fbpx

Wino & jazz

24 czerwca 2015
Komentarze wyłączone
802 Wyświetleń

MONTENIDOLISpotkanie z Signorą Fagiuoli to dla mnie zawsze wydarzenie. Elisabetta jest chodzącą sprzecznością – przygarbiona staruszka w czarnym babcinym sweterku z oczyma nabrzmiałej życiem dwudziestolatki i energią piętnastolatka. Wytwornie, arystokratycznie grzeczna a zarazem apodyktyczna, nie znająca sprzeciwu. Produkuje najlepsze w Toskanii i jedne z najlepszych białe wina Włoch, a zarazem wina niemodne, niedzisiejsze, wbrew gustom, trudne, takie w rozkroku między czerwonymi i białymi, do których trzeba wszystkich degustacyjnych ceregieli – wyższej temperatury, natlenienia, cierpliwości. Jej win nie da się popijać, gasić nimi pragnienia w letnią spiekotę, znieczulić się w nudne, gorące, gnuśne popołudnie. Jej wina zmuszają do myślenia, prowokują, nie dają się sprowadzić do parteru etykietą “smaczne winko”. Sono Montenidoli – jestem Montenidoli – ta mocna afirmacja tożsamości, którą znaleźć można w godle winiarni to program i obietnica tworzenia win z osobowością, które w ślepej degustacji da się rozpoznać bez pudła. Być sobą, nikogo nie udawać, nie kierować się cudzymi oczekiwaniami, to pierwsza część sukcesu winiarni Montenidoli. Drugą jest czas. – Ja mam czas – mówi Elisabetta – i jeśli ty chcesz zrobić coś naprawdę dobrego to też musisz go mieć. Kiedy inni winiarze wypuszczają na rynek rocznik 2014, ona zaczyna z 2009. Bo podczas gdy 95 procent białych win sprzed sześciu lat, nadaje się dziś w najlepszym razie do zupy cebulowej, wina Elisabetty wchodzą dopiero w dorosłość. Mało tego, z każdym rokiem będą stawać się lepsze. Zresztą Montenidoli wymaga czasu nie tylko w piwnicy, ale także przy stole. Tych win nie wolno potraktować obcesowo, wypić jednym haustem, nie pozwolić się otworzyć. Brzydkie a zarazem egzaltowane porównanie, ale próbowanie Montenidoli to nie ma być seks, ale czuła celebracja miłości. To zawsze wymaga czasu. Trzecią, najbardziej niezwykłą składową powodzenia Montenidoli jest słuchanie. – Produkując wino musisz go słuchać, ono samo powie ci co masz z nim zrobić – Elisabetta mówi szeptem, lekko pochylona, jakby zdradzając tajemnicę – Słuchać wina ? – pytam zupełnie zaskoczony – No pewnie, jak chcesz zrobić dobre wino jeśli nie będziesz go słuchał ? – wydaje się szczerze zawiedziona moją niewiedzą. Gdy wino jest już w kadzi ja go zawsze słucham, przecież ono mówi i żyje. To nie jest tani marketing kreujący pseudomistykę winiarską. Robienie wina wymaga wielkiej inteligencji, wyczucia, unikania schematyzmów. Wina przemysłowe nie potrzebują właściwie ludzkiej ręki, to komputer decyduje kiedy, jak i co robić z kadzią. To są często poprawne i smaczne wina, ale ceną jest głębia, wielowymiarowość i w konsekwencji życie. Bo wina przemysłowe są martwe, to produkty. Wina Montenidoli żyją i … można ich słuchać.

Być sobą, mieć czas, słuchać.

Być sobą, mieć czas, słuchać.

Być sobą, mieć czas, słuchać.

To nie tylko przepis na dobre wino.

Łukasz Kubiak

Komenatrze zostały zablokowane