fbpx

Jestem geekiem

26 grudnia 2014
Komentarze wyłączone
1 171 Wyświetleń

M 1Internet. Portale społecznościowe, encyklopedie, serwisy informacyjne,  muzyczne, filmowe, fotograficzne, gry i zakupy. To co on-line, czyli wszystko. Cała globalna wioska w jednej sieci, bez której trudno sobie  wyobrazić nasze życie. Mamy ją, ale wykorzystujemy tylko częściowo. Dla Michała Korby surfowanie po necie to jego zawodowe tu i teraz, jutro i wszystko. No prawie wszystko.

Nie jest z wykształcenia informatykiem. Studiował na wydziale zarządzania i marketingu na Politechnice Lubelskiej. Ma 30 lat i duże doświadczenie zawodowe, niekoniecznie związane z informatyką. Zarabiać zaczął jeszcze w liceum jako przedstawiciel oświatowy wydawnictw edukacyjnych. Na studiach pracował m.in. jako kelner, barman i menadżer w znanych lubelskich restauracjach i klubie nocnym. Potem został specjalistą PR w agencji doradczej, z której przeszedł do agencji reklamowej. W trakcie studiów współpracował z organizacją Young Professionals, działającą przy Międzynarodowym Stowarzyszeniu Reklamy IAA. Od kilku lat z sukcesem praktykuje e-marketing. Znany jest jako „fanboy” marki Google, pasjonat i teoretyk Internetu. Obecnie finalizuje współpracę z jedną z największych na Lubelszczyźnie agencji reklamowych, gdzie jest menadżerem do spraw projektów IT. – Tłumaczę potrzeby klienta np. grafikowi i programiście, a to, w jaki sposób oni finalizują dany projekt, z kolei objaśniam klientowi, bo każdy w ramach tego projektu realizuje inny cel. A ja nie tylko organizuję tę pracę, ale jeszcze muszę to opanować czasowo i budżetowo – wyjaśnia. Uważa się za „geeka”, czyli osobę, która pasjonuje się nowymi technologiami i światem wirtualnym. Jak podaje Wikipedia, słowo geek pochodzi z amerykańskiego slangu młodzieżowego, gdzie jest obraźliwym określeniem mola książkowego i kujona, ale często też bywa określeniem pozytywnym dla osoby o szczególnie ukierunkowanych zainteresowaniach i wysokiej inteligencji. Michał Korba dużo czasu spędza, penetrując m.in. media społecznościowe, które są źródłem informacji o tym, jakie nowe możliwości pojawiają się dla użytkowników sieci. ‒ Nasza wiedza jest dość uboga, nie za wiele korzystamy z możliwości, jakie dają nam np. social media. W przypadku programów też posługujemy się tymi podstawowymi – do pisania, liczenia oraz innymi prostymi aplikacjami. Tymczasem zamiast odręcznie napisanej kartki z zakupami można posłużyć się wygodną aplikacją. I to jest właśnie fascynujące w nowych technologiach – postęp i pokonywanie kolejnych barier.

Dzięki jednej sieci

M2Nowe technologie to jednak przede wszystkim nauka, medycyna i przedsiębiorczość plus myślenie o przyszłości. Jeden z projektów, w którym
Michał Korba uczestniczy, polega na badaniach prowadzonych w pracowni genetycznej w Lublinie. Na podstawie materiału pobranego ze śliny można stwierdzić różnego rodzaju predyspozycje organizmu np. do otyłości. I znowu jego rola polega na koordynacji całego przedsięwzięcia i na uczynieniu z produktu, jakim są te badania, usługi, i ubrania tego w odpowiednie narzędzia marketingowe. Można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju przełożenie języka nauki i nowej inżynierii na język zrozumiały dla potencjalnego odbiorcy.
– Stworzyłem interfejsy, makietuję interaktywne schematy, które potem przekładane są na layouty. Poza tym oprócz osiągnięcia samego efektu, czyli skutecznego przekazu informacyjnego, fascynujące jest to, że można poznać własny organizm. Bez nowych technologii byłoby to niemożliwe – podkreśla. Często prowadzi szkolenia z zakresu marketingu internetowego, nowych mediów i narzędzi internetowych. Jest też zapraszany w roli prelegenta na różnego rodzaju konferencje. Chętnie angażuje się w meetingi i warsztaty będące platformą wymiany myśli i skonfrontowania doświadczeń. Biorą w nich udział graficy, psychologowie, filmowcy, inżynierowie, socjolodzy, programiści, marketingowcy i inni, których potencjał ma wpływ na ostateczny kształt danego projektu. Takimi tworami są np. medialaby, czyli zespoły multimedialne, które biorą udział w szkoleniach i warsztatach dotyczących technologii i nowych mediów, podczas których uczestnicy opracowują autorskie projekty. W Lublinie właśnie zakończyła się rekrutacja do MediaLab Lublin Battle, którego efektem będzie wygenerowanie projektów dotyczących Lublina. – Podczas pracy uczestnicy będą mieli do dyspozycji m.in. drony, drukarki 3d, kamery GoPro, kamery Kinect, kontrolery Arduino, laptopy, tablety oraz wsparcie najlepszych w Polsce ekspertów w dziedzinach medialabów, Internetu, grywalizacji, design thinking, social media, big data, nowych mediów i technologii – wylicza Michał Korba, który jest koordynatorem tego zdarzenia.
Inicjatywa medialabów do Polski przywędrowała z USA, ale w Polsce również są prężnie działające inicjatywy, jak chociażby Medialab Katowice, który zrealizował w Lublinie projekt „Puls Starego Miasta”, gdzie uczestnicy mogli wziąć udział w warsztatach z zakresy wizualizacji danych, pracy z programami mapowymi oraz technologią typu Open Hardware.

Być on-line

M3Jest zwolennikiem samodoskonalenia i edukacji on-line. Stąd pomysł na niestacjonarne kształcenie się, jakie można prowadzić poprzez Internet i studiowanie w Human Computer Interaction Design na University of California i Internet and History of Computer Science na University of Michigan w USA. Studia takie dają dostęp do najwybitniejszych profesorów na całym świecie. Wiedza ta w przeciwieństwie do polskiego systemu szkolnictwa jest bardzo aktualna i ma wymiar bardzo praktyczny. To, czego się nauczymy, możemy z dnia na dzień wykorzystać w pracy zawodowej. Tego typu dostępność wiedzy powoduje, że studiowanie wcale nie musi oznaczać siedzenia w salach
wykładowych. Studia można elastycznie dopasować do swoich potrzeb i możliwości. Wykłady prezentowane są w formie krótkich materiałów wideo, a dzięki elementom grywalizacji całe kursy przybierają pewną formę gry, dzięki której chcemy osiągać kolejne poziomy rozwoju.
Po 13 latach pracy zawodowej na rzecz czyjejś firmy postanowił otworzyć własny biznes, który będzie dotyczył rynku zakupów, zwłaszcza zakupów okazjonalnych – urodzinowych, rocznicowych itp. Polega to na tym, że klient zgłasza chęć zakupu np. komputera albo suszarki do włosów, a sprzedawcy rozpoczynają licytację, który z nich może sprzedać ten sam produkt w najbardziej korzystnej dla klienta cenie, na czym w oczywisty sposób korzysta nabywca. To absolutne novum na polskim rynku. Aplikacja, która najpierw będzie dostępna jako serwis internetowy, a następnie aplikacja na urządzenia mobilne rozwiązuje wiele problemów związanych z wręczaniem, ale i otrzymywaniem prezentów. W chwili kiedy natrafiamy na coś, co chcielibyśmy otrzymać, „wrzucamy” to na „iWishy” czyli naszą wirtualną listę prezentów, które chcemy otrzymać. Każdemu iWishowi przypisany jest dedykowany rachunek bankowy, na którym możemy zbierać środki na zakup naszego życzenia. Środki pieniężne możemy przelewać samodzielnie lub mogą wykonywać nasi znajomi. Najatrakcyjniejszy jest ostatni etap, w momencie, kiedy na koncie uzbiera się odpowiednia kwota. Sklepy posiadające w ofercie nasze życzenie, czyli iWisha, dostają powiadomienie i uczestniczą w licytacji odwróconej, oferując nam tę najniższą cenę. Pomysł na tego typu biznes, czyli start-up, jest według psychologa amerykańskiego Roberta Sternberga rodzajem inwestowania na giełdzie, które przy stosunkowo małym nakładzie może przynieść ponadprzeciętne zyski w przyszłości. A więc nie tylko nowe technologie w parze z przedsiębiorczością, ale i intuicja nazywana umiejętnością przewidywania.

Czas na off-line

Prywatnie Michał Korba jest ojcem rodziny i amatorem Yerba Mate. Sporo czasu poświęca na grę w koszykówkę, przynajmniej raz w tygodniu stara się grać ze swoim zespołem. Nie da się ukryć, że gra w kosza działa jak odskocznia, można odreagować stresy. Często podkreśla, że lubi to, co robi, a praca jest jednocześnie jego pasją. Nic więc dziwnego, że Michał Korba został jednym z bohaterów cyklu filmów dla gimnazjalistów pt. „Kotwice kariery”, motywującego nastolatków do myślenia o wyborze przyszłego zawodu, który będzie wykonywany nie tylko dla celów zarobkowych, ale właśnie i z pasją.

Tekst Marta Mazurek

Foto Filip Grzegorczyk

Komenatrze zostały zablokowane