fbpx

Bo silnik ma duszę

21 grudnia 2016
Komentarze wyłączone
1 016 Wyświetleń

jn3_5857Kiedy Carl Benz w 1886 roku zaprezentował publiczności swój automobil, pewnie nie spodziewał się, że traktowany głównie jako środek lokomocji stanie się on przedmiotem zachwytu i pasją wielu kolejnych pokoleń. To prawda, że większość ludzi zmienia się za kierownicą. Silnik ma niesamowitą władzę nad duszą człowieka”  napisał francuski przyrodnik Jean Baptiste Delacour. Z kolei według Szymona Tkaczyka silnik również ma swoją duszę, co skłoniło go do zapoczątkowania nowego kierunku w szkole designu industrialnego.

Sztuka, design i samochody

jn3_5816Tech-Art- Design to nazwa firmy, ale również trzy pasje Szymona Tkaczyka. Nad nimi króluje ta jedna jedyna, motoryzacja. Jak sam mówi: przełamuje schematy, łączy style. I jest to najlepszy opis jego działalności. Projektuje bowiem meble, a zwłaszcza stoliki, wykonane z silników samochodowych. Teoretycznie brzmi to abstrakcyjnie. W praktyce wygląda widowiskowo. Zwłaszcza dla pasjonatów motoryzacji, którzy są szczególnie wrażliwi na skomplikowaną konstrukcję silników, dostrzegają w nich moc i ponadczasowość. To również pewna ikoniczność dla znawców tematu, ponieważ Szymon pracuje na modelach tak kultowych marek, jak Jaguar, Mercedes, Porsche, Audi, Maserati czy BMW. W swoim warsztacie w Tomaszowicach spędza długie godziny nad skomplikowanymi w konstrukcji i jedynymi w swoim rodzaju stolikami, które można już było zobaczyć w znanym programie TVN Turbo „Odjazdowe bryki braci Collins”, a także „Nowy gadżet”. Zainteresowanie motoryzacją rozwinęło się u Szymona bardzo wcześnie, a stało się tak za sprawą jego dziadka, który był nauczycielem wydziału mechanicznego w Technikum Zawodowym w Skarżysku- Kamiennej. To tam Szymon urodził się i spędził pierwsze lata swojego dzieciństwa. Już jako trzylatek Szymon dostał od dziadka mały zestaw narzędzi w drewnianym pudełku. Podczas gdy babcia zajmowała się domem, chłopiec stopniowo wdrażał się w tajniki motoryzacji. Z lubością rozkręcał drobne konstrukcje pod okiem dziadka, który zauważył, że jego wnuk szybko się uczy. Dzięki niemu Szymon w bardzo młodym wieku nabył ważną wiedzę teoretyczną, łącząc ją z praktyką. Już w wieku 14 lat zakupił swój pierwszy samochód. Za długo odkładane pieniądze nabył leciwe i głośne auto, BMW 518 z 1972 roku. Nieco zdezelowane, jednak wtedy nie miało to większego znaczenia, bo dla niego było najpiękniejszym na świecie, jego własnym. W tym czasie rozważał decyzję o dalszej nauce w Technikum Samochodowym. Rodzice, pracownicy naukowi, prosili jednak, ażeby zadbał również o wykształcenie wyższe. Szymon, biorąc ich rady do serca, w liceum zainteresował się historią, z której później zdawał maturę. Naturalnym następstwem tego były egzaminy na prawo na lubelskiej uczelni. Studia nie przeszkodziły mu w dalszym zgłębianiu branży motoryzacyjnej. Sprowadzał z zagranicy starsze i bardziej klasyczne modele, które później sprzedawał. Często też doradzał innym w kwestii zakupu, a także naprawy. Ponadto w trakcie studiów zaczął interesować się designem, prenumerował czasopisma tematyczne, śledził związane z nim portale.

Decydujący moment

jn3_5828W trakcie studiów sporo podróżował. W okresie wakacyjnym i w trakcie urlopu dziekańskiego pracował w Holandii i Niemczech. Tamten czas wspomina jako intensywne wędrówki po miejscach związanych z designem meblarskim, ale również komisach i sklepach z autami klasycznymi. Te dwa nurty jego zainteresowań niejako ciągle się łączyły. To właśnie w trakcie tych podróży zauważył coś, co w Polsce było rzadko spotykane. W domach wolno stojących garaże miały rozszerzoną funkcję na salon, a tu nierzadko auta służyły za ich dekorację, np. stare Bugatti, które w takiej aranżacji wyglądało olśniewająco. – Wtedy wszystkie moje zainteresowania nagle połączyły się w całość. Pomyślałem, że skoro auta mogą służyć za dekorację, to tak samo można potraktować ich elementy, na przykład silnik – wspomina Szymon. Tak oto zrodził się pomysł na meble stworzone z części aut, a dokładnie z ich silników. Meble przeznaczone dla tych, którzy motoryzację pojmują jako zachwyt nad istotą konstrukcji danego modelu. Decydującym momentem okazał się oblany egzamin na czwartym roku studiów. Z perspektywy czasu Szymon przyznaje, że było to zrządzenie losu, ponieważ ciągle podświadomie chciał robić w życiu coś zupełnie innego. Zanim doszło do powstania Tech-Art-Design, Szymona ukształtowało kilka ważnych wydarzeń w życiu. Wkrótce założył rodzinę, został ojcem. Ażeby zapewnić sobie i bliskim stabilizację finansową, zaczął pracować w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej jako sanitariusz. Podczas dwóch lat przebywania z ciężko chorymi pacjentami wiele się od nich nauczył. – Trafiały tam osoby o wysokim statusie majątkowym, jak i bezrobotne. Każda z nich była tak samo bezradna w obliczu śmierci. Każdy również rozpaczliwie żałował planów, których nie udało mu się zrealizować – wspomina. Decyzja o założeniu własnego warsztatu o tak nietypowym profilu była impulsem. Stały i dobrze płatny etat nie zrekompensował silnego poczucia rozmijania się z życiowym celem. Nieoceniona w tej sytuacji okazała się postawa jego żony, Agaty. W odróżnieniu od wielu innych mocno wspierała Szymona w tej decyzji. – Bez jej wsparcia raczej nie podjąłbym się otwarcia własnej, tak nietypowej działalności. Agata najlepiej dostrzegała zmiany w mojej psychice, zmęczenie psychiczne i fizyczne – wspomina. Po rezygnacji z pracy w szpitalu w ciągu trzech dni założył własną działalność gospodarczą.

Drugie życie silnika

jn3_5806Pierwszym meblem, jaki stworzył, był stół z podstawą z silnika Ford V6 Scorpio. Był to prezent dla taty przyjaciela, który jako pierwszy dowiedział się o pomyśle Szymona. Wtedy po raz pierwszy stanął przed kilkoma problemami natury technicznej, takimi jak spora waga silnika, korozja metalu, wyeliminowanie zapachu benzyny, dostosowanie mebla do warunków domowych i wiele innych. Wiedza techniczna, którą przekazał mu dziadek, stała się punktem wyjścia do wielu eksperymentów nad projektem mebli z silników. –Nie było osoby, która mogłaby wesprzeć mnie swoją praktyką przy tworzeniu tego rodzaju mebli. Każdy poszczególny etap to wiele prób i błędów, do których dochodziłem sam i nieco intuicyjnie – mówi. Swoje dociekania rozpoczął od wytypowania marek samochodów posiadających silniki z aluminium. Jak się okazało, było ich sporo, należeli do niej głównie niemieccy i włoscy producenci. Zamawiał je z całej Polski. Jak wygląda przygotowanie silnika do konstrukcji mebla? Szymon rozpoczyna projekt od znalezienia silnika widlastego, o specyficznej budowie, który ma rodowód sportowy i wyjątkowo ciekawy design. Krótko mówiąc, jest bardziej stylowy. Szymon w swoich projektach postanowił skupić się tylko na tym typie. Silniki zazwyczaj są używane, a więc są brudne, miewają wycieki olejów, ale przy tym są zawsze pełnowartościowe. W dalszej kolejności silnik należy rozebrać, mówiąc dokładniej, do ostatniej śrubki. Każdy składa się z około 60 części i 60 podzespołów. Żaden element nie może zostać pominięty w procesie mycia kwasami czy w przypadku części aluminiowych – w jn3_5759piaskowaniu, sodowaniu, szkiełkowaniu, czyli różnych metodach nadających pożądaną fakturę metalu. To etapy obróbki wstępnej, które trwają nawet do ośmiu godzin. Po tym następuje proces malowania części podkładem epoksydowym, specjalnym podkładem dla aluminium, który wypełnia porowatość po piaskowaniu. Później nakładany jest kolor właściwy, wybrany przez zamawiającego. –O kolorystyce, podświetleniu ledowym, przeznaczeniu (np. jako mobilny barek, w którym alkohol przechowuje się w cylindrach silnika) klienci decydują sami. Przeciętny użytkownik może nie widzieć różnicy, ale osoby, które zamawiają u mnie stoliki, czasami wybierają spośród 12 odcieni antracytu! Angażuję ich w proces tworzenia. Chcę, żeby odczuli wyjątkowość takiej współpracy, a także radość z posiadania czegoś jedynego w swoim rodzaju. Wiedzą, że tego typu projekt, tak jak niegdyś zabytkowe meble, z każdym rokiem będzie zyskiwał na wartości – mówi Szymon. Gdy wszystkie części są już pomalowane, a trwa to łącznie z czasem wyschnięcia nawet do kilku dni, przychodzi czas na montaż. Musi się odbyć dokładnie w takiej kolejności, jak rozmontowanie silnika. Standardowo wnętrze silnika jest zamknięte w pokrywach, znakiem rozpoznawczym stolików spod szyldu Tech-Art-Design jest maksymalnie wyeksponowanie wszystkich elementów napędu silnika, takich jak koła zębate czy łańcuchy. Dzięki temu ma się wrażenie, że jest to ciągle pracująca maszyna. Uwieńczeniem pracy jest montaż blatu. Najczęściej zamawiający wybierają blaty szklane, które pozwalają na jeszcze większe podkreślenie surowości konstrukcji. Wybierać można również wśród blatów z drewna, np. dębu czerwonego, a także metalowych i łączonych. Większość z tych czynności Szymon wykonuje w swoim warsztacie w Tomaszowicach, czasami pomaga mu kolega Krzysztof.

Nowoczesne rzemiosło

dsc03472Informacja o działalności Szymona rozeszła się pocztą pantoflową, głównie poprzez znajomości wśród pasjonatów motoryzacji. Pierwsze zamówienie na stolik przyjął w 2010 roku, była to duża lekcja dla początkującego projektanta i wykonawcy. Nie obyło się bez poprawek, a Szymon w ramach zadośćuczynienia nie chciał nawet zapłaty. Klient jednak dokładnie określił swoją wizję, po czym wspólnie udało im się stworzyć oryginalny i wyjątkowy mebel. Każde kolejne zamówienie było nowym wyzwaniem, nauką i wielką satysfakcją. Wystawiał swoje prace na różnych portalach motoryzacyjnych, a tam prawdziwych „freaków” branży motoryzacyjnej nie brakowało. – Zdarza się, że odbieram telefony od zaciekawionych osób. Jeden z rozmówców powiedział, że co prawda żona nie pozwoli mu na postawienie takiego stolika w salonie, ale jest absolutnie zachwycony tym projektem. Nawet jeżeli nie są to bezpośredni klienci, to taki wyraźnie odczuwalny entuzjazm dodaje mi skrzydeł – opowiada. Zamówienie stolika u Szymona to dla wielu klientów podarowanie nowego życia dla swojego ukochanego auta. Niedawno zgłosił się do niego mężczyzna, który w wyniku wypadku „skasował” swojego 50-letniego Mercedesa. Silnik zachował się w dobrym stanie, a jego właściciel, zamawiając stolik, w ten sposób chce zachować pamiątkę po uwielbianym aucie. Przez tych kilka lat działalności Szymon ciągle wzbogaca swój warsztat, nabył upragniony sprzęt, kabinę do piaskowania, kompresor, spawarki. Rozwijanie tego pomysłu wymagało inwestycji, które stopniowo zaprocentowały. Szukając inspiracji do kolejnych projektów, wyjeżdża do dużych ośrodków z autami klasycznymi, z lat: 50., 60., 70. Jedna z takich podróży zainspirowała go do łączenia w projektach drewna i metalu. –Pewnego razu zobaczyłem auto z lat 40., z zabudową drewniano-metalową, wyprodukowane w Stanach Zjednoczonych. Było zrobione w stylu Hot roda, czyli aut budowanych przez pasjonatów motoryzacji, daleki wizualnie od linii typowo fabrycznej. To prawdziwe dzieła sztuki na kołach. Później ich specyfikę przeniosłem na design swoich stolików – mówi.

dsc03459Obecnie Szymon przyjmuje coraz więcej zgłoszeń z zagranicy, np. Anglii, Czech, Słowacji, Hiszpanii i Niemiec. Nie ma konkretnego cennika, wycena za każdym razem ma charakter indywidualny. Niektórzy klienci sami dostarczają silnik, który ma być podstawą mebla, inni proszą Szymona o wyszukanie danego modelu, np. Jaguara. Zdarzają się zamówienia na szerszą skalę, np. komplet z fotelami z auta, lampy, zegary, kanapy. Z przykładami swoich prac pojawił się na ubiegłorocznych Targach Designu Wzory w Warszawie. Reakcje były różne. Wielu obserwatorów było zaskoczonych takim akurat użyciem silników samochodowych. Współpraca, z której jest najbardziej dumny, to zamówienie dla właściciela firmy Roleski, ponadto kolekcjonera aut. Dla niego przygotował stół z dębowym blatem z Jaguara E-Type V12, jednego z najbardziej rozpoznawalnych aut w świecie motoryzacji. Do stolika dołączyła kanapa, fotele, lampy utrzymane w stylu Jaguara. Wszystkie zostały ustawione w dużym showroomie, za którego szybą stoi kolekcja aut. Jak sam przyznaje, nie mógł wymarzyć sobie lepszej aranżacji do prezentacji swoich prac. Marek Roleski czasami wysyła zdjęcia Szymonowi, zawsze dodając, że komplet ten budzi zachwyt u każdego gościa. – Tak naprawdę cieszy mnie każdy projekt. Stworzyłem około 140 stolików, ale wciąż dokładnie pamiętam wszystkie zamówienia, właścicieli i historie związane z nimi – przyznaje.

Szymon podkreśla, że jego firma nigdy nie stanie się manufakturą, ponieważ pojmuje swoją pracę jako powrót do tradycji dawnego rzemiosła, choć w nowoczesnej odsłonie. Każdy stolik jego autorstwa jest jedyny w swoim rodzaju i zaprojektowany zgodnie z potrzebami zamawiającego. Zaś historia każdego z użytych silników, a także radość i serce, włożone w stworzenie powstałych z nich stolików, czynią je czymś znacznie więcej niż tylko meblem.

Tekst Aleksandra Biszczad

Foto Marcin Pietrusza, archiwum

Komenatrze zostały zablokowane