fbpx

Wyprzedzał czasy swoją wizją. Wspomnienie o Tadeuszu Fijałce

12 czerwca 2023
786 Wyświetleń

Marzyła mu się książka „Ludzie MPWiK-u”. Bo to ludzie – mówił – tworzą historię miejsca i czasu. Życie napisało swój scenariusz i teraz to oni, ludzie z MPWiK-u, opowiedzą historię, którą przez lata budował Tadeusz Fijałka. Tekst Magdalena Bożko, foto archiwum prywatne rodziny Fijałków, archiwum MPWiK, archiwum prywatne L. Daniewskiego.

Ta historia zaczęła się 12 marca 1947 roku w Trzebiczu, w województwie zielonogórskim. Tak wynika z oficjalnych danych.

– A tak naprawdę to urodziłem się w szpitalu w Gorzowie, a zameldowali mnie w Trzebiczu – wyjaśnia Tadeusz Fijałka, gdy rozmawiamy w marcu 2019 roku.

Rodzina

Tadeusz był drugim z kolei dzieckiem Antoniny i Michała Fijałków. Najstarsza siostra Maria urodziła się w 1945 roku w Lublinie. Po Tadeuszu, w 1949 roku, na świat przyszła siostra Danuta, a w 1951 roku urodził się Grzegorz.

– Ja byłem najmłodszym dzieckiem, byłem pieszczochem mamy, druga córka Danusia była z kolei wybranką taty, natomiast starsze rodzeństwo chodziło już swoimi drogami – opowiada Grzegorz Fijałka w rozmowie z Piotrem Lasotą, koordynatorem działu Historia Mówiona Ośrodka “Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie.

Ojciec – Michał Fijałka – zdał maturę 31 maja 1935 r. w Państwowym Gimnazjum w Sanoku. Walczył w kampanii wrześniowej, we Francji w czerwcu 1940 r., a następnie przedostał się do Anglii, gdzie 28 sierpnia 1942 r. w Audley End generał broni Władysław Sikorski udekorował ppor. Michała Fijałkę ps. „Kawa” orderem wojennym Virtuti Militari kl. V oraz Krzyżem Walecznych za walki w kampanii francuskiej, a we Francji otrzymał Krzyż Wojny (Croix de Guerre). Jako cichociemny został zrzucony do Polski z pierwszego na drugiego września 1942 r. – operacja lotnicza „Smallpox” (ospa). Brał udział w rozbiciu więzienia w Pińsku 18 stycznia 1943 r. Następnie został skierowany do Kowla, od stycznia 1944 r. był dowódcą Batalionu w 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Przeszedł cały szlak bojowy, aż do rozbrojenia przez Sowietów 25 lipca 1944 r. pod Skrobowem.

Rodzina Fijałków w Bobowicku obok szkoły

Grzegorz Fijałka: Rodzice poznali się w czasie wojny na Wołyniu, pochodzili z bardzo podobnych rodzin. Rodzina Michała Fijałki liczyła dziewięć osób, rodzice i siedmioro dzieci, podobna sytuacja była u mojej mamy Antoniny z domu Leśniewskiej, też siedmioro dzieci. Ojciec został skierowany na Wołyń, był zastępcą inspektora Armii Krajowej w Kowlu, natomiast mama działała w konspiracji w Radowiczach pod Kowlem. I tam się właśnie poznali. Później, kiedy została powołana 27. Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej, to mama była przydzielona do batalionu ojca i przeszła z nim cały szlak bojowy. I kiedy pod Lublinem, w Skrobowie, w 1944 roku dywizja została rozbrojona, rodzice próbowali przedostać się do Warszawy, żeby wziąć udział w Powstaniu Warszawskim, ale już nie było możliwości. Wrócili do Lublina i pobrali się 5 listopada 1944 r. w Archikatedrze Lubelskiej.

Na przełomie 1944 i 1945 roku Michał Fijałka był więziony na Zamku w Lublinie, a następnie we Wronkach. 19 września 1945 roku objęła go amnestia.

– Wojenna historia rodziców, działalność ojca jako cichociemnego, to było mocno wpisane w naszą rodzinę, w nasze wychowanie, dorastanie. Ale bez jakiejś martyrologii, tylko na zasadzie wartości, którym trzeba być wiernym: uczciwość, honor, patriotyzm. Szacunek dla ludzi, dla pracy, dla ojczyzny. Dla mnie to była naturalna busola w życiu – wspominał Tadeusz Fijałka.

W 1947 roku Michał Fijałka ukończył Wyższą Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie. Od 1948 roku był kierownikiem i nauczycielem w szkole przysposobienia rolniczego w Bobowicku.

Grzegorz Fijałka: – W domu była dyscyplina prawie że wojskowa. Ojciec uczył nas samodzielności, sam zarabiał na rodzinę, mama zajmowała się domem. Mama była inwalidką wojenną, miała odmrożone obie nogi, to były otwarte rany na nogach, dlatego nie mogła pracować. Często się zdarzało, że lądowała w szpitalu i w tym czasie obowiązki gospodyni domu spadały na najstarszą córkę Marylkę, a gospodarstwo domowe prowadził najstarszy brat Tadeusz. A tata, od samego rana, od piątej godziny, do późnych godzin wieczornych pracował. Był kierownikiem szkoły, nauczycielem, przy szkole było gospodarstwo rolne, więc musiał go doglądać. Byliśmy razem, ale tatę widzieliśmy w zasadzie w niedzielę, kiedy to starszy brat Tadeusz w rytualny sposób szedł do stajni, wyprowadzał konia, zakładał mu uprząż, zapinał do bryczki i jechaliśmy całą rodzinę do kościoła na mszę do Obrzyc, na przedmieściach Międzyrzecza. I to było takie trochę manifestacyjne, to jeżdżenie do kościoła. Mówiono: O, dyrektor z rodziną przyjechał.

Spotkanie rodzinne z okazji 90. urodzin Antoniny Fijałki

W 1959 roku Michał Fijałka zdecydował o powrocie rodziny do Lublina.

– Ojciec został kierownikiem internatu przy Państwowym Technikum Mechanizacji Rolnictwa na ul. Nadbystrzyckiej, a ja zacząłem chodzić do szkoły podstawowej nr 13 na ul. Narutowicza. Potem skończyłem Technikum Energetyczne w Lublinie, a następnie dostałem się do Wyższej Szkoły Inżynierskiej, na Wydział Elektryczny – opowiadał Tadeusz Fijałka w rozmowie z Piotrem Lasotą.

Siostra Maria skończyła „Urszulanki” (dziś III LO im. Unii Lubelskiej), a następnie medycynę w Akademii Medycznej w Lublinie (dziś Uniwersytet Medyczny). Siostra Danuta skończyła „Urszulanki” i Akademię Rolniczą (dziś Uniwersytet Przyrodniczy). Brat Grzegorz jest absolwentem I LO im. Stanisława Staszica i Wydziału Elektrycznego Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Lublinie (dziś Politechnika Lubelska).

Młody gniewny

Rozmowa z Tadeuszem Fijałką, marzec-kwiecień 2019 r.

Tadeusz Fijałka: Po zakończeniu studiów otrzymałem nakaz pracy w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. To była jedna z trzech propozycji przydziału do pracy, słabo płatna, ale chciałem zostać w Lublinie. Kolega ze studiów powiedział, że Wodociągi szukają inżyniera elektryka. Przyjął mnie dyrektor Witold Siwek. I tak w październiku 1969 roku zacząłem pracę jako referent techniczny. Staż miał trwać dwa lata, ale już po roku dostałem propozycję, żeby zostać p.o. głównym energetykiem. A było to tak: Na Sławinku była ogromna awaria, cały LSM nie miał wody. Przyszedł dyrektor Siwek i pyta, co zrobić, żeby w przyszłości uniknąć takich awarii. To, co zaproponowałem zrobiło na nim wrażenie. I tak mi skrócili ten staż, a ja opracowałem harmonogram konserwacji urządzeń elektroenergetycznych i plan zapobiegania awariom.

Magdalena Bożko: Szybki awans, duża odpowiedzialność…. Nie miał pan chwili zawahania?

Tadeusz Fijałka: No trochę się przestraszyłem, jak sobie uświadomiłem, na co się piszę. Wiele urządzeń było przedwojennych, niekonserwowanych przez dziesiątki lat. Nie było grupy pomiarowej, nie było sprawdzania zabezpieczeń. Dramatycznie to wyglądało. Ale ja byłem taki młody gniewny, nie było dla mnie rzeczy nie do zrobienia.

MB: A jak starsza kadra podchodziła do pana pomysłów?

Tadeusz Fijałka: Ja już miałem jakieś doświadczenie: pracowałem w technikum, na studiach. Znałem się na robocie. Nie mogli powiedzieć: O, przyszedł inżynierek bez doświadczenia. Zyskałem autorytet wśród starszych kolegów. Kupiłem urządzenie do kontroli zabezpieczeń, zorganizowałem grupę pomiarową w ramach Warsztatu Elektrycznego, zacząłem współpracę z Politechniką Lubelską. Po roku awaryjność znacząco spadła, a za tym w dół poszły koszty. Następnie zmodernizowaliśmy wszystkie rozdzielnie elektryczne niskiego i średniego napięcia. Z inżynierem Marianem Łęckim opracowaliśmy wieloletni plan wymiany zespołów pompowych na wszystkich obiektach wodociągowych. Dzięki temu pompy zużywały mniej energii, a nowe generatory miały znacznie lepsze parametry techniczne.

W 1971 roku Tadeusz Fijałka został głównym energetykiem. Ten okres w swojej zawodowej karierze wspominał jako niezwykle intensywny i owocny: Firma ma wiele obszarów, ale energetyka jest obszarem number one. Ten okres, kiedy byłem energetykiem, przebudowaliśmy energetykę wszędzie – na Dziesiątej, na Sławinku, na Wrotkowie – po to, żeby dojść do odpowiednich parametrów. Podstawą przedsiębiorstwa jest energetyka – nie ma prądu, nie ma wody.

Grzegorz Fijałka: Żyłem w cieniu starszego brata, który mi niezwykle imponował. Gdy Tadek zaczynał pracę w MPWiK, ja rozpoczynałem właśnie studia, podobnie jak on na Wydziale Elektrycznym Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Lublinie. Byłem zafascynowany jego pracą, a on pokazywał mi te wszystkie przedwojenne urządzenia, widziałem, jak wprowadza innowacje, zmienia firmę, wznosi ją na absolutnie inny poziom. To było dla mnie bezcenne doświadczenie zawodowe. Ja kończyłem liceum, ale już mój syn Technikum Elektroniczne. Byłem przekonany, że tam nauczy się więcej i będzie taki jak Tadek.

Od referenta do prezesa

Od 1978 roku do 1980 roku Tadeusz Fijałka zajmował stanowisko głównego specjalisty – zastępcy kierownika Wydziału Mechaniczno-Energetycznego, w latach 1980-1982 był głównym specjalistą – kierownikiem Wydziału Mechaniczno-Energetycznego, a 1 września 1982 roku został powołany na stanowisko zastępcy dyrektora ds. Produkcji.

1 marca 1989 roku Tadeusz Fijałka objął obowiązki dyrektora przedsiębiorstwa. Wygrał pierwszy w historii firmy konkurs na to stanowisko i został na nie powołany 15 kwietnia 1989 roku przez ówczesnego Prezydenta Lublina Edwarda Leńczuka.

Tadeusz Fijałka: Nie byłem nigdy partyjny. Mogłem, zgodnie z nomenklaturą partyjną, być maksymalnie zastępcą dyrektora w MPWiK, ale to też pod warunkiem, że mnie zaakceptują, że dyrektor mnie wskaże. Natomiast prezesem, czy dyrektorem w życiu nie mogłem być. I wygrałem konkurs. No to posłali pytanie do komitetu, czy mogę być bezpartyjny. Ale to już był ten czas, sztandary wyprowadzić, a jeszcze szefem był mój kolega z roku, Andrzej Męciński. Napisał pismo, że może być.

Przełom lat 80. i 90. przyniósł znaczące zmiany polityczne i gospodarcze. W kwietniu 1991 roku dyrektor Fijałka powołał zespół, który miał przedstawić wnioski dotyczące restrukturyzacji MPWiK. Było kilka wariantów przekształcenia przedsiębiorstwa, prace i uzgodnienia z Radą Miejską w Lublinie trwały siedem lat.

11 lipca 1998 roku Zarząd Miasta Lublin podjął uchwałę o przekształceniu przedsiębiorstwa komunalnego w jednoosobową spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Gminy Lublin. Na stanowisko prezesa zarządu Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lublinie Sp. z o.o. powołano Tadeusza Fijałkę, a na członków zarządu Mariana Łęckiego i Joanną Reńską.

– To był bardzo trudny czas przemian gospodarczych, ale Tadeusz Fijałka miał jasną wizję rozwoju przedsiębiorstwa. Był odważny i nowatorski oraz posiadał ważną dla menedżerów umiejętność podejmowania decyzji. Doskonale wpisywał się w ówczesne czasy i wyzwania związane z gospodarką wolnorynkową – mówi Krzysztof Żuk, Prezydent Miasta Lublina.

Od lewej: członek zarządu Marian Łęcki, Członek zarządu Joanna Reńska, prezes zarządu Tadeusz Fijałka, główna księgowa Krystyna Bryzek

Leszek Daniewski, wiceprzewodniczący Rady Miasta, były wieloletni pracownik MPWiK: To była ciężko wypracowana kariera w wielkim stylu. Ale sukcesy nie zmieniły Tadeusza jako człowieka. Wręcz przeciwnie – im wyżej szedł, tym więcej dawał od siebie ludziom, miastu. Poznaliśmy się w 1968 roku na sali gimnastycznej w Technikum Mechanizacji Rolnictwa, ja byłem wtedy uczniem, a jego ojciec był moim wychowawcą. Graliśmy z Tadeuszem, wtedy studentem, w kosza i w tenisa stołowego, sport był naszą wspólną pasją. W 1997 roku zacząłem pracę w MPWiK jako kierownik wydziału Głównego Mechanika. Znaliśmy się od lat, ale w pracy wymagał ode mnie więcej niż od innych. Był perfekcjonistą i bardzo mi to odpowiadało.

Wyprzedzał czasy

Tadeusz Fijałka: Kiedy przyszedłem do pracy kadra MPWiK była niezwykle skromna, firma liczyła około dwustu osiemdziesięciu osób. Ja mieściłem się w pierwszej dziesiątce ludzi z wyższym wykształceniem. Stosunek mieszkańców Lublina do MPWiK był taki: Woda, owszem, szlachetny produkt, ale ścieki niekoniecznie. I w firmie, gdzie się zajmują „guanami”, za przeproszeniem, nie chcą pracować. Stąd też musieliśmy sięgać po ludzi po wyrokach. No i były takie również przypadki, kiedy jedzie autobus zakładowy odwożąc pracowników i dochodzi do bójki, a nikt z pasażerów nie widział jakiejkolwiek bójki… Ja pomyślałem, że to wszystko trzeba zmienić, żeby ludzie chcieli tu pracować. Żeby mieli z tego satysfakcję, żeby nawet dumni z tego byli… Pozyskamy dobrą kadrę, wyuczymy ich, wyszkolimy, a firma na tym skorzysta. Ale to była długa droga. Trzeba było zacząć od zmian wewnątrz, potężnych zmian.

Magdalena Bożko: Co było najtrudniejsze w tym procesie?

Tadeusz Fijałka: Wszystko było trudne, to był system naczyń połączonych. Nie było ludzi, sprzętu, środków transportu… Regularnie brakowało wody w godzinach nocnych na Węglinie, LSM, na Krańcowej, na Kalinowszczyźnie. Musieliśmy więc myśleć o budowie nowych ujęć i włączeniu do ruchu studni awaryjnych. Oczyszczalnia była niewydolna, uciążliwa dla otoczenia, to był kolejny ogromny problem… Musieliśmy nie iść, ale pędzić do przodu.

Witold Dadej, były dyrektor oczyszczalni, były dyrektor inwestycji: Tak na dobre współpracę rozpoczęliśmy w 1991 roku, w najtrudniejszym czasie dla przedsiębiorstwa. To był okres uruchomienia i eksploatacji oczyszczalni – jednej z największych nowo wybudowanych instalacji w Polsce. Pan Dyrektor Tadeusz Fijałka zaprosił mnie na rozmowę i dostałem “propozycję nie do odrzucenia”. Umowa, którą wtedy zawarliśmy, zaowocowała kilkunastoletnią współpracą. Praca często przypominała ujeżdżanie dzikiego konia, ale jednocześnie dawała ogromną satysfakcję. Posiadał wyjątkowe zdolności w motywowaniu pracowników.

Uroczystości z okazji 95-lecia Lubelskich Wodociągów

Dorota Łęcka, dziś kierownik Działu Zasobów Ludzkich, pracę w MPWiK rozpoczęła w 1998 roku jako referent w Dziale Spraw Pracowniczych.

Dorota Łęcka: To, co mnie wtedy uderzyło, to absolutne oddanie prezesa Fijałki dla firmy. Mam w pamięci jego biurko widoczne przez otwarte drzwi gabinetu, a na nim tony dokumentów, nad którymi siedział całymi popołudniami. I jeszcze to, że on znał pracowników, znał ich tak naprawdę, z imienia, nazwiska, z sytuacji rodzinnej. Budził ogromny respekt, miał wielki autorytet wśród załogi, ale to było naturalne, niewymuszone. Ludzie szanowali go po prostu za to jaki był, a nie kim był. Miał niebywały instynkt do ludzi. Dobierał do współpracy takich, którzy potrafili uchwycić jego wizję, podążyć za nią. Składał „propozycje nie do odrzucenia” i wydobywał z ludzi to co w nich było najlepszego, czego sami nawet wcześniej nie dostrzegali. Zmienił w ten sposób wiele ludzkich losów.

– Praktycznie w każdej dziedzinie tata wprowadzał innowacje. Wszystko, co wdrażał w firmie, było jego wizjonerską wizją. Wierzył w technologię i edukację, zawsze utrzymywał dobre relacje ze związkami zawodowymi, ale i z kolejnymi prezydentami, bez względu na opcje polityczne. Był nowoczesnym, rzutkim i odważnym managerem, wyprzedzającym czasy swoją wizją – podkreśla Marta Falkowska, córka Tadeusz Fijałki.

Rewolucja zaczęła się u nas

W 1992 r. w Bydgoszczy powołana została do życia Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie” – jedyna dotąd organizacja samorządu gospodarczego w branży wodno-kanalizacyjnej w Polsce, zrzeszająca dziś ponad 500 przedsiębiorstw z branży. Pomysłodawcą i jednym z założycieli był Tadeusz Fijałka. Od 1993 roku IG „Wodociągi Polskie” corocznie organizuje w Bydgoszczy Międzynarodowe Targi Maszyn i Urządzeń dla Wodociągów i Kanalizacji WOD-KAN, stanowiące najważniejsze w Polsce i jedne z głównych wydarzeń targowych w Europie.

Tadeusz Fijałka pozostał Członkiem Honorowym Izby Gospodarczej “Wodociągi Polskie”.

Tadeusz Fijałka: Postawiłem na kompetencje i wykształcenie. Nasi pracownicy byli kierowani na studia, branżowe szkolenia, seminaria, targi. Dzięki temu staliśmy się nowoczesną, prężną organizacją z doskonale wykształconą kadrą techniczną i wysokimi standardami organizacyjnymi. Jeździliśmy po świecie i ściągaliśmy do Lublina najnowsze rozwiązania, jakie były w tym czasie stosowane. A potem do Lublina przyjeżdżali wodociągowcy z całej Polski, szkoliliśmy ich z naszymi fachowcami, a oni przekazywali tę wiedzę dalej. Byliśmy pionierami i uczyliśmy innych, jak zbudować nowoczesną firmę wodociągowo-kanalizacyjną. To my zakładaliśmy Izbę Gospodarczą „Wodociągi Polskie”, to my zorganizowaliśmy Międzynarodowe Targi w Bydgoszczy. Rewolucja zaczęła się u nas, w Lublinie, mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością.

Andrzej Kozak, były dyrektor Wydziału Sieci Wod.-Kan: W 1981 r., pan Tadeusz Fijałka obejmując stanowisko kierownika Wydziału Produkcyjno-Energetycznego, zaproponował mi przejście ze stanowiska referenta ds. technicznych na stanowisko mistrza ds. ujęć wody. Tak właśnie rozpoczęła się moja kariera w MPWiK. Pamiętam wszystkie nasze wspólne rozmowy o technice inżynieryjnej w branży i inicjowanie coraz to nowszych rozwiązań. Ciągłe szkolenia pracowników, wysyłanie naszych specjalistów do innych miast w Polsce i Europie, żeby zapoznać się z nowymi technologiami, a później zastosować je w Lublinie. Miał innowacyjne podejście do młodych ludzi, u których wymuszał ciągły rozwój.

Jerzy Karkuć, zastępca dyrektora Wydziału Sieci Wod.-Kan.: W 1993 r. dyrektor Fijałka przyjął mnie do pracy na stanowisko mistrza w Wydziale Sieci Wodociągowej. To był czas bardzo intensywnego pogłębiania wiedzy, szkolenia. Co roku z targów w Bydgoszczy przywoziliśmy jakieś nowinki. Dyrektor napędzał nas do nieustannego doskonalenia się w fachu. Miał wizję, pasję i my za tym szliśmy.

Witold Dadej: Pozwalał na dużą samodzielność, tworząc zarazem atmosferę bezpieczeństwa i współodpowiedzialności. Był mistrzem w dyskretnym zaszczepianiu w pracownikach zawodowej pasji i silnej motywacji do realizacji trudnych tematów. Pokonaliśmy wspólnie wiele “zakrętów” , zawsze podstawą było wzajemne zaufanie. Wspólna praca była wielką przygodą. Miałem wyjątkowe szczęście trafiając pod skrzydła Tadeusza Fijałki.

Razem możemy więcej

W 1993 roku dwunastu szefów lubelskich firm, prywatnych i komunalnych, powołało do życia Lubelskie Forum Gospodarcze (późniejsze nazwy: Lubelskie Forum Komunalne, Lubelskie Forum Pracodawców). Wiceprzewodniczącym komitetu założycielskiego był Tadeusz Fijałka (przewodniczącym był Edward Sierakowski, prezes Faelbudu). Ideą było aktywne wspieranie rozwoju miasta i regionu.

Uroczystości z okazji 105-lecia Lubelskich Wodociągów

– Ja miałem takie poczucie, że jeśli, jako szefowie firm, połączymy naszą wiedzę, doświadczenie, zasoby to skorzystają wszyscy: ludzie, firmy, miasto. I tak się faktycznie stało – opowiadał Tadeusz Fijałka.

W 1994 roku Forum wprowadziło do Rady Miejskiej w Lublinie trzech swoich przedstawicieli. Jednym z nim był Tadeusz Fijałka, który od 1998 do 2010 roku był prezesem Lubelskiego Forum Pracodawców.

– To był czas bardzo intensywnej aktywności Forum na wielu płaszczyznach: gospodarczej, społecznej, sportowej. Mieliśmy swój wkład w budowę pomnika Józefa Piłsudskiego na Placu Litewskim, wykonaliśmy oświetlenie pomnika Unii Lubelskiej. Tadeusz Fijałka potrafił przekuć energię i potencjał naszych członków na konkretne działania dla miasta. Chciał, żeby Lublin był piękny, nowoczesny, światowy – mówi Zbigniew Michalak, prezes Lubelskiego Forum Pracodawców.

W 2001 roku z inicjatywy prezesa Tadeusza Fijałki przy lubelskim deptaku stanął zdrój „Koziołek”, którego replika znajduje się w parku w Windsor, mieście partnerskim Lublina. W 2004 roku MPWiK ufundował fontannę na Placu Wolności, którą zdobi odlana z brązu miniatura zburzonej w czasie wojny Wieży Ciśnień. A w 2005 roku na placu im. Zygmunta Balickiego (skrzyżowanie ul. Narutowicza i Okopowej) stanął „Koziołek w dżinsach” – rzeźba-fontanna projektu Tomasza Kawiaka.

– Gdy byliśmy za granicą tata zawsze zwracał uwagę na małą architekturę miejską. Fascynowała go. Chciał, żeby Lublin miał swoje fontanny, zdroje, poidełka. I stąd wzięły się słynne Koziołki i miniaturowa Wieża Ciśnień – mówi Marta Falkowska.

Tak zdobywa się złoto

– Od podstawówki grałem w koszykówkę, w miejskim klubie sportowym Start Lublin. Tam, na parkiecie spotkałem Michała Fijałkę, syna Tadeusza Fijałki. Od tego czasu szliśmy tą samą drogą sportową – opowiada Piotr Ostrowski, były zawodnik Startu Lublin, koordynator Służby Awaryjnego Ratownictwa w MPWiK. – Graliśmy z Michałem w II lidze, w I lidze, wreszcie w Ekstraklasie. Kilkanaście lat wielkiej sportowej przygody… Tadeusz Fijałka był na każdym meczu w Lublinie, na trybunał miał swoje stałe miejsce. Był wielkim fanem koszykówki. Dopingował nas żywo, bardzo przeżywał wszystkie mecze. Przychodził do nas do szatni i przekazywał swoje uwagi: Piotrek, musisz więcej wrzucać, ustawiaj się tak i tak… Był strategiem. I niesamowicie się angażował.

W 2005 roku prezes Tadeusz Fijałka zaproponował Piotrowi Ostrowskiemu pracę w MPWiK. Zaczął od stanowiska maszynisty na stacji wodociągowej Centralna, po trzech latach awansował na inspektora w Wydziale Produkcji. – Ja już nie grałem zawodowo, ale okazało się, że sport w MPWiK jest wszechobecny – wspomina Piotr Ostrowski.

– Pamiętam nasze mecze koszykówki w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 13. Niedziela, godzina 11.00 i nie było przeproś, dyrektor Fijałka i grono zapaleńców przez kilka godzin zacięcie „dziurawiło” kosze. To były piękne czasy – wspomina Dariusz Konopka, pracownik Oczyszczalni Ścieków „Hajdów”.

Od 1992 roku w MPWiK działała aktywnie Rada Sportu, powołana przez sportowych pasjonatów, przy aprobacie Tadeusza Fijałki.

– Wystartowały rozgrywki tenisa stołowego, piłki nożnej i oczywiście koszykówki, wielkiej pasji dyrektora Fijałki – wspomina Jarosław Baranowski, członek Rady Sportu. – Nasi piłkarze siali postrach w rozgrywkach TKKF, na spartakiadach i turniejach. A koszykarze przez wiele sezonów uczestniczyli w rozgrywkach na poziomie pierwszej ligi amatorskiej. Co to były za emocje!

W 1997 roku Rada Sportu reaktywowała Ogólnopolską Spartakiadę Pracowników Wodociągów i Kanalizacji. Do Białki zjechało blisko pół tysiąca sportowców z całego kraju, a lubelska ekipa wywalczyła srebrny medal w klasyfikacji generalnej. Przez kolejne lata wodociągowcy z Lublina wielokrotnie stawali na podium w klasyfikacji generalnej. Cztery razy zdobyli złoto, cztery razy srebro i siedem razy brąz.

Katarzyna Dywańska, była pracownica MPWiK: W 2006 roku pan prezes przyjechał specjalnie do Gliwic i dopingował naszą „zwycięską linę”. Po spartakiadzie zebrał nas w świetlicy i – ku naszemu zaskoczeniu – puścił film „Tak zdobywa się złoto”. Widząc siebie zmagającego się z przeciwnikiem na drugim końcu liny każdy z nas czuł się jak pierwszoplanowy aktor!

Pierwszy spływ kajakowy MPWiK, płyną Tadeusz Fijałka i Leszek Daniewski – 18 lipca 1997 r.

Leszek Daniewski: To co nas najmocniej połączyło, to działalność społeczna i oczywiście sportowa. Tadeusz budował lubelski sport, wspierał go i zachęcał do tego innych. Dał na tym polu bardzo dużo miastu. Dlatego powiedzieć, że to człowiek MPWiK-u to zdecydowanie za mało. To człowiek Lublina.

Ludzie chcieli u nas pracować

W 1998 roku w MPWiK pracowało 900 osób, z czego 15 proc. stanowili pracownicy z wyższym wykształceniem. W firmie działały trzy związki zawodowe. Kadra była coraz młodsza (ponad 70 proc. to osoby poniżej 45 roku życia), a płace rosły.

– Ludzie chcieli u nas pracować. A my robiliśmy wszystko, żeby tak było – wspomina Tadeusz Fijałka.

Andrzej Kozak: Praca w MPWiK stała się zaszczytem, a dla wielu autentyczną pasją.

Marta Falkowska: Tata wspierał ludzi i dbał o nich. Pamiętam festyny, choinki, wyjazdy na grzybobrania, wycieczki organizowane przez MWPIK, siłownię na Piłsudskiego, ośrodek w Białce, gdzie MPWiK miał najbardziej luksusowe domki. Pamiętam, że samochody były tak malowane w kolory firmowe, że miały mieć białe drzwi – żeby było widać, że są czyste, umyte. Tata dbał o branding i PR firmy, jak żaden inny prezes komunalnej czy państwowej spółki. Kolory firmowe były wszędzie: na elewacjach budynków, samochodach, strojach firmowych, gadżetach. Było logo, papier firmowy, maszty z flagami – jak w międzynarodowych korporacjach – wszystko zgodnie ze sztuką marketingu, a przecież to był początek lat 90. Pamiętam książeczki edukacyjne dla dzieci, wycieczki przedszkolaków i uczniów na produkcję. Pamiętam zakładanie kasy zapomogowo-pożyczkowej, zanim jeszcze ten sposób finansowania pracowników był gdziekolwiek wdrożony. Pamiętam delegację ze Stanów, Holendrów, Duńczyków, Anglików, Niemców i technologie, które tu przywozili i wdrażali.

Właściwie trudno było oddzielić nasze życie prywatne od firmy… Przez rok chodziłam do szkoły w Danii. Tata postanowił koniecznie odwiedzić wodociągi w Odense, więc mój dyrektor szkoły nie miał wyjścia i musiał mu to zorganizować, pojechał tam z nami. Szczerze mówiąc to nawet moja praca magisterska była na temat kultury organizacyjnej w MPWiK…

Informacja to podstawa

Halina Szyłkajtis, była rzeczniczka prasowa: Pracę zaczęłam 1 kwietnia 1995 roku, kompletnie nie znając firmy, a już w maju ukazał się pierwszy numer naszej wewnętrznej gazetki. To był pomysł prezesa Fijałki. Mieliśmy różne pomysły na tytuł, np. „Przeciek”, ale ostatecznie wygrała „Kropla Informator Wodociągowy”.

Magdalena Bożko: Dlaczego prezes chciał mieć swoją gazetkę?

H.SZ.: Żeby pracownicy wiedzieli, co się dzieje w firmie, oficjalnie, nie z pokątnych źródeł. Chodziło o to, żeby informacja dotarła do każdego: na Zemborzycką, na Hajdów, do laboratorium. Prezes Fijałka doceniał siłę informacji, przekazu medialnego, wiedział, że to buduje wizerunek firmy. Ludzie byli początkowo nieufni, uważali że to ekstrawagancja: Po co rzecznik, po co gazetka? W Lublinie rzecznika miał wówczas tylko wojewoda, a wewnętrzną gazetkę miały tylko Wodociągi w Gdańsku. Ale taki był właśnie prezes Fijałka: wyprzedzał czasy, w których żył. Pamiętam, jak jeden z pracowników zaproponował do „Kropli” swój erotyk. Taki dość, powiedzmy, kontrowersyjny. I co tu zrobić: publikować, nie publikować? Prezes myślał, myślał, w końcu mnie wezwał i mówi: Pani Halino, czasy cenzury się skończyły, to jest poezja, publikujemy! Okazało się, że „Kropla” rozeszła się po firmie jak świeże bułeczki. I wywołała potężne oburzenie, ludzie dzwonili do mnie, że to skandal, że zbezcześciliśmy ich gazetę, ICH gazetę! Co na to prezes?: Pani Halino, mamy sukces, ludzie identyfikują się z ”Kroplą”, dobra nasza!

M.B.: A jak układały się kontakty z mediami?

H.Sz.: Pracy mi nie brakowało. Wysyłaliśmy komunikaty, polemizowaliśmy, wyjaśnialiśmy… Robiliśmy degustację wody, potem doszły zawody wędkarskie na Bystrzycy przy oczyszczalni. Prezes wiedział, że informacja to również edukacja, że dzięki temu firma skorzysta. Oczywiście różnie bywało… Pamiętam „aferę” z marmurami. Prezes wyremontował w budynku A przy al. Piłsudskiego część dla klientów, ściana została pokryta tapetą imitującą marmur. Dziennikarze napisali, że w Wodociągach takie luksusy, marmury na ścianach! Efekt? Klienci przychodzili i odrywali kawałki tapety, żeby sprawdzić, czy to na pewno nie marmur.

Kochał ludzi, a ludzie kochali jego

Prezes zaczynał pracę o 7.00 rano. Najpierw była „prasówka”, a o 8.00 telekonferencja (prezes Fijałka wprowadził telekonferencję w ramach wewnętrznego przepływu informacji ze wszystkich obszarów spółki).

– Wszystko było poukładane, zaplanowane, każdy wiedział, co ma robić. Punktualnie o 9.00 prezes wychodził z gabinetu i mówił: Pani Ewo, na śniadanie – opowiada Ewa Dębiec, sekretarka prezesa Tadeusza Fijałki (dziś kierownik Biura Zarządu). – Potem do 15.00 były spotkania, narady, ludzie wchodzili, wychodzili, ciągły ruch. A po 15, gdy już wszyscy kończyli pracę, pan prezes brał całą korespondencję, która wpłynęła do firmy i osobiście po południu ją dekretował. Następnego dnia rano miałyśmy w sekretariacie wszystkie dokumenty rozdzielone. Tak było codziennie, prezes pracował do wieczora.

Uroczystości z okazji 120-lecia Lubelskich Wodociągów

Ewa Dębiec: Budził respekt, ale nie strach. Roztaczał wokół siebie taką aurę, że się go szanowało, ale też mu ufało, można było do niego pójść z każdym problemem. Prezes był zawsze elegancki, garnitur, krawat. Przykładał do tego dużą wagę. Jak ktoś do niego przychodził bez marynarki i krawata to z uśmiechem pytał: Pan na urlopie dzisiaj? Dlatego w sekretariacie wisiał „dyżurny” krawat, który w razie potrzeby można było założyć. I pracownicy zakładali. Z szacunku dla prezesa.

– Liczył się dla niego człowiek. Nie tylko w sensie – pracownik, ale człowiek. Każdy był dla niego ważny, miał wartość – mówi Grzegorz Wojciechowski, kierowca prezesa.

Marcin Nowak, wiceprzewodniczący Rady Miasta Lublin, przyjaciel: Byłem pod wrażeniem jego ogromnej wiedzy merytorycznej, pasji z jaką opowiadał o swojej pracy i umiejętności zjednywania sobie ludzi. Kochał ludzi, a ludzie kochali jego.

W pamięci i sercach

Tadeusz Fijałka odszedł ze stanowiska prezesa zarządu MPWIK Sp. z o.o. w Lublinie w czerwcu 2009 roku. W latach 2012-2014 był prezesem zarządu Kraśnickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.

W 2019 roku zarząd MPWiK zaprosił Tadeusza Fijałkę do współpracy przy tworzeniu książki „120 lat Lubelskich Wodociągów” autorstwa prof. Stanisława Michałowskiego.

Sławomir Matyjaszczyk, prezes zarządu MPWiK Sp. z o.o. w Lublinie: Nie wyobrażałem sobie, żeby ta książka powstała bez udziału prezesa Tadeusza Fijałki. Spotykaliśmy się wtedy często, dużo rozmawialiśmy o firmie, o rozwoju. To były ważne, merytoryczne rozmowy. Prezes Fijałka z uznaniem patrzył na to, co robimy. Miał swoje koncepcje, przestawiał mi je, to były partnerskie dyskusje, oparte na wzajemnym szacunku.

Stanisław Michałowski, były rektor UMCS, autor książek „Sto lat współczesnych Wodociągów w Lublinie” i „120 lat Lubelskich Wodociągów”: Nasza znajomość zaczęła się w 1994 roku, kiedy obaj zasiedliśmy w Radzie Miejskiej w Lublinie. Pracowaliśmy razem w komisji gospodarki komunalnej. I już wtedy Tadeusz zaczął mnie namawiać na napisanie książki o Lubelskich Wodociągach. Nie bardzo byłem do tego przekonany: ja humanista, mam pisać o technicznych aspektach przedsiębiorstwa? Zaproponowałem Tadeuszowi ujęcie prospołeczne, historyczne. Przyjął tę filozofię i tak w 1999 roku powstała książka „Sto lat współczesnych Wodociągów w Lublinie”. Tadeusz był z niej bardzo dumny, mówił, że oddaje ducha firmy. W 2019 roku pracowaliśmy ponownie nad nowym, uzupełnionym o 20 lat wydaniem książki. Lubiłem nasze spotkania, rozmowy, polemiki. Szanowałem go za wielką kulturę osobistą, kulturę dyskusji. Niezwykle imponowała mi jego droga zawodowa: od stażysty do prezesa. I ogromna wiedza, którą potrafił wykorzystać w pracy. Jego wnikliwość, szerokie spojrzenie, eksperckie podejście do tematów. Wielki format człowieka i menadżera.

Książka była jednym z elementów obchodów 120-lecia firmy. Kolejnym był projekt realizowany przez Ośrodek “Brama Grodzka – Teatr NN” dotyczący znaczenia wody dla rozwoju Lublina od średniowiecza do czasów współczesnych. Istotną częścią projektu było nagrywanie historii mówionych osób związanych z tematyką wody w Lublinie.

Piotr Lasota, koordynator działu Historia Mówiona Ośrodka “Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie: Pana Tadeusza Fijałki nie mogło tu zabraknąć. Dał się poznać jako osoba niezwykle ciepła, z ogromnym poczuciem humoru, otwartością na drugiego człowieka, a przede wszystkim, jako bardzo kompetentny i oddany swojej pracy, a zarazem pełen życiowej pasji, fachowiec, ekspert.

Stanisław Michałowski: Podziwiałem jego stosunek do pracowników. Znał historie ich rodzin, miał do nich bardzo osobiste podejście. Marzyła mu się książka „Ludzie MPWiK-u”. Dlatego ludzie go zapamiętają, jestem tego pewien. Zostanie w pamięci i sercach. To jedna z najwybitniejszych postaci Lublina XX i XXI wieku.

Marta Falkowska: MPWiK był z nami zawsze i wszędzie, praktycznie przez całe życie. Czasami się zastanawialiśmy, czy nie jest bardziej Taty rodziną niż my.…

To był dream team

Magdalena Bożko: Był taki moment w pana karierze, kiedy pan czuł, że napotkał przeszkodę nie do pokonania?

Tadeusz Fijałka: Mam taki charakter, że zawsze dążę do rozwiązania problemu. Zawsze. I nie zdarzyło się, żebyśmy z czymś nie dali sobie rady.

M.B.: Który moment, w pana ocenie, był kluczowy dla rozwoju firmy?

Tadeusz Fijałka: Konsekwentnie i systematycznie modernizowaliśmy oczyszczalnię zmniejszając jej uciążliwość dla otoczenia i wpływ na środowisko, wprowadziliśmy opomiarowanie ciśnienia sieci wodociągowej w siedmiu kluczowych punktach Lublina z radiowym przesyłem danych w celu optymalizacji pracy pompowni, wprowadziliśmy bezwykopowe metody diagnostyki i naprawy sieci, kamery do inspekcji kanałów – byliśmy w tym w Polsce pionierami! Ale gdybym miał to podsumować jednym zdaniem: mieszkańcy odczuli bardzo wyraźną poprawę w zakresie dostaw wody i odprowadzania ścieków. I to jest najważniejsze.

M.B: A co uważa pan za swój największy sukces jako prezesa MPWiK?

Tadeusz Fijałka: Zdecydowanie szacunek i zaufanie ludzi, od których mogłem wiele wymagać. Oni wiedzieli, że tak samo dużo wymagam od siebie. To pozwoliło nam zbudować ambitny i lojalny zespół, który ciągnął tę spółkę w górę. Ludzie traktowali MPWiK jak swoją firmę, pracowali z pasją, oddaniem, poświęceniem. Cieszę się, że mogłem pracować z takim zespołem. To był dream team.

*

Tadeusz Fijałka odszedł 16 maja 2023 roku.

Źródła:

Rozmowa z Tadeuszem Fijałką – Magdalena Bożko, marzec-kwiecień 2019 r.

Zapisy rozmów z Tadeuszem Fijałką, maj- czerwiec 2019 r. – Piotr Lasota, Historia Mówiona Ośrodka “Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie

Zapisy rozmów z Grzegorzem Fijałką, lipiec-sierpień 2019 r. – Piotr Lasota, Historia Mówiona Ośrodka “Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie

120 lat Lubelskich Wodociągów”, autor Stanisław Michałowski, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2019

Zostaw komentarz