fbpx

Pink Freud w Lublinie

20 lipca 2015
Komentarze wyłączone
902 Wyświetleń

BJak się okazuje z koncertami w Lublinie bywa różnie. Niewielką widownię gromadzi czerwcowy koncert zagranicznych gwiazd tj. Biohazard i Boba Geldofa. Niedawno z powodu małego zainteresowania biletami została odwołana,  przeznaczona dla szerokiej publiczności, Letnia Scena Eski, na której wystąpić miały gwiazdy radia i telewizji Margaret, Wet Fingers i Mrozu. Na mogącą pomieścić 15 tysięcy widzów lubelską Arenę, sprzedano jedynie 200 biletów. Tymczasem na koncert Pink Freud – gdańskiej kapeli, która w określonych kręgach jest wprawdzie uznaną marką, jednak której próżno szukać w najpopularniejszych kanałach telewizji czy radia – przychodzi znacznie więcej osób. Wirydarz w Centrum Kultury, który swoją drogą okazał się być bardzo wdzięcznym i klimatycznym otoczeniem, tego wieczoru ledwo pomieścił przybyłą na koncert publiczność. W piątkowy wieczór usłyszeliśmy przede wszystkim utwory z ostatniego albumu – „Horse & Power” z 2012 roku, jednak znalazło się również miejsce zarówno dla kilku szlagierów sprzed lat, jak też czegoś specjalnego dla lubelskiej publiczności. Zespół zagrał bowiem niepublikowany jeszcze numer, po zakończeniu którego Wojtek Mazolewski zdradził jego tytuł i romantyczną historię powstania kompozycji. Utwór nosi nazwę “Lublinianki” i jest owocem spotkania muzyków z grupką naszych krajanek na dworcu w Gdańsku. Widocznie wzruszony wspomnieniem lider Pink Freud zapowiedział, że utwór z pewnością znajdzie się na jednej z przyszłych płyt. Nie wiemy, czy tytułowe “Lublinianki” były tego dnia w Centrum Kultury. Jeśli nie, to straciły naprawdę dobry koncert. Wieczór z Pink Freud należał do wyjątkowo udanych, zgromadzona publiczność otrzymała porcję dobrej muzyki granej na żywo i ogromnej dawki energii płynącej ze sceny. Wracając do tematów stricte muzycznych – z czego bierze się fenomen Pink Freud? Kapela przedefiniowała jazzową kompozycję dla pożytku publiczności nowoczesnej i wymagającej. Muzyka Pink Freud wychodzi daleko poza kanony tradycyjnej jazzowej improwizacji i ociera się o różne style, od punkrocka i rocka, poprzez drum’n’bass, jungle i dub, aż po eksperymentalną muzykę elektroniczną. Dzięki temu dociera ona zarówno do fanów klasycznego jazzu, jak też do tych, którzy na co dzień słuchają nieco innej muzyki. Widać było to wyraźnie w czasie piątkowego koncertu, choćby biorąc pod uwagę przekrój wiekowy licznie przybyłych na koncert ludzi.

Lublinianom i “Lubliniankom” gratulujemy muzycznego gustu, muzykom i organizatorom dziękujemy za świetny koncert świetnego koncertu, a sobie życzymy jeszcze więcej tak dobrej muzyki w Lublinie. (abc, wg)

foto Witek Grzeniowicz

Komenatrze zostały zablokowane