej rodziny. Mam cztery starsze siostry i młodszego brata. Mama zawsze zajmowała się tylko domem i nami. Nigdy nie zapomnę tamtych czasów, smaków i zapachów dzieciństwa na wsi. Jednak dość szybko wyszedłem z domu. Po szkole podstawowej zdecydowałem się na naukę w technikum mechanicznym w Świdniku i specjalizację związaną z

budową osprzętu samolotów. Niemniej jednak z różnych względów nie zdecydowałem się na dalszy rozwój w branży lotniczej.Po liceum ze względów finansowych musiałem rozpocząć pracę w puławskim Mostostalu. Już po pierwszych trzech latach zdecydowałem się jednak godzić pracę z nauką w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Lublinie, wybierając specjalizację narzędzi i technologii budowy maszyn. Nauka zawsze przychodziła mi z łatwością, więc nie miałem żadnych problemów z godzeniem jej z pracą.

Ma Pan za sobą ciekawą ścieżkę zawodową. Był Pan związany z kilkoma instytucjami i niemal w każdej zaczynał Pan od szeregowego pracownika. To może nauczyć pokory, myślenia firmą, ale też szacunku dla zawodu i pracujących tam ludzi.

‒ Jestem od tylu lat związany z firmą, którą obecnie kieruję, że niewiele chyba może mnie w tej pracy zaskoczyć. Moja kariera zawodowa rozwija się harmonijnie, bez jakichś trudnych przeskoków. Przechodziłem niemal wszystkie kolejne etapy kariery zawodowej. W Azotach zaczynałem od pracy projektanta w biurze projektów, by po kilku latach zostać kierownikiem wielu zagranicznych projektów inwestycyjnych. Nawet w zarządzie zaczynałem od stanowiska członka poprzez wiceprezesa, teraz prezesa, a dodatkowo wiceprezesa Grupy Azoty. Te kolejne szczeble kariery pozwoliły mi zapoznać się z firmą w wielu aspektach jej funkcjonowania. Z doświadczenia znam potrzeby pracownika w branży chemicznej, począwszy od pracy ślusarza, którą również wykonywałem. To dziś jest też pomocne w prowadzeniu dialogu społecznego i komunikacji interpersonalnej z zespołem ludzi, którym kieruję.

C-14-963-0066  foto.S-awomir K-a kW latach 1989–1991 był Pan na kontraktach w Iraku i Bangladeszu. Czym zaznaczył się w pańskim życiorysie ten okres pańskiej działalności?

‒ To był dla mnie czas zdobywania nowych doświadczeń zawodowych, poznawania nowych ludzi i kultur. Pamiętam ten okres jako ciągłą konfrontację wiedzy i doświadczeń zdobytych w Polsce z wiedzą i doświadczeniami pracowników z innych części świata. Zdecydowanie było to dla mnie zawodowe i intelektualne wyzwanie. Poza tym egzotyka, do której w tamtym czasie był ograniczony dostęp. Więc z tamtych wyjazdów zostały doświadczenia i dużo dobrych wrażeń.

Grupa Azoty to obecnie jeden z największych koncernów chemicznych w Europie, w której działają zakłady z Polic, Tarnowa, Kędzierzyna-Koźla i Puław. Jak udało się zrzeszyć tak duże zakłady we wspólnej grupie? Dlaczego postanowiliście doprowadzić do takiego scalenia? Czy nie lepiej byłoby, gdyby puławskie Azoty grały tylko do własnej bramki?

‒ To nie do końca jest tak. Konsolidacja polskiej chemii to proces, który trwał wiele lat. To konieczna droga, którą musieliśmy obrać w czasach postępującej globalizacji i łączenia się podmiotów przemysłowych w potężne organizacje. Dzięki tym decyzjom możemy czuć się zdecydowanie silniejsi w Grupie Azoty i nie mam tu tylko na myśli naszej puławskiej spółki, ale wszystkie polskie firmy chemiczne. Grupa Azoty zrzesza obecnie 57 podmiotów i zatrudnia blisko 14 tys. pracowników. Przychody osiągają pułap 10 mld zł – dzięki temu jesteśmy zauważaną na arenie międzynarodowej grupą chemiczną, a w naszym kraju jednym z championów.

Rozsądek szefów zarządów, sztuka negocjacji i kwestie mentalne w zakresie konsolidacji i w czasie jednoczenia w jedną grupę… Jakie temu towarzyszą emocje, ile to trwa, czym jest to poprzedzone? Każdy przecież zamierza ugrać jak najwięcej na rzecz własnego przedsiębiorstwa.

‒ Każda zmiana niesie ze sobą pewne ryzyko. Naturalna jest również pewna niechęć ludzi do zmian. Z perspektywy czasu mogę jednak już podsumować ten proces. W Grupie Azoty jako Puławy udowodniliśmy, że nasze kompetencje technologiczne, inwestycyjne, handlowe mogą być wzorem dla innych podmiotów. Wiele naszych rozwiązań znajduje teraz miejsce w pozostałych firmach krajowych (jak choćby przeprowadzone modernizacje instalacji amoniakalnych), wielu naszych managerów zarządza teraz procesami w całej Grupie. To pokazuje, że puławska spółka jest kołem napędowym polskiej chemii i czujemy się z tego dumni.

Na czym opierała się produkcja w Puławach przez kilkadziesiąt lat? Co było dominantą i na czym głównie opiera się w tej chwili?

C-14-866-0267‒ Puławskie Azoty były bardzo przemyślanym zakładem chemicznym. Z szacunkiem wspominam inżynierów, którzy kreowali kształt tej fabryki. Oprócz potężnych zdolności produkcyjnych nawozów azotowych, jak mocznik i saletra amonowa, już w latach siedemdziesiątych postawiono na dywersyfikację produkcyjną. W ten sposób powstały bardzo nowoczesne na tamte czasy instalacje do produkcji kaprolaktamu, używanego do produkcji włókien konstrukcyjnych, oraz melaminy, znajdującej zastosowanie w przemyśle meblarskim. Kolejne zmiany wiązały się z unowocześnianiem tych instalacji oraz zwiększaniem zdolności produkcyjnych.

Moje zaś czasy w zarządzie spółki to praca nad poprawą wydajności instalacji oraz rozwój nowych produktów nawozowych. Już w tym roku oddamy do użytku nowy kompleks nawozowy, który będzie zaspokajał potrzeby zmodernizowanego polskiego rolnictwa. To temat na oddzielną rozmowę, ale imponuje mi transformacja polskiego rolnictwa z rozdrobnionych gospodarstw socjalnych w kierunku przedsiębiorstw rolnych. Dziś rolnik to biznesmen, który musi znać się na biologii, fizyce, chemii, a do tego mieć zmysł przedsiębiorczości.

Nowe technologie i współpraca z ośrodkami naukowymi z jednej strony i z drugiej strony – inwestycja w młode kadry. Wydaje się, że bez tego typu współpracy zakłady nie miałyby takich osiągnięć…

‒ Istotnie, kadry i myśl techniczna to cechy, które wyróżniają puławskie Azoty. W Puławach bazują bardzo ważne dla polskiej myśli agrarnej instytuty badawcze, jak Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa oraz Instytut Nowych Syntez Chemicznych (dawniej Instytut Nawozów Sztucznych). Od lat ściśle ze sobą współpracujemy. Kilka lat temu zainicjowaliśmy również powstanie rolniczego think tanku pod nazwą Centrum Kompetencji PUŁAWY, które skupia w sobie trzy różne punkty widzenia: wrażliwość i doświadczenie przedsiębiorców rolnych, know-how producentów środków produkcji oraz wiedzę i wizję instytucji naukowych zajmujących się tematyką AGRO. Misją Centrum jest promowanie modelu nowoczesnego przedsiębiorcy rolnego oraz dostarczanie wymiernych korzyści wszystkim uczestnikom rynku rolnego. To nowoczesny ośrodek współpracy, a przede wszystkim wymiany informacji i doświadczeń rolników, doradców, naukowców oraz szeroko rozumianego biznesu. Z kolei na poziomie kadr ważna jest nasza ścisła współpraca z puławskim technikum chemicznym. U swoich początków była to szkoła przyzakładowa i kilka lat temu zdecydowaliśmy się wrócić do tych dobrych praktyk. Najlepszym uczniom fundujemy stypendia, wyposażamy pracownie w szkole, szkolimy nauczycieli, oferujemy praktyki, a najlepszym absolwentom gwarantujemy miejsca pracy. Ostatnio nawiązaliśmy też współpracę z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej i w puławskim oddziale rozpoczęliśmy wyższą edukację młodzieży o profilu chemicznym.

Co wyróżnia puławskie zakłady na tle innych tego typu polskich przedsięwzięć – innowacje, kadry, efektywne działania marketingowe?

‒ Na każdym z tych pól mógłbym wykazać, że nasze zakłady są liderem, ale w biznesie najważniejszy jest finalny efekt w postaci wyników finansowych i tu mamy szczególnie czym się poszczycić. Przez ostatnie piętnaście lat co roku wykazujemy dodatni wynik netto, a od wejścia na giełdę w 2005 roku co roku płacimy dywidendę naszym akcjonariuszom. Kilka dni temu zamknęliśmy trudny rynkowo rok 2014, w którym i tak na czysto udało nam się zarobić 225 mln zł.

Rozwój Zakładów Azotowych w Puławach to nieustanna praca w procesie i to od półwiecza. Jakie są dalsze planowane inwestycje i kierunki rozwoju Grupy Azoty, te krótkofalowe i te bardziej przyszłościowe?

‒ W najbliższych latach najważniejsza będzie dla nas budowa nowej elektrociepłowni. To potężne zadanie inwestycyjne i kolejny etap rozwoju puławskiej spółki. Prócz tego będziemy zmieniać formułę produkcji nawozów saletrzanych, tak aby produkcja była tańsza, a produkt był dostosowywany do konkretnych upraw. Mamy jeszcze kilka śmiałych pomysłów na rozwój, ale tu czekamy na odpowiednie zgody korporacyjne.

Historię miejsc tworzą ludzie. Kim są dla Pana ci najważniejsi w Puławach ludzie?

C-13-817-0081‒ Moja kariera szczęśliwie rozwinęła się tak, że czuję satysfakcję z własnej pracy, z tworzonych relacji zawodowych, współdziałania z innymi ludźmi, którym przecież wiele zawdzięczam. Do ludzi, z którymi szczególnie się związałem tutaj, w Puławach, należą niewątpliwie Włodzimierz Karpiński, który pracował wcześniej w naszej firmie, a teraz współpracuję z nim jako z ministrem skarbu państwa. Jego kariera zawodowa i ta polityczna pokazuje, jakie możliwości daje to miasto i ta firma. Drugą osobą, którą muszę wymienić, jest Paweł Jarczewski, były prezes puławskich Azotów, z którym dziś mam przyjemność dalej współpracować w zarządzie Grupy Azoty. Choć sam pochodzi z Kalisza, to zakochał się w tym miejscu za przyczyną swojej małżonki i mieszka tu na stałe.

A pańscy najbliżsi? Żona nie ma poczucia, że związała się nie tylko z Marianem Rybakiem?

‒ Przy wsparciu małżonki podołaliśmy wyzwaniom.Mamy dwoje dzieci. Są już samodzielne i mają własne rodziny. Jestem szczęśliwym dziadkiem czworga wnucząt. Bardzo sobie cenię spotkania w gronie rodziny przy różnych okazjach. Teraz w święta wielkanocne będzie właśnie taki rodzinny czas.

Święta są tylko dwa razy w roku. Co prezes jednej z najważniejszych i największych spółek w Polsce robi w wolnym czasie, o ile znajduje trochę wolnego dla siebie?

‒ Prawdę mówiąc, najbardziej interesuję się tym, co wiąże się na co dzień z moją pracą. Trudno na pewnym poziomie obowiązków managerskich dzielić czas pomiędzy pracę, rodzinę i pasje. Ale świat biznesu i nowoczesnej chemii jest naprawdę ciekawy. Na każde hobby trzeba mieć czas. Hobby to także emocje. Dziś wolę je dzielić pomiędzy pracę i rodzinę. Wolny czas ostatnimi latami to naprawdę deficytowy dla mnie towar. Natomiast gdy już mamy z żoną dla siebie wolną chwilę, to przeznaczamy ją na dość czynny odpoczynek. Luksusem jest możliwość wyjazdu nad jeziora augustowskie. Na co dzień lubimy natomiast spędzać czas w naszym domu z ogrodem. A jak wiedzą wszyscy posiadacze przydomowej zieleni czy jakiejś działki, jest to odpoczynek połączony jednak z pracą. O ogród trzeba dbać. Ale to też potrafi relaksować. Lubię też rowerowe wycieczki w wiejskiej scenerii.

Często patrzy Pan przez okno firmy na krajobraz, jaki tworzą zakłady w Puławach? No i spełnienie. Jak często towarzyszy Panu takie uczucie?

C-13-821-0032‒ Często. Bez przesady mogę powiedzieć, że jestem stale zakochany w tym miejscu i w tej fabryce, a puławskie Azoty uważam za najpiękniejszą fabrykę chemiczną w polskim przemyśle.

Dziękuję za rozmowę.

Komenatrze zostały zablokowane