fbpx

Piękno konia

5 maja 2014
Komentarze wyłączone
807 Wyświetleń

IMG_2687Sto osiemdziesiąt koni sportowych. Osiemdziesięciu zawodników z ośmiu krajów. Wśród nich największa grupa Polaków z Mistrzem i Wicemistrzem Polski: Markiem Lewickim z KJ Czahary Pogorzelica i Jarosławem Skrzyczyńskim z KJ Agro-Handel Śrem na czele. Oto bohaterowie jednej z trzech eliminacji tegorocznego turnieju Cavaliada Tour, którą już po raz drugi Międzynarodowe Targi w Poznaniu zorganizowały w Lublinie. Przez cztery dni w 11 konkursach na parkourze w hali Targów Lublin uzyskiwali pucharowe punkty, zajmowali miejsca zaliczane do rankingu Longines Światowej Federacji Jeździeckiej i otrzymywali nagrody pieniężne, których pula w Lublinie wynosiła 300 tysięcy złotych. A kilkanaście tysięcy widzów zachwycało się pięknem koni i podziwiało mistrzostwo w ich prowadzeniu przy skokach przez przeszkody oraz w powożeniu dwukonnymi zaprzęgami bryczek. Po każdym przejeździe nie szczędzono gorących braw. Zwycięzców fetowano na stojąco. Szczególnym zainteresowaniem zaś cieszyły się konkursy, które zazwyczaj na każdej Cavaliadzie budzą najwięcej emocji.

     Pierwszy z nich to Potęga Skoku, w której liczy się bezbłędne pokonanie jak najwyżej ustawionego muru. Wygrał go Hubert Kierznowski, pokonując na koniu Denver Z mur wysokości dwa metry i zyskując nagrodę Prezesa Zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich. Natomiast drugi, zamykający lubelskie zawody, to Grand Prix Lublina pod patronatem Marszałka Województwa Lubelskiego i z nagrodą Prezesa Zarządu PKO Banku Polskiego. W tym przypadku najpierw odbyły się kwalifikacje. Potem trzydziestu trzech jeźdźców, pokonując w jak najszybszym czasie parkour z wieloma przeszkodami o wysokości 145cm, stoczyło pasjonującą walkę o pierwsze miejsce. W rezultacie, po kilku dodatkowych rundach, najlepszy wynik bezbłędnego przejazdu w czasie trzydziestu czterech sekund osiągnął Jarosław Skrzyczyński na koniu Crazy Quick. Drugie miejsce zajął Czech Ales Opatrny na koniu Zandiro, a trzecie Andrzej Głoskowski na koniu Cros.

     Jak zwykle niebywałym zainteresowaniem cieszyły się także dwa eliminacyjne przejazdy zaliczane do Halowego Pucharu Polski o nagrodę Volkswagen Grup Polska w Powożeniu Zaprzęgami. Pokonywanie toru z ustawionymi bramkami i raptowne zwroty bryczek odciążanych na tylnym koźle przez luzaków wprawiały widownię w podziw. I dało się słyszeć głosy, że samochodem nie byłoby łatwo, a co dopiero prowadząc w pełnym galopie parę silnych koni. Nie mniejsze emocje towarzyszyły też konkursowi Cavaliada Future, w którym niewysokie przeszkody pokonywały dzieci na kucach. Jeden z nich wygrała kilkunastoletnia Marie Janekovic ze Stadniny Poland Park. – Jeżdżę już pięć lat – powiada. – W Lublinie jestem po raz pierwszy i podoba mi się tu. Są fajne parkoury i publiczność. A jakie mam marzenie? Wygrać na Igrzyskach Olimpijskich konkurs skoków przez przeszkody.

IMG_2890Podobne marzenia zaświtały zapewne u dzieciaków, które, co prawda, jeszcze nie jeżdżą, ale wraz z rodzicami obejrzały te zawody. Mogły bowiem przejść do drugiej hali targowej i samemu przejechać się na kucu po niedużej ujeżdżalni. Asystowali im uczniowie z licealnej klasy jeździeckiej Zespołu Szkół Rolniczych w Pszczelej Woli. Miały także okazję obejrzeć pokaz trenowania konia prezentowany przez Jerzego Sawkę, nauczyciela i trenera z tejże szkoły. Koń tylko z kantarem, a wykonywał wszystko, o co swoim gestem czy też głosem prosił jeździec. Oni ze sobą po prostu rozmawiali.

– Przyuczając konie do pracy z siodłem, stosujemy metodę naturalną – mówi Wojciech Jachymek, także trener jeździectwa tej szkoły. – Uczymy je, jak mają spokojnie nosić siodło, a w nim jeźdźca, i dokładnie wykonywać zadania, które ten im poleci. Najczęściej trenuje się konie w sposób naturalny dla ludzi, ale nie dla koni. Czyli masz wykonać zadanie i tyle. My natomiast staramy się komunikować z nimi ich językiem, do którego, przede wszystkim, należą gesty , np. położone uszy, pochylony łeb, podniesiona noga, odpowiednia pozycja ciała, itp. Jeździec nie musi się koncentrować na tym, jak zmusić konia do wykonania zadania, tylko jak go zachęcić. Cierpliwie, łagodnie, ale przy tym stanowczo.

Rzeczywiście, efekt takiego porozumienia jest niebywały, co na dużym parkourze zobaczyliśmy w trakcie pokazu pary Pawła Jachymka, absolwenta tej szkoły, i jego konia Wicher. Koń bez wędzidła pokonywał przeszkody o wysokości 1,5 m. Skakał przez ogień, przez ścianę z kartonów, jechał na lawecie samochodowej i nawet, leżąc, dał się zamknąć w skrzyni, czego większość koni na pewno by nie zrobiła. Między koniem i jeźdźcem widać było panujące pełne zaufanie do tego, co robią. Potwierdził to także pokaz woltyżerki na galopującym bądź stępującym koniu w wykonaniu uczniowskiego Klubu Sportowego „Volteo” ze Szkoły Woltyżerki i Rekreacji Konnej w Starej Miłosnej.

IMG_2461Na lubelskiej Cavaliadzie działo się niemało. Organizatorzy nie zapomnieli nawet o Dniu Kobiet i specjalnie dla pań sprowadzili z pokazem paryską męską grupę Horseman Team, której na wpół roznegliżowani tancerze z krawatami na nagich torsach, podskakując na bosaka w rytm muzyki, pokonywali parkourowe przeszkody. Solo, bez udziału koni.

Zdarzyło się jednak i potknięcie. Już po raz drugi pominięto w Lublinie wydzielenie na widowni specjalnego sektora z podjazdem dla niepełnosprawnych na wózkach. Warto ten problem rozwiązać, zwłaszcza że święto jeździectwa na stałe wpisuje się w kalendarz Lublina.

Cavaliadę od początku uruchomiliśmy, aby nawiązać to tradycji konia głęboko wpisanej w historię nie tylko Polski, ale i naszych sąsiadów – stwierdza Andrzej Byrt, Prezes Zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich. – W ubiegłym roku lubelska publiczność wyróżniała się niezwykle serdecznym, ciepłym, a przy tym i żywiołowym reagowaniem na przeprowadzane konkursy. W tym roku było podobnie. I chociaż chcemy do Cavaliady włączyć jeszcze czwarte miasto, to na pewno, poza Poznaniem i Warszawą, w Lublinie ona pozostanie.

 

Tekst Maciej Skarga

Foto Krzysztof Stanek

 

Komenatrze zostały zablokowane