fbpx

“Oporni w stadzie”

25 maja 2021
275 Wyświetleń

Przedstawiamy pierwszy felieton Macieja Wijatkowskiego z cyklu LUBIĘ WIEDZIEĆ


Kiedy przeczytałem opracowanie uniwersyteckich socjologów, z którego wynikało, że tylko pięć procent tej części populacji, którą w ogóle cokolwiek interesuje, rozumie przekaz jakichkolwiek wiadomości, postanowiłem zaliczać się do owej mniejszości. Zrozumieć, co się dzieje. Niestety, nie wychodzi mi to najlepiej.

Niesłychaną karierę zrobiło w naszych pandemicznych czasach określenie: „odporność stadna”. Strzelano przykładami Szwecji, krajów afrykańskich i innych miejsc, których rzekomo epidemia nie rusza, bo nie było obostrzeń, część populacji „wychorowała” swoje i mają wolność. Odporność stadna to bardzo złożone zjawisko, ale sprowadzono je do tego, że w stadzie zagrożonym zakaźną chorobą niewielka część liczby całkowitej osobników zapada na nią i zdycha, część przechodzi łagodnie i wreszcie – całe pozostałe stado jest uodpornione. To właśnie głosili wyznawcy odporności stadnej. Rzecz jasna: mając na myśli zdychających, nigdy nie mieli na myśli siebie. Niesłusznie. Znam osobiście trzech takich, którzy głosili, że pandemia to „ściema”, ostentacyjnie nie zakładali maseczek i dowcipkowali na temat tych, którzy to robili. Wszyscy trzej żyją, ale zostali ledwo odratowani, po „full serwisie”, łącznie z respiratorami i całą resztą gadżetów. Płuc zostało im sporo mniej niż mieli przed wyśmiewaniem, węchu i smaku połowa, ale żyją i jakoś im nie do śmiechu.

W stadzie, czyli: w społeczności, w życiu, w narodzie (niepotrzebne skreślić) występują wyjątkowo oporni (to nie literówka, nie „odporni”) na… właśnie… Chyba na zdrowy rozsądek, bo na cóż innego. Ostentacyjnych „bezmaskowców” są całe rzesze, „podziemne” imprezy klubowe kwitną, jak za okupacji, a zwrócenie uwagi skutkuje agresją lub, w ostateczności, stwierdzeniem: „Ja już przeszedłem, bezobjawowo”. „Ja” – wystarczy, reszta stada jest nieistotna. Oto „oporność”, nie „odporność” stadna. Warto jednakowoż pamiętać, że takie traktowanie stada (życia etc.) skutkuje podobnym traktowaniem przez stado. Prędzej lub później, ale zawsze.

Innego rodzaju oporność w stosunku do bardzo szeroko pojętego stada obserwuję na co dzień w moim mieście. Interesują mnie np. pobudki oporności na potrzeby stada tego kogoś, kto zlecił wywożenie śmieci przed siódmą i przed ósmą rano, kiedy cały Lublin jedzie do pracy i jechać nie może, bo ulice i przystanki blokują śmieciarki. Nie winię tu pracowników; robią to, co im polecono. Ten, który im polecił, musi być oporny, bo w większych miastach całej Europy o szóstej rano jest już posprzątane. Oporni działają też po południu: około piętnastej trzydzieści, na długim zjeździe Alei Solidarności w kierunku LSM i Nałęczowskiej, panowie malowali pasy na jezdni! Trzypasmowy korek wracających z pracy zaczynał się od ulicy Generała Bolesława Ducha, a kończył w okolicach Alei Tadeusza Mazowieckiego. Może przesadzam z tą opornością… Może to zwykła niekompetencja?

Oporność stadna istnieje i ma się nieźle. Czasem to dobrze, bo bez niej nie byłoby „Solidarności” i tej wolności, którą teraz, chwilowo, mamy. Ale w tzw. „normalnych czasach” to niekoniecznie powinno być normą. Chociaż… Czujność wobec złodziei i cwaniaków to podstawa. Czy teraz będzie jakaś optymistyczna pointa tego felietonu? Nie.

Maciej Wijatkowski – ur. w 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.

tekst Maciej Wijatkowski | foto Beata Wijatkowska, serwis freepik

Zostaw komentarz