fbpx

Kocia kołyska: Zając w buraczkach

2 kwietnia 2015
Komentarze wyłączone
759 Wyświetleń

AB7A1619 grazia beret net (2)Bożena M., Elżbieta S., Iwona D. i Joanna K., hołdując noworocznym postanowieniom, którym ostatni raz były wierne przez kilka dni rok temu, tym razem postanowiły przesunąć noworoczne spotkanie integracyjne na marzec, tak aby nieco dłużej utwierdzać się w przekonaniu, że takie postanowienia nikomu do niczego nie są potrzebne. Umówiły się na kawę z ajerkoniakiem i pyszne małe co nieco tuż po zajęciach w siłowni. Małomówna tego dnia Joanna K. usiadła niepozornie na brzegu kawiarnianego fotela ze wzrokiem utkwionym w bliżej nieokreśloną dal. Ciężko doświadczona przez los opowiedziała, co wydarzyło się tego dnia. Dosłownie w jednej sekundzie runęło jej misternie budowane życie z ukochanym mężczyzną. I to nie przez inną kobietę, nie przez kłopoty finansowe i zupełnie nie z powodu odwiecznego sporu, kto po kim powinien używać maszynki do golenia i dlaczego papier toaletowy wisi w łazience wewnętrzną stroną do ściany. Joanna K. poczuła się zdruzgotana, kiedy zobaczyła billboard na ścianie budynku, z którego krzyczało do niej hasło „Życie w konkubinacie to grzech. Nie cudzołóż”. Akurat stała vis-à-vis niego na przejściu dla pieszych, czekając, aż zmieni się światło na zielone. Nie pamięta, ile świateł zmieniło się w międzyczasie, ale wie, że została napiętnowana publicznie i w środku miasta za związek w kilkunastoletnim konkubinacie. Znana ze swojego dużego dystansu do polskiej rzeczywistości Bożena M. uspokoiła przyjaciółkę, przypominając reportaż telewizyjny, nagrany na targu w Garwolinie, w którym sprzedawca trzody chlewnej zapytany przez dziennikarza, co to jest konkordat, najpierw się zawstydził, potem z zakłopotaniem podrapał się po głowie, aż w końcu na jednym wydechu odpowiedział: – Panie, to takie coś, kiedy baba z chłopem żyją na krzyw ryj. Salwę śmiechu przerwało dziwne zachowanie Elżbiety S., której czułe powonienie nie pozwoliło kontynuować konwersacji. Bowiem siedząc blisko Iwony D., poczuła smażone buraczki. Przyjaciółka spłonęła z zawstydzenia, gdyż pracując w największym w mieście urzędzie, narażona jest na zapachy z kuchni, które z braku inwestycji w porządne filtry, snują się urzędowymi korytarzami, nie omijając ani najważniejszych gości, ani pracujących tam osób. W związku z tym mąż Iwony D. na bieżąco jest z urzędniczym menu. W poniedziałek jego żona pachnie pulpetami w sosie koperkowym, we wtorek pulpetami z buraczkami, w środę tłuczonymi ziemniakami z pulpetami, w czwartek sztuką mięsa w sosie własnym z duszoną marchewką z groszkiem, a w piątek smażoną rybą z ziemniakami i kapustą. Na szczęście weekendy mają tylko dla siebie. – Wiecie, ile można zarobić na prowadzeniu Facebooka? – przy okazji rozmowy o zwyczajach panujących w urzędach zapytała Elżbieta S., która z forum internetowego lokalnego dziennika dowiedziała się, że urząd miasta płaci 77 tysięcy rocznie za prowadzenie swoich dwóch profili. Bożena M., z zawodu księgowa, szybko przeliczyła w pamięci, że to wychodzi prawie 6500 miesięcznie, no chyba, że każdy z profili prowadzi inna osoba, to wówczas jest po 3250 na głowę. Ale skoro urząd ma już ponad 30 tysięcy polubień, to znaczy, że się kręci. Za to Joanna K. w ogóle nie chciała rozmawiać o pieniądzach, po tym, jak w Sylwestra postanowiła zapłacić kartą za fryzjera. Ponieważ terminal odmówił posłuszeństwa, zadzwoniła do męża, który właśnie zatankował na stacji benzynowej i też nie był w stanie uregulować kartą należności. Małżonkowie znaleźli się w nie lada kłopocie, gdyż właśnie padł system bankowy. Joanna K. z nieopłaconą fryzurą, jej mąż z zatankowanym na krechę samochodem – dwa puste portfele z bezużytecznymi kartami do bankomatu, niezrobionymi zakupami na sylwestrowe przyjęcie i bez możliwości dojazdu do domu. – Myślimy o emigracji – wyszeptała Joanna K., ale natychmiast wycofała się z pomysłu, bo jeśli wyjeżdżać z własnego miasta, to najlepiej z miejscowego lotniska, ale jak polecieć, skoro Unia Europejska uznała, że pas startowy jest za długi! I tak to jest, jak noworoczne spotkania organizuje się przed Wielkanocą.

Grażyna Stankiewicz

Komenatrze zostały zablokowane