fbpx

Logika w biznesie, równowaga w życiu

1 lutego 2017
Komentarze wyłączone
886 Wyświetleń

JN3_6384Nie boi się odważnych decyzji, głównie dlatego, że jak sam mówi: ma intuicję do biznesu. Ponad 20 lat temu postawił wszystko na handel owocami. Brzmi niepozornie, ale obecnie Bury sp. z o.o. to ponad 450 zatrudnionych osób, a jej spectrum działania dodatkowo poszerzono o usługi transportowe i serwis MAN Truck. Z Jackiem Burym o logice w biznesie, o tym, co może wnieść przedsiębiorca do polityki, a także o wspinaczkach na szczyty Ameryki Południowej rozmawia Aleksandra Biszczad, foto Marcin Pietrusza.

Podobno jako nastolatek miał Pan zupełnie inne plany na swoje dorosłe życie.

– I bynajmniej niezwiązane z własnym przedsiębiorstwem. W czasach licealnych interesowałem się teatrem. Udzielałem się w szkolnych przedstawieniach, szczególnie tych o rysie kabaretowym. Czułem się świetnie, występując przed publicznością, rozbawiając ją. Wiązałem z tym nawet swoją przyszłość i postanowiłem zdawać na PWST w Warszawie. Jednak na konsultacjach wstępnych pani logopeda powiedziała, że mam poważną wadę wymowy i nie powinienem iść w tym kierunku. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw zupełnie zmieniłem plany.

I podjął Pan decyzję o studiowaniu ogrodnictwa na ówczesnej Akademii Rolniczej, to diametralna zmiana zainteresowań.

– Wychowałem się w Józefowie na Roztoczu. Natura, rolnictwo były w moim życiu od zawsze. W tamtych czasach dzieci pomagały rodzicom w pracach gospodarczych. Moje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa dotyczą sianokosów. W rodzinie krążą anegdoty o tym, że już jako 4-latek pomagałem robić powrósła (wiązki zboża lub siana). Przez całe liceum pomagałem swojemu szwagrowi i siostrze w pracy przy uprawie pomidorów w tunelach foliowych. Trzeba było je najpierw wyhodować, zadbać o nie, później zbierać, no i oczywiście sprzedać. Wtedy uczyłem się handlowania. Poza tym w szkole miałem świetnego nauczyciela biologii. Był to ten przykład pedagoga, który oprócz przekazywania wiedzy, uczył nas myślenia i logiki procesów. Dobre oceny dostawało się za umiejętność logicznego myślenia, a nie wkuwania definicji na pamięć. I właśnie dlatego chciałam studiować kierunek praktyczny, który zapewni mi później pracę. Czas moich studiów, między 1986 a 1991 rokiem, był okresem przemian. Uczyłem się, ale równocześnie ciągle pomagałam rodzinie przy ich biznesie. Rzecz jasna, pomidory sprzedawaliśmy do jesieni, zima była wtedy tak zwanym martwym sezonem. W 1988 roku mój brat razem ze szwagrem wpadli na pewien pomysł, który miał zapełnić nam czas oczekiwania na sezon zbiorów pomidorów. Pojechaliśmy do Berlina Zachodniego, by kupić owoce egzotyczne i sprzedać je później w Polsce na giełdzie na Okęciu w Warszawie.

Jak się później okazało, był to wstęp do dużej działalności, spodziewaliście się tego?

JN3_6374– Skądże, to było czyste szaleństwo. Pokonanie takiej odległości zdezelowaną nyską lub żukiem było dużym wyczynem. Mimo wszystko, było to opłacalne. Kupowaliśmy na „Grossmarkcie” banany lub pomarańcze, później zarabialiśmy na nich naprawdę przyzwoite pieniądze. Jeszcze w trakcie moich studiów brat zaczął handlować owocami w Warszawie na większą skalę. Gdy je kończyłem, rynek handlu owocami i warzywami był już w Polsce dosyć rozwinięty. Jeszcze przez jakiś czas pomagałem rodzinie w Warszawie, a później stwierdziłem, że mogę robić to samo na własną rękę w Lublinie.

Jak wyglądały początki Pana firmy?

– Rynek był podzielony. W Lublinie były już firmy, które miały swoje własne dojrzewalnie bananów. My natomiast kupowaliśmy banany z dojrzewalni w Warszawie. Początki wyglądały tak, że raz w tygodniu przywoziłem do Lublina 360 kartonów bananów, w jednym mieści się około 18 kilogramów. Od 4 rano do 21 wieczorem sprzedawałem je. Miałem czas jedynie na sen, ale samochód nie był zamykany, miał jedynie plandekę, więc musiałem spać dosłownie na bananach. Zmęczenie dało się we znaki, zacząłem zasypiać za kierownicą. Już po trzech miesiącach zatrudniłem pierwszego pracownika, bo pracy było coraz więcej. Po pół roku tygodniowo sprzedawaliśmy już 1000 kartonów bananów.

To był dobry czas dla rozwijania biznesu, konkurencja na rynku rosła?

– Lata 90. były świetnym czasem do rozwijania biznesu, pod warunkiem, że ktoś był bardzo pracowity. Konkurencja rosła, ale miała też zupełnie inną filozofię biznesu. Wszystkie zarobione pieniądze inwestowaliśmy w rozwój firmy albo gromadziliśmy kapitał na wypadek cięższych czasów. Konkurencja raczej żyła chwilą i po prostu czerpała korzyści. Nie przewidywała zmian i postępu. A tak jak w życiu, tak jest i w biznesie, nic nie jest nam dane raz na zawsze. Już w 1995 roku sytuacja znacznie się zmieniła, wtedy to sporo osób z konkurencji poległo na tym gruncie.

Droga do takich odbiorców jak Leclerc czy Macro nie była prosta.

– W latach 90. współpraca z marketami nie była opłacalna. Wówczas skupialiśmy się bardziej na wolnym rynku. Później przyszedł czas na współpracę z sieciami marketów, głównie dlatego, że potrzebowały działów owocowo-warzywnych o bardzo dobrej jakości, a na takie właśnie zawsze stawiałem. O tym, że jest to udana współpraca, świadczy fakt, że trwa ona już kilkanaście lat.

Z jakich obszarów sprowadza Pan owoce?

JN3_6371– Wszystko zależy od pory roku i pewnych nieprzewidzianych sytuacji, takich jak załamanie pogody. Zimą i wiosną najlepiej jest sprowadzać towar z Hiszpanii, latem natomiast z Ameryki Południowej, RPA. W tym roku w Hiszpanii nastąpiła anomalia pogodowa, przed świętami padały intensywne deszcze, cytrusy niestety łatwo chłoną wodę, przez to tracą swoje walory smakowe i tym samym wartość handlową. W tej sytuacji sprowadzaliśmy więcej towarów z Włoch, Grecji. Latem natomiast eksportujemy pomidory z Polski do Hiszpanii. Sprzedajemy dużo towaru na Ukrainę. Żeby owoce przetrwały długą podróż w dobrym stanie, mamy do dyspozycji szereg magazynów chłodniczych, w tym momencie liczą one około 12 tys. mkw.

Dystrybucja obejmuje w tej chwili dużą część Polski?

– Obsługujemy Lublin, Rzeszów, Kraków i Warszawę, myślimy o kolejnych punktach na mapie. Dostarczamy owoce m.in. takim marketom, jak Stokrotka, Leclerc, Aldik.

Kolejną gałęzią działalności stały się usługi transportowe. To tak zwana logika biznesu?

– Logiczny krok wynikający z rozwoju firmy. Dobra logistyka to podstawa działania mojej firmy. Uznałem, że lepszym rozwiązaniem od korzystania z usług podwykonawców będzie rozbudowanie własnej stabilnej sieci transportowej. Posiadając „flotę” samochodów przewozowych, liczącą 100 ciężarówek, jesteśmy już niezależni od wahań transportowych na rynku. Dzięki temu świadczymy usługi na potrzeby innych przedsiębiorców, np. transportujemy z Polski sporo sprzętu elektronicznego, a przywozimy owoce. Zawsze staram się podchodzić logicznie do biznesu. Wiedziałem, że posiadając już 50 samochodów, opłaca się mieć własny serwis samochodów ciężarowych. Zbliżając się do tej liczby, zacząłem szukać marki zainteresowanej taką współpracą. Firma MAN przystała na to. Obecnie znajdujemy się w czołówce najlepszych serwisów MAN w Polsce.

JN3_6328W jednym z wywiadów powiedział Pan: „Kto jak nie przedsiębiorca ma znać się lepiej na gospodarce kraju”. Zgodnie z tym, kolejnym obszarem działania Jacka Burego stała się pozycja lidera lubelskiej Nowoczesnej.

– Nie jestem zainteresowany polityką, jestem za to skupiony na mocnej gospodarce w Polsce. Będę wspierał wszystkich, którzy chcą o to zadbać, zgodnie z hasłem przewodnim kampanii wyborczej Billa Clintona „Gospodarka, głupcze!”. Odnośnie Nowoczesnej, znałem wcześniej Ryszarda Petru z publikacji, jego wiedza imponowała za czasów jego pracy jako głównego ekonomisty w BPH. Mieliśmy tam rachunek, jego komentarze na temat sytuacji na rynku zawsze były trafne i przemawiały do mnie. Gdy dowiedziałem się o jego partii Nowoczesna, której hasłem było „Zorganizujemy Polskę lepiej za te same pieniądze”, stwierdziłem, że głoszone przez nich wartości są mi bardzo bliskie. Rządy partii dominujących w ostatnich latach nie przyniosły zbyt wielu korzystnych zmian w gospodarce, zatem nowy ruch jest według mnie najlepszym wyjściem.

Co wnosi doświadczenie przedsiębiorcy do polityki?

JN3_6313– Przede wszystkim otwartość na zmiany. Jako przedsiębiorca ciągle obserwuję zmiany na rynku i staram się do nich dostosować, a nawet być o krok przed nimi. Świat się zmienił, stał się globalną wioską. Niektóre międzynarodowe korporacje posiadają budżety większe niż niejedno państwo. Kapitał nie jest już tylko narodowy. Przed II wojną światową było tak, że duża firma funkcjonowała o własnych siłach w swoim państwie, a posiadała jedynie zagranicznych kontrahentów. W tej chwili duże firmy tworzą oddziały w różnych krajach, korporacje są ponadnarodowe i ponadkontynentalne. Zatem trzeba liczyć się z tym, że taki kapitał wywiera wpływ na wiele państw i wiele narodów. Dlatego nie możemy zamykać się na innych, wprost przeciwnie, Polska powinna angażować się w międzynarodową współpracę i utrzymywać dobre relacje. Niektórzy twierdzą, że mamy fatalne położenie geograficzne, ja uważam, że jest świetne, bo możemy zostać państwem środka trochę jak Chiny. Jednak, żeby było to możliwe, nie możemy brnąć w konflikty ani ze Wschodem, ani z Zachodem. Nie jesteśmy hegemonem, nie możemy narzucać swoich warunków, tylko musimy dogadywać się z innymi krajami, korporacjami i wynieść z tego jak najwięcej dobrego dla siebie. Bądźmy mądrzy, bo tym możemy wygrać. A swoją drogą rząd powinien jak najbardziej wspierać przedsiębiorców i stwarzać im dogodne warunki do rozwoju. Mamy co sprzedawać, bo produkujemy bardzo wiele rzeczy. Na przestrzeni lat doszło do tego, że coraz więcej towarów wywozimy z Polski, a coraz mniej przywozimy, co potwierdza saldo handlu zagranicznego. Jeszcze 15 lat temu było ujemne, a teraz mamy dodatnie.

Chęć polepszenia jakości życia społeczeństwa w Pana przypadku przeniosła się również na działalność edukacyjną.

JN3_6305– Moje dzieci chodziły do jednej z najlepszych publicznych szkół podstawowych w Lublinie. Z czasem zaistniał tam problem z przemocą wśród uczniów, a dyrekcja nie podjęła większych działań w tej sprawie, pomimo moich rozmów i monitów. Stwierdziłem, że w takiej sytuacji przeniosę syna do Społecznej Szkoły Podstawowej na Herbowej. Byłem zaskoczony tym, jak bardzo różni się tam podejście do ucznia od tego panującego w szkole publicznej. Dziecko nie było tutaj kolejnym numerem w dzienniku, a przede wszystkim traktowane jest jako podmiot, osoba o indywidualnych zainteresowaniach, które rozwija. Oprócz wiedzy dzieciom przekazywano dużo wiary we własne możliwości. Niestety jakiś czas później baraki pobudowlane, które zajmowała szkoła, miały zostać wyburzone, a teren oddany. Szkoła miała funkcjonować jeszcze tylko przez dwa lata, a ja nie mogłem się z tym pogodzić. Wspólnie z zarządem Stowarzyszenia, które prowadziło szkołę, nauczycielami i innymi rodzicami zdecydowaliśmy, że stworzymy niezależną spółkę Educo. Wyłożyłem większość potrzebnych pieniędzy, oni natomiast ofiarowali swoje bezcenne know-how. Wybudowaliśmy nowy okazały budynek przy ul. Paśnikowskiego, wkrótce dołączyło do nas Liceum im. Sobieskiego. Finalnie okazało się, że obiekt jest za duży dla tych dwóch szkół, więc postanowiliśmy otworzyć również przedszkole. Póki co jest to dla mnie działalność pro publico bono, ale za to odnosimy wiele sukcesów. Podstawówka była 14 razy na pierwszym miejscu w mieście, jeżeli chodzi o wynik egzaminów końcowych. Średni wynik ostatniego sprawdzianu szóstoklasistów to 92 pkt na 100 możliwych, na kolejnym miejscu była szkoła z wynikiem 82 pkt. W rankingu Perspektyw nasza podstawówka znalazła się na piątym miejscu szkół w całej Polsce. Jeżeli chodzi o liceum, to wyniki z matury ogólnej uplasowały nas w tym roku na trzecim miejscu w rankingu wszystkich szkół w Lublinie. Mamy powody do dumy.

Podobno nie lubi Pan sformułowania, że coś się komuś udało.

2222– Uważam, że na wszystko trzeba zapracować. Szczęście w życiu też odgrywa swoją rolę, ale nie wyolbrzymiajmy jego znaczenia. W biznesie najważniejsza jest sumienna praca, inteligencja, wyczucie rynku i świata, a także wykorzystywanie szans i umiejętność podejmowania ryzyka. Nawet jeżeli coś mi nie wyjdzie, to przynajmniej mam świadomość, że próbowałem o to zawalczyć.

Prowadzi Pan intensywne życie zawodowe, a jak wygląda Pana czas prywatny?

– Uważam, że równowaga w życiu jest najważniejsza, pod tym względem bardzo odpowiada mi filozofia buddyjska, którą poznałem w trakcie wypraw w Himalaje. Dążę do niej w każdej dziedzinie swojego życia. Uwielbiam spędzać czas ze swoją rodziną, ale też lubię aktywność fizyczną. Regularnie gram w tenisa, czasami biegam. A moją odskocznią od życia są wyprawy w góry. Niedługo wyruszam do północnej części Chile, aby razem z grupą przyjaciół zdobyć Ojos del Salado, najwyższy drzemiący wulkan na Ziemi, ma wysokość 6893 m n.p.m. To duże wyzwanie, ale mam w swoich osiągnięciach zdobycie jeszcze wyższego szczytu, jakim jest Aconcagua. Paradoksalnie taki duży wysiłek pozwala mi na całkowity reset od życia zawodowego. Wspinając się na szczyt, myślę jedynie o podstawowych sprawach, kolejnych krokach i oddechach. Zdarzało się, że w trakcie wspinaczki zastanawialiśmy, czy nie milej byłoby poleżeć gdzieś na plaży z drinkiem w ręku. Jednak jak już wejdzie się na szczyt, to satysfakcja rekompensuje wszelkie niedogodności. Zdaje się, że lubię wyzwania na każdym polu swojego życia.

 

1111Jacek Bury – rocznik 1967. Pochodzi z Józefowa na Roztoczu. Jest założycielem firmy Bury sp. z.o.o., która zajmuje się dystrybucją warzyw i owoców, usługami transportowymi i serwisem samochodów ciężarowych MAN. Dodatkowo jest też współwłaścicielem spółki Educo, która prowadzi w Lublinie przy ul. Paśnikowskiego zespół prywatnych szkół. Łącznie zatrudnia ponad 500 osób. Oprócz sukcesów w biznesie do listy swoich osiągnięć może dopisać zdobycie najwyższego szczytu Andów i obu Ameryk – Aconcagua.

Komenatrze zostały zablokowane