fbpx

Zakochać się bezwarunkowo

25 sierpnia 2020
402 Wyświetleń

O miłości do miasteczka nad Wisłą i ponad pięćdziesięcioletniej tradycji organizowania Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym, który w tym roku odbędzie się w dniach 28-29 sierpnia, a także o potrzebie trwania kultury ludowej z wicemarszałkiem województwa lubelskiego Zbigniewem Wojciechowskim rozmawia Patrycja Chyżyńska, foto Filip Sawicki

– Pierwsze skojarzenia z Kazimierzem?

– Pochodzę z Zamojszczyzny, w latach 80. przyjechałem do Lublina studiować na KUL. I to dla większości moich rówieśników z uniwersytetu był czas odkrywania uroków Kazimierza, jego swoistego piękna. Nie ukrywam, że zakochałem się w tym miasteczku bezwarunkowo.

– Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych już wówczas miał kilkunastoletnią tradycję.

– Rzeczywiście festiwal już wtedy był rozpoznawany w całej Polsce. Ale dla mnie nie było to pierwsze zetknięcie się z przepiękną kulturą ludową, która jest mi szczególnie bliska. A to dlatego, że będąc uczniem liceum w Tyszowcach, byłem w zespole ludowym. I to w pierwszej parze. Więc zarówno muzyka, słowa, jak i choreografia były mi szczególnie bliskie. Na występy w Kazimierzu patrzyłem, śmiem twierdzić, okiem profesjonalisty. Widziałem czasami małe potknięcia, ale przede wszystkim miałem świadomość, jak dużo trzeba włożyć wysiłku, żeby całe to widowisko, na które składają się tak różnorodne tańce i śpiewy, wykonać zawodowo. Wiele występujących zespołów reprezentowało najwyższy poziom.

– Czym dla Lubelszczyzny jest Festiwal Śpiewaków i Kapel Ludowych?

– Festiwal w Kazimierzu nie jest jedynym wydarzeniem w Polsce o tym
charakterze, choć jednym z najstarszych i największych. Na liście tego typu imprez znajdują się między innymi Festiwal Kultury Kresowej w Mrągowie, w którym biorą udział również wykonawcy polonijni, czy liczący sobie już 57 lat Tydzień Kultury Beskidzkiej, który na przełomie lipca i sierpnia odbywa się m.in. w Wiśle, Szczyrku i Żywcu. Ze względu na umiejscowienie każde z tych wydarzeń ma swój własny niepowtarzalny charakter. Tak jest również w przypadku naszego festiwalu, który mając rangę ogólnopolską, jest szczególnie reprezentatywny dla całej Lubelszczyzny. Ma swoją rozpoznawalną symbolikę, jak chociażby wznoszone rokrocznie na rynku „Król Kazimierz” oraz kazimierska „Baszta”, która w postaci statuetki wędruje z artystami po całej Polsce. Na festiwal do Kazimierza specjalnie się przyjeżdża i to z najodleglejszych zakątków kraju, Europy, a nawet USA. Więc jest to, mówiąc językiem marketingowym, produkt artystyczny i turystyczny znakomicie promujący Lubelszczyznę.

– Czy formuła festiwalu w tym roku ulegnie zmianie?

– Przed nami 54. edycja, która tym razem będzie wydarzeniem dwudniowym, które odbędzie się 28 i 29 sierpnia. Z uwagi na pandemię impreza zostanie nieco przeformułowana. Musimy ograniczyć liczbę uczestników. Nie odbędą się specjalna, uroczysta msza święta, korowód i zabawa ludowa.

– Co zostaje z pierwotnych planów i w jaki sposób będzie można uczestniczyć w festiwalu?

– Tym razem przesłuchania konkursowe odbędą się w hali namiotowej, a widzowie będą mogli w nich uczestniczyć przed telebimami lub poprzez transmisję online. Świetnie sobie poradzili w obecnej sytuacji epidemiologicznej organizatorzy 14. Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu, którzy ze względu na bezpieczeństwo widzów zrealizowali festiwal w wersji hybrydowej. Oznaczało to, że większość pokazów filmowych odbyła się online, co sprawiło, że festiwal dotarł na wszystkie kontynenty. Tym samym promocja festiwalu w Kazimierzu nad Wisłą i pięknej Ziemi Lubelskiej stała się przeogromna. Wracając do kazimierskiego festiwalu, pragnę poinformować, że w programie znajdują się również Ogólnopolskie Seminarium Folklorystyczne, warsztaty – rękodzieła i śpiewu białym głosem oraz Targi Sztuki Ludowej. Zachęcam do zapoznania się ze szczegółowym programem oraz zasadami uczestnictwa z uwzględnieniem wymogów sanitarnych na stronie www.wok.lublin.pl oraz w mediach społecznościowych.

– Co się zmieniło w podejściu do folkloru? Na przełomie lat 80./90. kultura ludowa stała się niszowa. Ale ostatnio mamy powrót do ludowości, która inspiruje muzyków, plastyków, a nawet projektantów mody i architektów.

– Kulturę ludową osobiście traktuję jako kulturę narodową. Naszą. Polską. Powiem więcej – w części kresową. Bo żyjemy na kresach Rzeczypospolitej i łączymy w sobie wielokulturowość związaną z dawnymi południowo-wschodnimi ziemiami. Ale rzeczywiście był taki czas, kiedy chciano sprowadzić kulturę ludową do „getta” i tylko nieliczni zajmowali się tą kulturą. Wielkie zasługi dla jej ratowania, kultywowania i rozwoju ma Pan Zdzisław Podkański, który w latach 1994–1997 był wiceministrem, a następnie ministrem kultury i sztuki, to on sprawił, że kultura ludowa nie tylko na nowo została odkryta, ale do dziś święci swoje sukcesy. Trochę przypomina to sytuację z disco polo, które jest obecnie bardzo popularne – choć to oczywiście inne sfery, inne poziomy. Nie chcę wchodzić w ocenę merytoryczną, ale przez jednych jest uwielbiana, a przez innych odbierana absolutnie negatywnie. Podobnie było z kulturą ludową. W tej chwili już nikt nie odważy się powiedzieć, że kultura ludowa jest czymś gorszym. To nawet nie moda. To jest nasza tożsamość narodowa. Ciągle słucham opowieści, już nie od mamy, nie od babci, ale od cioci, która opowiada o tym, jak dziewczyny kiedyś spotykały się czy nad rzeczką, czy gdzieś w sadzie – to śpiewały. To była forma rozrywki. Teraz zdominowała nas technologia. Nawet jadąc wspólnie samochodem, nie rozmawiamy ze sobą, tylko przez telefon. To nie jest właściwy kierunek.

– Czasy się zmieniły, Panie Marszałku. To już inna epoka.

– Zgadza się, ale wówczas, czy to przed wojną, czy zaraz po niej, to była jedyna rozrywka, na dodatek bardzo twórcza. Inspirowała do tworzenia nowych, ponadczasowych dzieł. W ten sposób ludzie potrafili ze sobą rozmawiać, bawić się, przebywać. Stąd tak wiele przyśpiewek, choćby weselnych. Paradoksalnie internet i media ją w pewnym sensie zabijają. Choć w jakiś sposób utrwalają to, co pozostało, to, co udaje się wydobyć z różnych archiwów czy od starszych ludzi. Więc naszym obowiązkiem jest jej kultywowanie, popularyzowanie i przekazywanie jej młodszym pokoleniom.

– Stąd rola festiwalu w Kazimierzu Dolnym, który daje możliwość pozyskania choćby dla historii muzykologii brzmień instrumentów, umiejętności gry, śpiewu czy zapisu zapomnianych tekstów.

– To ostatni taki czas, bo odchodzą ludzie, którzy mają po 80 lat i więcej, a którzy jeszcze mogliby przekazać tę spuściznę – swoje zapiski, to, co zostało w ich pamięci, może instrumenty. To szansa na utrwalenie tego dziedzictwa, przetwarzanie, interpretowanie. Tymczasem w tym roku spodziewamy się ponad sto zespołów, kapel i solistów, którzy przyjadą do Kazimierza z czternastu województw naszego kraju.

– Czyli samo zaproszenie na festiwal to za mało?

– Zaprosić w mediach społecznościowych, mimo że one są tak silne, to jest jednak za mało. Często ten widz może i byłby zainteresowany, ale on nawet się boi wejść do budynku, w którym dzieje się kultura. Uważa, że to jest dla niego tak wysoki próg, że nie może przez niego przejść. Zatem trzeba mu uświadomić, że ten próg nie istnieje. Jeżeli tylko chce, to może tam sam wejść. Tak samo ja zapraszam – zwłaszcza tych, którzy chcą odkrywać kulturę ludowo-narodową na 54. Festiwal Kapel i Śpiewaków do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Będzie na pewno cudownie, poczujemy się wspaniale. Już teraz życzę dobrej zabawy i pięknych wrażeń.

Czytaj też: Dożynki Wojewódzkie

Zostaw komentarz