fbpx

Słowa miasta

4 listopada 2015
Komentarze wyłączone
812 Wyświetleń

elena 1Elena Azzedin, rodowita Hiszpanka, ma 39 lat i pochodzi z Madrytu. Jest artystką, kuratorem oraz managerem kultury. Ukończyła wydział sztuk pięknych na Art Univeristy of Bilbao. Zawodowo jest związana m.in. z designem. Szczególnie interesuje ją społeczne oddziaływanie edukacji, co często pokazuje w działaniach wpisanych w kontekst przestrzeni miejskiej. Jest założycielką Festival Mucho Mas Mayo w Cartagenie. Do Lublina przyjechała we wrześniu 2015 roku. Projekt „Słowa miasta” został zrealizowany w ramach programu rezydencji artystycznych Laboratorium Sztuki Społecznej organizowanego przez Warsztaty Kultury w Lublinie, którego kuratorką jest Agata Will.

Artystka wraz z mieszkańcami ulicy Lubartowskiej użyła techniki tkactwa do „pisania” włóczką na płocie należącym do znajdującego się tu szpitala. Jej zdaniem ogrodzenia są niepotrzebną kombinacją prywatnej własności i ludzkiej nieufności. Używając techniki tkactwa, Elena Azzedin chciała przypomnieć pracę kobiet w czasach antycznych i powrócić do misternego i powolnego procesu tkania, co jest rzadkością w czasach nieustannego pośpiechu. Po zwiedzeniu Lublina zapragnęła stworzyć rodzaj własnego graffiti, zakłócając tym samym codzienny rytm wybranej losowo ulicy. Tworzyła dwa tygodnie, w ciągu których poznała mieszkających tam ludzi i opowiadane przez nich historie. ‒ Każdy szew pracy, która powstała na płocie, zawiera historie, z których można dużo się nauczyć. Słowa, które „napisaliśmy” na ogrodzeniu, pojawiły się podczas rozmów. Poza tytułem „słowa miasta” pojawiło się „dum spiro, spero” po łacinie, które znaczy „dopóki oddychamy, jest nadzieja”. To popularny wzór więziennego tatuażu. Pozostałe słowa to imiona albo inicjały. Np. „Patryk” to imię zmarłego w wieku 17 lat syna bezdomnego. Z kolei inicjały zostały „wyszyte” przez nastolatków, których najważniejszym wydarzeniem w ich życiu była młodzieńcza miłość. Będąc z nimi, myślałam o uznaniu, którego potrzebujemy, o anonimowym obywatelu, którego nazwiska nie będą posiadały ulice.

Elena Azzedin uważa, że czas, który spędziła przy ul. Lubartowskiej w Lublinie, wiele ją nauczył, ale też sprowokował pytanie o to, jaka jest rola artysty.

Tekst Marta Mazurek

Foto Marek Podsiadło

Komenatrze zostały zablokowane