WAŻNE
Wzrost płacy minimalnej (Styczeń 27, 2020 9:34 am)
Made in #jazzUMCS (Styczeń 27, 2020 9:30 am)
Jagodowe trendy (Styczeń 24, 2020 2:12 pm)
Kranówka na zdrowie (Styczeń 24, 2020 9:03 am)

55 lat LPEC 

5 grudnia 2019
215 Wyświetleń

O historii i kierunkach rozwoju Lubelskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplej, następstwach ogrzewania węglem oraz o tym, co decyduje o rozpoczęciu sezonu grzewczego z Markiem Goluchem, prezesem zarządu LPEC, rozmawiają Piotr Nowacki i Patrycja Chyżyńska, foto Marcin Pietrusza

 

– To już ponad 5 dekad istnienia firmy. Jubileusze to znakomita okazja do przybliżenia historii i pokazania firmy z bliska.

– Początki lubelskiego ciepłownictwa sięgają przełomu lat 50 i 60., kiedy przy Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkalnych rozpoczął działalność Zakład Gospodarki Cieplnej. Przyjęliśmy rok 1964 jako rok powstania przedsiębiorstwa. 

 

– Pierwszy budynek w Lublinie, w którym popłynęło ciepło?

– To było znacznie wcześniej. W 1913 roku zbudowano bardzo nowoczesny Lubelski Dom Zdrowia, który posiadał dwie windy, telefon w każdym pokoju oraz centralne ogrzewanie. Przed II wojną światową pojawiały się kolejne obiekty, m.in. Szkoła Gastronomiczna, Izba Skarbowa, gdzie obecnie mieści się Urząd Wojewódzki przy ulicy Spokojnej. Poszczególne obiekty już posiadały centralne ogrzewanie i lubelskie ciepłownictwo właśnie stąd się wywodzi. Istniało wtedy dużo lokalnych ciepłowni i te ciepłownie ogrzewały bądź budynek, bądź zespoły budynków. 

 

– Na czym polegał rozwój ciepłownictwa systemowego?

– Konkretnie na systematycznej rozbudowie rurociągów i eliminowaniu kotłowni lokalnych. Pierwsza z dużych ciepłowni zawodowych była ulokowana przy Fabryce Samochodów Osobowych – zresztą nadal funkcjonuje. Druga w 1974 roku została uruchomiona na Wrotkowie. Od tego czasu dystrybuujemy ciepło, wspólnie wypierając kolejno wszystkie lokalne kotłownie. 

 

– Kilkadziesiąt lat działalności firmy to przede wszystkim historia ogromnych zmian. 

– Przedsiębiorstwo sukcesywnie rozwijało się i w konsekwencji przekształciło się w podmiot gospodarczy o poważnym znaczeniu dla miasta i regionu. Początkowo przedsiębiorstwo zarządzało siecią o długości 17 km i nie miało nawet swojej siedziby. Biura zlokalizowane były w większych kotłowniach rozproszonych w różnych punktach miasta. Pierwszym stałym lokum stał się zaadaptowany w latach 60. obiekt po dawnym młynie przy ul. Lubartowskiej. W roku 1984 firma przeniosła się do swojej obecnej siedziby przy ul. Puławskiej. Dziś jesteśmy jednym z największych i najnowocześniejszych systemów ciepłowniczych w Polsce.

 

– Borykamy się z problemem korzystania z ogrzewania węglem i emisją CO2. Jak Pan to widzi?

– Polityka Unii Europejskiej oraz teorie naukowe idą w kierunku, by eliminować węgiel jako paliwo, z którego uzyskuje się ciepło. W Skandynawii mówi się o tym, że w 2035 roku w ogóle nie będzie się wykorzystywało węgla, a w 2050 energii z węglowodorów. Jak widać, kierunek jest jasny. Ale węgiel spalany w zawodowych ciepłowniach jest spalany o wiele czyściej i o wiele ekonomiczniej. Poza tym emisja z komina wyposażonego w specjalistyczne filtry, który ma ponad sto metrów wysokości, a emisja z komina przydomowego to zupełnie coś innego. To jest wysoka emisja, a tu jest niska emisja. Ta wysoka emisja nie wpływa bezpośrednio na mieszkańców, a ponadto do atmosfery trafia prawie 80 razy mniej zanieczyszczeń w stosunku do niskiej emisji. Dla lepszego zobrazowania tematu – proszę sobie wyobrazić, że jeśli przy produkcji określonej ilości ciepła w piecu węglowym do atmosfery trafia 100 gram szkodliwych substancji, to przy produkcji takiej samej ilości ciepła systemowego do powietrza wypuścimy tylko 1,25 grama pyłów. 

 

– W jaki sposób LPEC przygotowuje się do tego, żeby wykorzystywać alternatywne źródła energii?

– Jako przedsiębiorstwo pozyskujemy ciepło dla miasta z dwóch źródeł, którymi są elektrociepłownie. Jedną z nich jest firma Megatem, a drugim PGE Energia Ciepła oddział Lublin-Wrotków i to właśnie te przedsiębiorstwa odpowiadają za politykę zmierzającą do produkcji ekologicznego ciepła. I to one są zobowiązane, by dostosowywać się do określonych norm środowiskowych. My jako operator całego systemu doprowadzamy to ciepło do poszczególnych mieszkań, odbiorców, grzejników. W związku z tym dla nas jest istotne, gdzie ciepło kupujemy oraz z czego i jak jest ono produkowane. Naszym zadaniem jest również należycie zadbać o niezawodny system dystrybucyjny.

 

– Ile mieszkań w Lublinie LPEC zaopatruje w energię cieplną?

– Obecnie z dostarczanego przez nas ciepła systemowego korzysta 250 tys. mieszkańców Lublina. Czyli ciepło dociera do około 100 tys. mieszkań.

 

– Czy LPEC posiada wystarczające rezerwy dające możliwość zasilenia jeszcze większej ilości mieszkań?

– Oczywiście, cały czas rozwijamy swój system i staramy się, by każdy nowy obiekt, który powstaje w Lublinie, był zasilany ciepłem systemowym.

 

– Czy biorąc pod uwagę możliwości finansowe, jest to korzystniejsze dla przeciętnego Kowalskiego? 

– Od wielu lat z powodzeniem konkurujemy z kotłowniami gazowymi. Nie jesteśmy jednak w stanie konkurować cenowo z ciepłem wytwarzanym z węgla w indywidualnych piecach. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę całość kosztów – społeczne, zdrowotne i inne czynniki, które składają się na pewien proces, okazuje się, że ciepło systemowe jest tańsze, wygodniejsze i zdecydowanie zdrowsze. 

 

– Jak do tego tematu podchodzą deweloperzy?

– Sukcesywnie rozbudowujemy naszą sieć w kierunkach, w jakich rozwija się miasto, bo jest to korzystne dla mieszkańców i tego oczekują od nas inwestorzy. Tam, gdzie jest możliwość techniczna dostarczania ciepła, mamy obowiązek prawny przyłączyć takie podmioty. Tam, gdzie nie ma możliwości technicznych, np. nie ma możliwości doprowadzenia infrastruktury lub planowany budynek znajduje się w zbyt dużej odległości od sieci – jesteśmy zmuszeni odmówić.

 

– Jak w tej chwili wyglądają parametry sieci?

– Mamy obecnie w mieście około 460 km sieci i prawie 2000 węzłów cieplnych. Większość rurociągów wykonana jest w nowoczesnej technologii preizolowanej o dużo lepszych parametrach izolacyjnych niż stare sieci kanałowe. Wszystkie węzły cieplne LPEC wyposażone są w automatykę pogodową, czyli urządzenia samoczynnie włączające i wyłączające ogrzewanie w budynku przy określonej temperaturze zewnętrznej (najczęściej 12 st. Celsjusza) oraz regulujące strumień ciepła w zależności od warunków atmosferycznych. Posiadamy również system zdalnego odczytu liczników ciepła, co umożliwia szybką analizę zużycia ciepła u odbiorców i natychmiastową reakcję na ewentualne nieprawidłowości. O niezawodność dostawy dba system alarmowy, w który wyposażone są nowe rurociągi, umożliwiając wykrycie usterek jeszcze przed wystąpieniem awarii sieci odczuwalnej dla mieszkańców. Nad pracą sieci ciepłowniczej czuwa system monitoringu sieci i źródeł ciepła, pozwalający na kontrolę i całodobowy nadzór nad optymalnym i ekonomicznym prowadzeniem parametrów pracy elektrociepłowni produkujących ciepło.

 

– Jak w takim razie finansujecie swoje inwestycje?

– Przede wszystkim korzystamy z funduszy unijnych, co jest też opłacalne dla naszych odbiorców, ponieważ część kosztów inwestycji zwraca nam Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. W związku z tym finalnie mieszkańcy Lublina mniej płacą za ciepło. Obecnie wdrażamy trzy projekty – pierwszy to rozbudowa naszego systemu, drugi obejmuje modernizację, a trzeci wymianę węzłów grupowych na węzły indywidualne. Wszystkie za łączną wartość ponad 150 mln zł.

 

– Czym się różnią te węzły?

– Węzeł grupowy to węzeł, który zasila kilka bloków na osiedlu. Nasze zadanie polega na likwidacji tego węzła, przebudowaniu sieci w tym miejscu i wstawieniu mniejszych węzłów do pojedynczych bloków. Dzięki temu odbiorcy mają większą możliwość dopasowania zużycia ciepła do swoich potrzeb.

 

– Czyli nie musimy czekać na rozpoczęcie sezonu grzewczego?

– Nie musimy, niezależnie od tego, czy jest to węzeł grupowy, czy indywidualny. Decyzji o uruchomieniu ciepła nie podejmuje przedsiębiorstwo, tylko odbiorca, np. spółdzielnia mieszkaniowa. Jeżeli ktoś sobie tego życzy, to ciepło możemy dostarczać w lipcu. 

Zresztą dostarczamy ciepło w postaci ciepłej wody przez cały rok. Jesteśmy do dyspozycji non stop, nie ma żadnych ograniczeń. Kiedyś w mentalności szczególnie osób starszych istniało takie myślenie: „oho, 3 dni zimna – zaraz zaczną grzać”. Nie, to zależy od właścicieli lub administratorów budynków.

 

– Czy zamierzacie Państwo poszerzać zakres działania o fotowoltaikę i inne tego typu rozwiązania? 

– Zamontowaliśmy dwie instalacje fotowoltaiczne. Jedna mieści się przy ulicy Puławskiej, druga jest zamontowana na dachu naszego zaplecza sprzętowego przy ulicy Ceramicznej. Jednak głównym naszym celem teraz jest optymalizacja pracy sieci. Pamiętajmy, że straty ciepła w systemie lubelskim należą do najniższych w kraju. Oscylują w granicach 11–12%, co jest poziomem na granicy możliwości technicznych. To bardzo dobry wskaźnik. Oczywiście, cały czas pracujemy nad tym, aby zejść chociażby o ułamek tych strat. 

Kolejnym kierunkiem, w którym już rozpoczynamy działania, jest przygotowanie oferty dla domków jednorodzinnych, by zachęcić ich właścicieli do przyłączenia się do naszej sieci. Wkrótce przeprowadzimy badania na Sławinku i Węglinie Południowym, gdzie ulokowana jest nasza sieć. Chcemy zdiagnozować, gdzie leży problem, tak aby przedstawić najkorzystniejszą ofertę przyłączenia do sieci. Jeśli podczas rozmów większość odpowiedzi będzie pozytywna – zdecyduje to o przeprowadzeniu inwestycji.

 

– W jaki sposób chcecie Państwo przekonać tych użytkowników?

– Przedstawimy im kalkulację ekonomiczną. Uświadomimy o konieczności likwidacji przydomowych kotłowni. To nie jest kwestia tylko kosztów, ale i wpływu na środowisko i to, jakim powietrzem oddychamy. To nie jest łatwy projekt, gdyż trzeba w nim zmierzyć się z dotychczasowymi przyzwyczajeniami mieszkańców.

 

– Czyli także ogrzewanie gazowe w przydomowych kotłowniach jest mniej ekologiczne?

– Tak, ponieważ jak w każdej instalacji, występuje emisja dwutlenku węgla oraz w tym przypadku tlenków azotu. Za naszą instalacją przemawia dodatkowo fakt, że jest ona bezobsługowa. Jeżeli weźmiemy pod uwagę koszty utrzymania instalacji gazowej, to trzeba w to wkalkulować wymianę kotła po ok. 15 latach i serwisowanie, gdyż instalacja gazowa jest naładowana elektroniką tak bardzo, że bez tego przestanie działać. Biorąc pod uwagę fakt, że nasza instalacja jest niezawodna, to też jest argument, który powinien przeważać za korzystaniem z ciepła systemowego. 

 

– LPEC angażuje się dużo w działania prospołeczne. Skąd ta potrzeba?

– Jako przedsiębiorstwo czujemy odpowiedzialność za społeczność, w której funkcjonujemy. Staramy się wspierać różne inicjatywy kulturalne, sportowe i oświatowe. Działania, które absolutnie bez wsparcia nie mogłyby zaistnieć. Staramy się uczestniczyć w szeregu takich wydarzeń. Cenimy też ludzi, którzy działają w tym obszarze społecznym, bo trudno jest chodzić i prosić o pieniądze na zorganizowanie nawet najbardziej wartościowych projektów. Wspieramy m.in. inicjatywę skierowaną do młodych talentów, która jest realizowana przez Młodzieżowy Dom Kultury nr 2 pod patronatem artystycznym Pani Grażyny Łobaszewskiej, dzięki której młode osoby mogą zaprezentować swoje możliwości wokalne. Wspieramy imprezy biegowe w Lublinie i dzieciaki, które grają w piłkę nożną w klubie Motor Lublin. Podkreślam, że wspieramy dzieci, a nie sport zawodowy, on się sam obroni, a dzieci potrzebują naszej pomocy. Na tyle, na ile możemy, chcemy uczestniczyć w tym naszym lokalnym życiu społeczno-kulturalnym. Prowadzimy też własny program edukacyjny skierowany do dzieci z przedszkoli i klas I–II szkół podstawowych pod nazwą „Lekcje ciepła”, podczas których uczymy mądrego korzystania z energii z troską o środowisko naturalne.

 

– Z jakimi problemami spotyka się Pan, zarządzając tak dużym przedsiębiorstwem?

– Nie oszukujmy się, głównym problemem zawsze są pieniądze. Aby móc prowadzić pełen wachlarz inwestycji i modernizacji, musieliśmy pozyskać dofinansowanie zewnętrzne, m.in. ze środków unijnych, mając wkład własny na poziomie 40%. Ale dajemy sobie radę. Innym problemem są tzw. obiektywne przeszkody fizyczne. Nie da się przesłać ciepła przez bluetooth, za pomocą wi-fi czy sygnału radiowego. My niestety musimy iść przez nieruchomości czy przez działki, które należą do kogoś, i tu zaczynają się trudności. Wszyscy chcieliby mieć ciepło, prąd, ale „broń Boże nie przez moją nieruchomość”. Całe szczęście, że sieci leżą już po kilkadziesiąt lat i prawnie jest to uregulowane. Natomiast tam, gdzie musimy kłaść nowe sieci, jeszcze cięgle bywa to problematycznie.

 

– Czy w planach jest wyjście z inwestycjami poza Lublin?

– Jeżeli będzie zapotrzebowanie, będą zdolności techniczne i będziemy mieli pieniądze, to z ogromną przyjemnością. Jesteśmy wydajni, więc i gotowi na takie plany. Ostatnio oglądałem w Warszawie system ciepłowniczy. Tam ciepło płynie 32 godziny od miejsca wytworzenia do odbiorcy, czyli jeśli jest przerwa w dostawie ciepła, to będzie ona dość długa. U nas ten czas wynosi ok. 8 godzin. Zarządzanie siecią ciepłowniczą jest bardzo skomplikowaną sprawą, bo my polecenie wydajemy systemowi w tej chwili, przewidując, że oczekiwany skutek nastąpi za kilka godzin. Każdy system ciepłowniczy ma pewną bezwładność, dlatego polegamy na pracy naszych specjalistów, a to trudna, skomplikowana praca.

 

– Czy trudno jest pozyskać tego typu specjalistów?

– Specjalistów znających się na ciepłownictwie jest na rynku stosunkowo niewielu. Obecnie zatrudniamy 382 osoby plus osoby z firm zewnętrznych, które nas obsługują. Prowadzimy też stałą rekrutację na różne stanowiska. Ze swojej strony kładziemy duży nacisk na edukację wewnętrzną naszych przyszłych fachowców. 

 

– W Pańskim życiu istnieje inna rzeczywistość niż praca? 

– Mam dom, a przy nim spory ogród. Wprawdzie to pasja mojej żony, ale ja muszę jej asystować. Bo bez mojej obecności się nic nie dzieje, w sensie fizycznego wykonawstwa (śmiech). Poza tym lubię pochodzić po górach, pojeździć rowerem, mam fajnych sąsiadów, po prostu żyję normalnie. Mamy psa ze schroniska, o którego muszę dbać, i zachęcam wszystkich, którzy chcą mieć zwierzę w domu, żeby najpierw odwiedzili schronisko, bo tam jest masa psów i kotów, które potrzebują ludzkiego ciepła. Sara jest moim drugim psem ze schroniska. Pierwsza była Cyga.

 

– Jeszcze raz sprawdza się teza, że do funkcjonowania na wysokich obrotach w życiu zawodowym potrzebna jest harmonia w życiu prywatnym.

– Moja obecna praca dostarcza bardzo dużo satysfakcji, bo chyba nie ma wdzięczniejszego zajęcia niż zapewniać ludziom ciepło. Ja mam to szczęście, że mogę to robić i w pracy, i w domu.

 

 

Marek Goluch – rocznik 1967, absolwent Wydziału Prawa UMCS, ukończył aplikację prokuratorską. W latach 1990–2006 pracował w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie. Od 2006 roku radca prawny, m.in. partner w Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Błaszczuk, Goluch, Wawron-Sobieszek i Partnerzy. W latach 2010–2016 członek zarządu PGE Dystrybucja S.A. – przez pierwsze cztery lata jako wiceprezes, a następnie prezes. Członek rad nadzorczych, m.in. Elektrociepłowni Lublin-Wrotków Sp. z o.o. oraz Exatel S.A. w Warszawie. Od 2017 roku członek zarządu LPEC S.A. – początkowo wiceprezes, a od 2018 roku – prezes. Prywatnie mąż fantastycznej kobiety i ojciec dwóch synów, wielbiciel polskich gór, pasjonat literatury historycznej i fan motoryzacji.

Zostaw komentarz