fbpx
WAŻNE
LROT – najlepszy! (25 listopada, 2022 11:57 am)
Małgorzata Wzorek | “W ciszy” (20 listopada, 2022 8:59 am)
Tradycja inspirująca do twórczości (18 listopada, 2022 11:38 am)
“Dziennikarze mają głos” (16 listopada, 2022 9:31 am)

Imponują mi silne kobiety

6 lutego 2017
Komentarze wyłączone
1 051 Wyświetleń

55Wydała epkę ze swoimi piosenkami, odbyła trasę koncertową po ukochanych Włoszech i przetłumaczyła książkę Ester Kreitman – starszej siostry noblisty Isaaca B. Singera. A to tylko rok ubiegły i dopiero początek planów Natalii Moskal – wokalistki tłumaczki z Lublina stojącej u progu dorosłości.

 

Umawiamy się w kawiarni Panie Przodem w Centrum Spotkania Kultur. Miejsce jest klimatyczne, w powietrzu unosi się aromat kawy, a w tle gra spokojna, elektroniczna muzyka. Zamawiamy zieloną herbatę. – Mam lekko feministyczne zacięcie. Nie skrajne, raczej zdrowe. Bardzo zależy mi na kobiecych historiach. Często piszę o kobietach w piosenkach. To albo moje historie, albo zainspirowane silnymi kobietami, z którymi się zetknęłam – interpretuje wybór lokalu Natalia. To podpowiedź, dlaczego w ten właśnie sposób brzmią śpiewane przez nią piosenki i dlaczego przetłumaczyła zbiór opowiadań Ester Kreitman „Rodowód”, która opowiada o życiu polskich Żydów w sztetlu oraz o losach żydowskich emigrantów w powojennym Londynie.

 

 

 

 

To idzie młodość

 

77Na starszą siostrę I. B. Singera, autora „Sztukmistrza z Lublina”, 23-letnia wtedy studentka filologii angielskiej Uniwersytetu Warszawskiego trafiła dwa lata temu. – Moi rodzice lubią twórczość braci Singerów. Któregoś razu tata natknął się w internecie na informację, że ich siostra również pisała – tłumaczy. Cała rodzina Singerów ma polskie korzenie, mimo to opowiadania pisarki nigdy nie zostały wydane po polsku. Nawet gdy po jej śmierci książki stały się popularne w Europie, w Polsce nie spotkały się z zainteresowaniem. To sprawiło, że między Ester a Natalią zaiskrzyło. O sprawie przesądził tata Natalii, który nie znając dobrze angielskiego, półżartem zapytał córkę, czy przetłumaczyłaby tę książkę. Natalia potraktowała propozycję poważnie i skontaktowała się z Davidem Paulem, właścicielem praw do twórczości Ester Kreitman. Ten, o dziwo, zgodził się zrzec praw do polskiego przekładu. – Gdy pierwszy raz się zobaczyliśmy podczas rozmowy na Skypie, oboje byliśmy nieco zaskoczeni swoim wiekiem – śmieje się Natalia. – Ja, bo podczas rozmów telefonicznych i mejli miałam wrażenie, że rozmawiam z mężczyzną w kwiecie wieku, a David okazał się przemiłym starszym panem z kubkiem herbaty w dłoniach i siwymi włosami. On, bo spodziewał się dużo starszej, dojrzałej kobiety. Przygotowywanie tłumaczenia trwało półtora roku. Najpierw był wyjazd do Paryża, gdzie spotkała się z Hazel Karr – wnuczką Ester Kreitman, by poznać bliżej postać pisarki i sięgnąć do źródeł. Potem był przekład z angielskiego na polski, a następnie porównywanie z oryginałem w jidysz. Tutaj nieoceniona okazała się pomoc prof. Moniki Adamczyk-Garbowskiej z UMCS specjalizującej się w tłumaczeniach z angielskiego i jidisz oraz Andrzeja Kurowskiego – korektora.

Aby móc zrealizować wszystkie swoje plany, Natalia sięgnęła do Mirona Białoszewskiego i jego metod pracy. – Białoszewski każdego dnia wstawał skoro świt, wypijał filiżankę kawy i na osiem godzin siadał do pisania. Bez względu na samopoczucie i chęci. Po prostu siadał i pisał – wyjaśnia. Natalia nieco zredukowała metody poety, ale nadal dbała o codzienny rytuał. Została poranna kawa i tłumaczenie przynajmniej pięciu, sześciu stron.

 

Jest mnie dwie!

 

1111Jeśli nie zajmowała się tłumaczeniem, czas spędzała w studiu nagrań, przygotowując swój debiutancki minialbum, wspomnianą epkę zatytułowaną „Anguana”, na której znalazło się pięć utworów. Już tam słychać delikatne feministyczne zacięcie wokalistki. Nie jestem typową młodą dziewczyną. O godzinie 22.00 zazwyczaj zbieram się już do spania. Mało imprezuję, chyba coś ze mną nie tak – śmieje się Natalia. Dziwne wydaje się połączenie przedwojennej beletrystyki żydowskiej i „elektro-popu z dawką alternatywy” jak definiuje swoją muzykę artystka, jednak sama zainteresowana nie widzi w tym nic zaskakującego. Po prostu taka jestem, raz mam ochotę posłuchać Elli Fitzgerald, a innym razem Dj-a Snake’a. Mam dwojaką naturę i głęboko wierzę w to, że jestem w stanie pogodzić obie kategorie, które mnie interesują. Jest mnie dwie. Dlatego nocą wychodzi ze mnie Anguana – żartuje. Dłuższe przebywanie z Natalią pozwala dostrzegać i łączyć poszczególne elementy w jeden wyraźny obraz. Obraz sympatycznej dziewczyny o delikatnych rysach twarzy, która mimo swojego wieku sprawia wrażenie dojrzałej, wyciszonej artystki. Osoby, która wie, dokąd zmierza, czego chce i jest pewna swoich umiejętności. Uśmiecha się często, ale śmieje rzadko. Nieprzypadkowo swój pierwszy album zatytułowała imieniem zamieszkującej lasy Dolomitów i Alp nimfy, która z jednej strony jest roztańczona i rozśpiewana, z drugiej niebezpieczna i silna. Zresztą Natalia uwielbia Włochy, a ta fascynacja zaowocowała trasą koncertową. Koncepcja, podobnie jak pomysł tłumaczenia książki, zrodziła się przypadkowo. Nawiązała kontakt z prowadzącym włoski kanał międzynarodowej telewizji internetowej Balcony TV, gdzie artyści grają swoje utwory na balkonach w różnych rozpoznawalnych miejscach na świecie. Ponieważ Natalia lubi od razu stawiać sprawy jasno, zapytała, czy byłaby szansa wystąpić w kilku miastach, nawet za darmo. Stanęło na trzynastu miejscach (wśród nich znalazł się choćby Mediolan), gdzie zespół, z którym wyruszyła w trasę, nie tylko dostał wikt i opierunek, ale nawet niewielkie wynagrodzenie. Trasę rozpoczęli na początku grudnia. Ich muzyka została dobrze przyjęta, a regularnie dodawane zdjęcia na Facebooka informowały o kolejnych przystankach. Do Polski wrócili tuż przed świętami Bożego Narodzenia, ale zanim Natalia dotarła do domu, by pomóc w świątecznych przygotowaniach, spełniło się jej kolejne marzenie. Zaraz po wydaniu książki i mojej epki napisałam list do redaktor Agnieszki Szydłowskiej z Programu Trzeciego Polskiego Radia. Stacji, która była w moim domu słuchana od zawsze i którą bardzo cenię. Dołączyłam książkę, album i wysłałam to wszystko pocztą – opowiada. Dziennikarka zaprosiła Natalię do audycji, która została wyemitowana 24 grudnia. Na antenie pojawił się nie jeden utwór, jak sobie to wymarzyła, ale aż trzy. Jej i Łukasza Marona, lubelskiego producenta, autora muzyki do tekstów Natalii. Razem tworzą zgrany duet. To właśnie on ukierunkował muzycznie potencjał początkującej wokalistki. – Łukasz pokazał mi muzykę, jaką chcę robić. Pierwszy krążek „Anguana” miał kilku producentów i był mniej spójny z tym, co czuję. Dopiero Łukasz trafił idealnie w moje muzyczne potrzeby. Nic dziwnego, że w przygotowywanym właśnie albumie „Songs of Myself” to on odpowiada za produkcję muzyczną. Natomiast wszystkie teksty są autorstwa Natalii.

 

A więc Hucpa!

 

44 Jak chcesz coś zrobić wcześniej niż wiek ci na to pozwala, to musisz sobie pewne rzeczy wydrapać. Do mnie nikt nie przyszedł i nie zaproponował tłumaczenia książki. Sama się o to postarałam. Co więcej, wtedy to rzeczywiście mogła być hucpa, bo nie przeczytałam nawet tej książki, którą zdecydowałam się tłumaczyć. Ale gdy zagłębiłam się w twórczość Ester Kreitman, utwierdziłam się w swojej decyzji – słyszę, gdy pytam o pojawiającą się w przedmowie Hucpę. Tym słowem miała określić działania Natalii Hazel Karr, która przyjechała w sierpniu ubiegłego roku do Lublina na promocję książki swojej babki, świeżo przetłumaczonej przez Natalię.Ale też czego innego można spodziewać się po osobie, której imponują losy silnych, odważnych i zdecydowanych kobiet. Ester Kreitman (1891–1954) z pewnością była jedną z nich. Urodziła się i żyła w czasach niesprzyjających kobietom. System kulturowy, jak i żydowskie pochodzenie stawiały ją zdecydowanie w innej roli niż by sobie życzyła. Rodzice żałowali, że nie urodziła się chłopcem i wielokrotnie próbowali wybić jej z głowy marzenie o pisaniu. Do tego stopnia, że za namową matki swój pierwszy zbiór opowiadań podarła i wyrzuciła. Rodzina skutecznie uniemożliwiała jej rozwijanie się i zdobycie wykształcenia, o którym marzyła. Dodatkowym obciążeniem był też czas biedy, niepokoju, a potem wojny i epilepsja, na którą zachorowała.

1010Ale Ester nie jest jedyną kobietą, która swoim uporem i postawą imponuje Natalii. Na jej liście jest Sophia Loren, włoska aktorka, znana m.in. z filmów Felliniego, która dzieciństwo spędziła w slumsach i ciężko pracowała, by osiągnąć sukces. Podobnie jak Coco Chanel, która rozprawiła się z drobnomieszczaństwem Paryża początku XX wieku, dokonując rewolucji w modzie i w postrzeganiu kobiet. – Chciała przełamać pewne standardy. Pamiętam scenę z filmu biograficznego, kiedy jej partner dał jej sukienkę na bal. To była dziewczęca sukieneczka z falbankami. Ona ją wyrzuciła i uszyła sobie suknię z jego koszuli. Nie była może seksowna w pojęciu pospolitym, ale się wyróżniała. Chanel zapoczątkowała nowy trend w modzie – męski szyk dla kobiety. Walczyła ze stereotypami i chciała je przełamać. To właśnie tę walkę Natalia ceni u kobiet najbardziej. Ale też nie tylko zawartą w heroicznych postawach kobiet żyjących w czasie przemian kulturowych. Jej koleżankę, rówieśniczkę Natalii, zostawił narzeczony. Sama z dwuletnią córką toczy każdego dnia walkę z codziennością. Takie postawy nie tylko jej imponują, ale też inspirują i wzbudzają sprzeciw. Dlatego o tym pisze w swoich piosenkach. I dlatego zdecydowała się przetłumaczyć książkę Kreitman – by w jej imieniu zrealizować marzenia o byciu sławną pisarką.

 

Natalia potrafi walczyć o swoje – tak jak robiły to jej idolki, ale czuje się też prawdziwą kobietą, której otwiera się drzwi i pomaga w ciężkich chwilach. Gdy kończymy rozmowę i opuszczamy kawiarnię, otwierając drzwi, rzucam więc tylko „Panie przodem”.

 

tekst Jacek Słowik

foto Marcin Pietrusza

Komenatrze zostały zablokowane