WAŻNE
Kongres Nowej Mobilności (Wrzesień 16, 2019 12:40 pm)
Rocznica zbombardowania Frampola (Wrzesień 16, 2019 12:31 pm)
Lubelskie Święto Chleba (Wrzesień 16, 2019 12:16 pm)
PIENIĄDZE ZE SŁOŃCA (Wrzesień 16, 2019 9:29 am)

22 lutego 2019
276 Wyświetleń

Po prostu Bruksela

Tekst Andrzej Ranicki, foto Pixabay

Nie ma osoby, która by nie znała nazwy tego miasta. Odmieniają go przez różne przypadki zarówno euroentuzjaści, jak i zadeklarowani wrogowie Unii Europejskiej, ekonomiści i dziennikarze, politycy i uczniowie. Dla jednych kojarzy się bardzo dobrze, dla innych to coś gorszego od piekła. Jednym zdaniem wszyscy wiedzą, że jest, ale nie wszyscy tam byli. A czy warto?

Zacznijmy więc od początku. Miasto pełni funkcję centrum politycznego Unii Europejskiej i zarazem stolicy Belgii. Początki Brukseli datują się na drugą połowę X w., ale właściwy rozwój to rok 1830, kiedy Leopold I lokuje tu stolicę nowo powstałego królestwa Belgii. Dzisiaj Bruksela jest nie tylko stolicą tego kraju, tutaj ma swój pałac król, zbiera się parlament, ale też miasto jest siedzibą władz Unii Europejskiej. Czy się to komuś podoba czy nie, aglomeracja jest multi-kulti. Językami urzędowymi są francuski i niderlandzki. Z kolei urzędnicy unijni posługują się angielskim, zaś liczba osób posługujących się flamandzkim jest mniejsza niż mieszkańców mówiących po turecku i arabsku.

Dywan z kwiatów

Zwiedzanie proponuję zacząć od Grand Place, który znajduje się w historycznym centrum. Plac wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a każdy z otaczających go budynków zasługuje na uwagę. Nieważne, co się w nim mieściło bądź mieści; czy to gotycki ratusz, czy jedna z przepięknych kamieniczek. Bez dwóch zdań zabudowa wokół Wielkiego Placu jest świadectwem tradycji architektury europejskiej na przestrzeni kilku stuleci.

W sierpniu można tu podziwiać gigantyczną kompozycję kwietną w formie dywanu. Większość tej liczącej 1800 m2 dekoracji stanowią  słynne belgijskie begonie z regionu Ghent. Każdego roku kompozycja składa się z pół miliona roślin, układanych przez wolontariuszy. Po raz pierwszy dywan został ułożony w 1971 roku. Od 35 lat układany jest regularnie co rok, a jego prezentacji towarzyszą pokazy sztucznych ogni. Zaledwie pięć minut zajmie nam przejście stąd do bodaj najbardziej znanej postaci w Brukseli, czyli Manneken pis. Figurka-fontanna została odlana z brązu i przedstawia siusiającego nagiego chłopca, któremu przypisuje się uratowanie Brukseli przed pożarem. W 1987 roku po drugiej stronie rynku w małej uliczce Getrouwheidsgang ustawiono figurkę Jeanneke pis, czyli „sikającej dziewczynki”. Czysto marketingowy zabieg mający na celu zainteresowanie turystów okolicami Grand Place okazał się strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu Bruksela zyskała nowy symbol.

Historycznie o czekoladzie i Smerfach

Kiedy zmęczymy się spacerowaniem po świeżym powietrzu albo złapie nas deszczyk (złośliwi twierdzą, że tu pada bez przerwy, a właściwie mży nawet w przerwach), zajrzyjmy do jednego z muzeów. Tych wartych wizyty jest kilkanaście. Na wstępie proponuję trochę malarstwa. Królewskie Muzeum Sztuki Dawnej dzięki perełkom takich mistrzów pędzla, jak Bruegel, Bosch, Rubens czy van Dyck, na pewno godne jest wizyty. Podobnie rzecz się ma z Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Tutaj możemy się delektować francuskimi impresjonistami, jak Degas czy  Gauguin, ale i najbardziej znanym surrealistą, czyli Dali. Jeżeli dodamy jeszcze Muzeum Browarnictwa, Muzeum Kakao i Czekolady, Muzeum Zabawek, Miejskie Muzeum Historyczne, gdzie można zobaczyć ponad 700 strojów, w które był ubierany wymieniony wcześniej Manneken pis, Muzeum Sztuki i Historii, Muzeum Armii, Muzeum Instrumentów Muzycznych czy też Muzeum Komiksu – jest naprawdę co zwiedzać. Jeżeli jesteśmy przy tym ostatnim, to pamiętajmy, że komiks to nie do końca amerykański monopol. To właśnie Belgia jest ojczyzną skandynawskiego wikinga Thorgala, podróżnika Tintina, rewolwerowca i kowboja z Dzikiego Zachodu Lucky Lucke’a i sympatycznych niebieskich ludzików, czyli Smerfów.

Ze stali i aluminium

Trudno nie zauważyć kolejnej osobliwości stolicy Belgii. Liczący 103 metry obiekt zwany Atomium powstał w 1958 roku na organizowaną wówczas Wystawę Światową EXPO jako symbol ówczesnych naukowych oraz technicznych osiągnięć „wieku atomu”.

Dziewięć osiemnastometrowych stalowych sfer łączonych czterdziestometrowymi  korytarzami to powiększony 150 miliardów razy model kryształu żelaza. Oczywiście na szczyt budowli, gdzie znajduje się taras widokowy, wjeżdża się windą. W środku znajduje się swoista kapsuła czasu – w udostępnionych dla zwiedzających wnętrzach można zapoznać się z designem lat pięćdziesiątych.

Innym symbolem Brukseli jest biurokracja. Spora liczba ważnych urzędów i instytucji daje zatrudnienie prawie 700 tysiącom osób. Trzeba bowiem wiedzieć, że znajduje się tutaj 159 ambasad, w których pracuje prawie 2500 dyplomatów (więcej jest tylko w Waszyngtonie), i aż 120 instytucji międzynarodowych. Łączna liczba mieszkańców belgijskiego „trójmiasta” (Bruksela, Antwerpia, Gandawa) to prawie połowa osób zamieszkująca Belgię.

Pokonać boga wojny i poskromić apetyt

Pewnego rodzaju rodzynkiem na torcie podczas zwiedzania jest ciekawostka dla miłośników historii, a zwłaszcza okresu napoleońskiego. Bardzo blisko, bo zaledwie 5 km od miasta, położona jest miejscowość Waterloo, miejsce słynnej bitwy. W tamtejszym muzeum znajdziemy pamiątki po generale Arthurze Wellesleyu Wellingtonie, któremu udało się pokonać boga wojny Napoleona I. Pole bitwy oglądamy po wspięciu się po 226 schodach na stumetrowy kopiec zwieńczony ważącym 28 ton lwem.

Na koniec tradycyjnie trochę kulinariów. Bruksela, jak i cała Belgia, słynie oczywiście z frytek, czekolady, piwa, gofrów. Ja jednak proponuję owoce morza czy słynne brukselskie mule. Można wybrać różne wersje, ale ta najbardziej popularna jest z białym winem i czosnkiem z pomidorami lub bez. Obowiązkowym dodatkiem są słynne belgijskie frytki. Cała Bruksela usiana jest sklepikami ze słynnymi belgijskimi pralinami – nie dość, że pięknie zapakowanymi, to jeszcze wybornie smakującymi.

Aby jak najszybciej dostać się do Brukseli z Lublina, wybieramy lot do Antwerpii lub Eindhoven w Holandii, choć znacznie bliżej stolicy Belgii leży Port Lotniczy w Antwerpii. Pamiętajmy, że linia TUI Fly startuje z Lublina już 5 kwietnia 2019 roku. Dalsza podróż z lotniska w Antwerpii do centrum Brukseli środkiem publicznym zajmie nam do czterdziestu minut.

 

Zostaw komentarz