fbpx

W Kozłówce świątecznie

16 grudnia 2014
Komentarze wyłączone
986 Wyświetleń

IMG_9723Turyści odwiedzający Kozłówkę niejednokrotnie pytają o codzienne życie w pałacu Zamoyskich sprzed lat. Służymy takim informacjami dzięki zachowanym archiwaliom, m.in. listom i pamiętnikom. Kompendium wiedzy jest wydana przez Muzeum Zamoyskich w Kozłówce w roku 1998 publikacja „Kozłówka w moich wspomnieniach”. Jej autorem jest Antoni Belina-Brzozowski, brat ostatniej właścicielki Kozłówki, Jadwigi z Brzozowskich Zamoyskiej. Z okazji zbliżających się świąt sięgnijmy po ich opis sprzed blisko 100 lat.

„Te niezapomniane Boże Narodzenia celebrowane z całą tradycją. Wszyscy ubrani świątecznie oczekiwali przybycia kolędników, by następnie przejść do teatru, gdzie sala była dosłownie wypchana całą służbą domową i folwarczną. Przy stołach zastawionych jedzeniem w atmosferze nadzwyczaj rodzinnej wystawiano na podium szopkę graną częściowo przez nas, a częściowo przez dzieci i dorosłych z folwarku. Tego dnia kolację wigilijną podawano o ósmej wieczorem. Stół aż uginał się od świątecznych potraw. Świeczniki rzucały ciepłe światło na biały obrus, srebro i kryształy. Po tradycyjnym dzieleniu się opłatkiem w małym salonie goście przechodzili do jadalnego, gdzie służba domowa w świątecznych ubraniach podawała potrawy, od zupy grzybowej począwszy, poprzez różnego rodzaju ryby, sałaty, kończąc na kompotach, kutii i tych okropnych kluskach z makiem. Ciotka Marynka [Maria Zamoyska, II ordynatowa] i wuj Adam [II ordynat kozłowiecki] po krótkim pacierzu rozpoczynali tę ceremonię, która trwała prawie aż do dziesiątej wieczór. Choinka w małym salonie tonęła w glorii łańcuchów, świecidełek i świec. Wszyscy śpiewali kolędy, których głos rozchodził się po pałacu. Pod choinką, nie kończące się, zapakowane w kolorowe papiery prezenty, które podawano domownikom i gościom. Około jedenastej wieczorem od zasypanego śniegiem tarasu ogrodowego przychodziły dzieci z folwarku czy wsi. Drzwi otwierano i Ciocia Marynka w asyście gości rozdawała cukierki i ciasteczka. Osobno w stołowym obydwoje wujostwo rozdawali prezenty służbie domowej i ich rodzinom. O dwunastej w nocy wszyscy szli do kaplicy na Pasterkę. Ksiądz z Kamionki celebrował Mszę świętą, a organista wygrywał z całą mocą kolędy, wtórując śpiewom. (…) Natomiast Nowy Rok był obchodzony inaczej. Mszę świętą odprawiano o dziewiątej rano, sumę o jedenastej, przy zupełnie zapakowanej ludźmi kaplicy. Obiad składał się z zimnych potraw, jak wspaniałe wędliny z dzika czy sarny i różnych sałat. Dalej panowała świąteczna, rodzinna atmosfera. Cała służba domowa była zwolniona z zajęć, a zimny bufet stał na stole i goście, kiedy chcieli, korzystali z jedzenia.”

Skoro wśród świątecznych smakołyków pojawiły się „okropne” kluski z makiem, to – posiłkując się przedwojennymi książkami kucharskimi – podajemy na nie przepis: pół kilograma maku sparzyć wrzątkiem, a następnie potrzymać w wodzie przez 12 godzin. Namoczony mak dwukrotnie przepuścić przez maszynkę, a następnie utrzeć z jedną szklanką miodu. Do masy dodać jedną szklankę słodkiej śmietanki, rodzynki i kilka utłuczonych migdałów. Masę makową połączyć z ugotowanymi wcześniej kluskami, zaś całość – dać na chłód. Podobno potrawa jest najsmaczniejsza, kiedy jest serwowana po „wyleżakowaniu” w piwniczce lub lodówce.

„Nowocześniejszą” formą dania mogą być makagigi. Do ich wykonania potrzebna jest jedna szklanka maku, pół szklanki drobno pokrojonych migdałów bez skórki, jedna szklanka miodu i trzy czwarte szklanki cukru. Cukier i miód należy gotować na małym ogniu, aż do lekkiego zrumienienia. Do masy dodać mak i migdały i nadal gotować – do zgęstnienia masy. Następnie ciepłą masę wyłożyć na pergamin i rozwałkować. Pokroić na małe kwadraty i odstawić do lodówki na 12 godzin.

Nadesłała Monika Januszek – Surdacka

Komenatrze zostały zablokowane