fbpx

Jazz i wino – Wino

5 października 2015
Komentarze wyłączone
401 Wyświetleń

WInoOstatnio zdałem sobie sprawę, jak wiele dobrych emocji, przyjemności, zadowolenia, generalnie dobrostanu zawdzięczam kobietom. I tutaj akurat nie chodzi o to, o czym Państwo myślą, że ja myślę. Ba! Powiem więcej, gdy słyszę – kobiety i wino, to nie mam krzty odruchu, by domknąć śpiewem wyświechtany obraz rozkoszy ziemskich.

Długo nie zwracałem uwagi na tę z pozoru bez znaczenia korelację – płeć producenta i charakter win. Na pierwszy rzut oka wydaje się to irracjonalne – trochę jak porównywanie win od blondyna, bruneta, czarnoskórego, Azjaty, łysego czy grubasa. Zapala się też gdzieś z tyłu głowy czerwona lampka politycznej poprawności i przykra perspektywa samokrytyki przed plutonem egzekucyjnym złożonym z rozkrzyczanych feministek. A jednak! Kobiety produkujące wino są prawdziwymi demiurgami winiarskiego szczęścia. To właśnie wina spod ich ręki szczególnie mnie poruszają, kryjąc w sobie wielowymiarowość nadającą się do quasi-kontemplacji.

Coralia Pignatelli della Leonessa – grecka księżniczka, która wraz z mężem w latach 60. osiadła nieopodal Sieny i ku rozpaczy swojego ojca zajęła się uprawą winorośli. Pomnikowa postać w Chianti Classico. Wina z jej posiadłości Castell’in Villa to arystokratyczna elegancja i chłopska szczerość, siła wyrazu narastająca wraz z dojrzewaniem, siła, której potencjału nie widać końca. To właśnie Coralia – elegancka i silna, podobna do swoich Chianti tak, że trudno określić, kto tu kogo ulepił – wina Coralię czy Coralia wina – uzmysłowiła mi, że moja winno-kobieca intuicja ma sens i rzeczowe podstawy.

To oczywiste, że winiarstwo jest przestrzenią kobiet – mówi z przekonaniem. –Bo widzisz, kobieta w sposób naturalny przywiązuje uwagę do szczegółu, detalu, drobiazgu. A natura, matka wina, to właśnie szczegół, detal, drobiazg. Tak, to zdecydowanie praca dla kobiety.

W winach Coralii, w winach Elisabetty Fagiuoli, o której Vernaccii wspominałem ostatnio, w bezkompromisowych Rieslingach Cecilii Jost z niemieckiego Mittelrhein, w zmysłowym, barokowym Prosecco Cinzii Sommarivy, w potężnych Douro od Sandry Tavares da Silvy, w obezwładniających burgundach od Nathalie Theulot, we wszystkich tych kobiecych winach, które rozkładają mnie na łopatki, widzę ten właśnie rys. Dbałość o szczegół, nienudną harmonię, wielowymiarowość, polifoniczność, umiejętność samoograniczenia siebie tak, by lepiej wybrzmiał owoc, siedlisko, tradycja. Brak emfazy, rezygnacja z taniej spektakularności, a przez to uniknięcie winiarskiego kiczu.

Na koniec wskazówka. Jeśli kobiety przebijają się w trudnym, wciąż zdominowanym przez mężczyzn winiarskim świecie, to zawsze kreują wina co najmniej dobre, często wybitne. Stąd prosty wniosek praktyczny – chcesz dobrego wina, wybierz to, które wyprodukowała kobieta. Gwarantuję, zaśpiewasz.

Tekst i foto – Łukasz Kubiak

Komenatrze zostały zablokowane