fbpx
WAŻNE
Warsztaty online Design Thinking (Październik 26, 2020 3:22 pm)
Koronawirus raport (Październik 26, 2020 1:28 pm)
Kowno – mój dobry adres (Październik 26, 2020 10:29 am)
Kawaleria z Chełma (Październik 24, 2020 11:18 am)

Pochłonęła mnie pasja poznania

15 października 2020
148 Wyświetleń

O sztuce organizowania nauki na uniwersytecie i zasadach uczelni kompletnej, kontestowaniu rzeczywistości PRL i kulturze studenckiej oraz widoku z piętnastego piętra i Spitsbergenie z prof. dr. hab. Radosławem Dobrowolskim, rektorem Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, rozmawia Piotr Nowacki, współpraca Anna Ignasiak, foto Marcin Pietrusza

Czy rzeczywiście to, skąd pochodzimy i gdzie kończyliśmy szkoły determinuje naszą przyszłość?

– Pochodzę z Chełma, gdzie chodziłem do szkoły podstawowej, tam też skończyłem prestiżowe II Liceum Ogólnokształcące, dobrze przygotowujące do studiów. Ten okres mojej młodości przypadał na trudny okres w historii Polski. Kiedy byłem w drugiej klasie szkoły średniej, został wprowadzony stan wojenny. Wtedy młodzi ludzie zamiast uczyć się, siłą rzeczy zajmowali się też polityką.

W jakim stopniu? Jesteśmy prawie rówieśnikami, też uczestniczyłem w różnych formach kontestacji.

– Nie do końca chodzi o działalność konspiracyjną. To był bardziej czas frustracji, wewnętrznej peregrynacji i sprzeciwu niż czynnego działania. Natomiast jeśli chodzi o zainteresowania stricte naukowe, to od zawsze były to szeroko rozumiane nauki ścisłe i przyrodnicze, zwłaszcza że chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej. Uczyłem się z kolegami, dobrze zapowiadającymi się fizykami i matematykami, którzy później zrobili karierę w tych dziedzinach. Ja wybrałem dość nietypowo – jak na profil tej klasy – geografię.

I okazał się to wybór, który zadecydował o przyszłości.

– Myślałem o różnych studiach, w tym o handlu zagranicznym lub ekonomii. Ale olimpiada geograficzna szczebla centralnego, której byłem finalistą, otworzyła mi drzwi na studia geograficzne w całej Polsce. Wybrałem UMCS, który miał dobrą pozycję nie tylko w kształceniu geograficznym. Zdecydowałem się na specjalność geografia fizyczna, ponieważ najbardziej intrygowały mnie procesy zachodzące w przyrodzie. Od zawsze chciałem wiedzieć, jak to działa? jak powstało? dlaczego? i kiedy? Pochłonęła mnie ta pasja poznania. Poszukiwanie odpowiedzi na tego typu pytania motywowało mnie do pracy już od czasów licealnych, zaś ostateczny wybór studiów nie był wynikiem kalkulacji ani presji ze strony rodziców. Jedyną motywacją była właśnie pasja poznania.

Od półtora miesiąca piastuje Pan funkcję rektora na największej uczelni w Lublinie i w regionie, no i też na najwyższym piętrze budynku rektoratu z widokiem na całe Miasteczko Akademickie.

– Z jednej strony do piętnastego piętra zdążyłem się przyzwyczaić, ponieważ przez ostatnie cztery lata pełniłem funkcję Prorektora ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej w Kolegium Rektora Stanisława Michałowskiego. Z drugiej strony to nie jest tak, że o tej sprawowanej funkcji myśli się całe życie i do niej dąży za wszelką cenę. Dla mnie dojście do najwyższego piętra w rektoracie UMCS wymagało zbierania wielu doświadczeń, przez wiele lat. W administracji uczelnianej funkcjonuję od ponad dekady, więc ta moja droga w systemie zarządzania uczelnią przebiegała od zastępcy dyrektora Instytutu Nauk o Ziemi na moim macierzystym wydziale, później przez krótki moment pełniłem funkcję dyrektora instytutu, by zostać pierwszym dziekanem demokratycznie wybranym przez społeczność nowo powstałego Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej. To był wyjątkowy czas tworzenia od podstaw sfery organizacyjnej, dydaktycznej i naukowej nowej jednostki wydziałowej uniwersytetu. W ostatnim okresie pełniłem zaś funkcję Prorektora ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej UMCS. Z pewnością organizacja nauki jest tym, w czym czuję się dobrze.

Wróćmy do widoku. Bez dwóch zdań jest niezwykły.

– Widok rzeczywiście zapiera dech w piersiach, a panorama Lublina wygląda pięknie bez względu na kierunek, w którym patrzymy. W bliskiej perspektywie widać cały kampus uniwersytecki, który w tej chwili staje się bardziej zwarty i funkcjonalny niż był do tej pory. Z różnych stron piętnastego piętra Rektoratu widać wszystkie miejsca dla uniwersytetu istotne – poszczególne wydziały, domy studenckie, kampus zachodni, większość obiektów tworzących infrastrukturę uczelnianą, ale widać też panoramę Starego Miasta, Arenę Lublin, Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej i Uniwersytet Medyczny. Cieszę się, że dzięki pozyskaniu środków zewnętrznych tak wiele udało się zrealizować i nam, jako UMCS, ale także Lublinowi i innym uczelniom naszego miasta. Można cieszyć się także widokiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Uniwersytetu Przyrodniczego, ale też nowoczesnych budynków Politechniki Lubelskiej, a z przeciwnej strony Uniwersytetu Medycznego. Lublin to miasto akademickie i jest to bardzo wyraźnie widoczne w panoramie miasta.

Jak istotna jest współpraca z innymi szkołami wyższymi?

– Często się zastanawiam, dlaczego, skoro jesteśmy w tak bliskim sąsiedztwie i mamy wspólną historię, jest nam tak daleko w wielu kwestiach. Dlaczego zamiast współpracować, rywalizujemy ze sobą, zazwyczaj ze stratą dla całego środowiska akademickiego Lublina. Zmiana tych relacji jest jednym z celów mojej kadencji – rozwój macierzystej uczelni w ramach rozszerzonej współpracy międzyuczelnianej. To jest olbrzymi potencjał, nie do końca wykorzystany. W związku z tym, że udało nam się już kilkakrotnie spotkać z rektorami pozostałych uczelni publicznych, jestem przekonany, że będzie to dobry czas dla Lublina jako ośrodka akademickiego.

Czy w związku z konsolidacją uczelni możliwa jest wspólna oferta edukacyjna?

– Nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna. Dotyczy to również współpracy naukowo-badawczej, wspólnych prac projektowych i publikacji w dobrych periodykach. Takie działania w moim odczuciu mogą przynieść wyłącznie pozytywne efekty. To jest dobry moment do nadrobienia wieloletnich zaległości w tym względzie. Już trwają zaawansowane rozmowy dotyczące uruchomienia interdyscyplinarnych, międzyuczelnianych kierunków studiów w ramach współpracy UMCS i Uniwersytetu Medycznego. A to dopiero początek współpracy. Bardzo na nią liczę.

Mocnym akcentem Pańskich wypowiedzi podczas kampanii wyborczej było umiędzynarodowienie UMCS.

– Mamy to szczęście, że nasz uniwersytet należy do elitarnego grona uczelni publicznych w Polsce, gdzie stopień umiędzynarodowienia kształcenia jest najwyższy w kraju. Co dziesiąty student naszego uniwersytetu pochodzi z zagranicy, co daje grupę liczącą ponad 1800 osób z niemal 50 krajów świata.

W realizowaniu koncepcji umiędzynarodowienia uczelni, poza liczbą zagranicznych studentów, ważne jest również podniesienie wskaźnika kadry międzynarodowej. I tu jest duże pole do zagospodarowania. Planuję, że pod koniec kadencji będzie można się pochwalić znaczącym przyrostem w gronie wykładowców pochodzących z zagranicy, posiadających ugruntowaną pozycję naukową i o międzynarodowej rozpoznawalności.

Umiędzynarodowienie widać też w sferze publikacyjnej. Gratulacje za publikację w prestiżowym „Nature”, w którym ukazał się artykuł dotyczący badań przeprowadzonych przez naukowców z Instytutu Archeologii UMCS.

– Umiędzynarodowienie badań naukowych to bardzo złożona sfera aktywności. Najbardziej wymiernym jej efektem są publikacje w periodykach o zasięgu międzynarodowym. W bezpośredni sposób przekładają się one na ewaluację nauki. To, co cieszy, to fakt, że od pewnego czasu widać wyraźny progres publikacyjny w tych najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych. Do takich dyscyplin, jak fizyka, chemia, biologia dołączają również nauki społeczne i humanistyczne. Publikacja, o której pan wspomniał, jest tego przykładem i to wcale nie odosobnionym. Takich publikacji w „Nature”, „Science” czy innych topowych periodykach w ostatnim czasie było w UMCS kilka.

Ale UMCS to nie tylko świat nauki. To również możliwość realizowania swoich pasji. Warto w tym miejscu zastanowić się, jakie potrzeby pozanaukowe mają obecni studenci. Jesienią przyszłego roku jest planowane w ACK UMCS Chatka Żaka ogólnopolskie Forum Kultury Studenckiej.

– Działania związane z Forum rozpoczynają się już w tym miesiącu. Projekt rozpoczął się ogólnopolskimi badaniami kondycji kultury studenckiej, których wyniki zostaną przedstawione w przededniu inauguracji roku akademickiego na naszym uniwersytecie. Pozyskanie środków finansowych na badania z Narodowego Centrum Kultury świadczy o wiodącej roli UMCS również w zakresie dbania o poziom kultury studenckiej.

Zmienia się rzeczywistość, zmieniają się potrzeby młodych ludzi. Kiedyś kultura studencka dawała poczucie wolności, niezależność.

– To prawda, choć im bardziej zbliżaliśmy się do tej upragnionej wolności, tym bardziej na kulturę studencką działało to degeneracyjnie. To dość osobliwa zależność. Pamiętam końcówkę moich studiów, kiedy dokonał się taki zjazd po równi pochyłej. Od bardzo ambitnych projektów na początku mojego studiowania do braku dobrych pomysłów na kulturę studencką dekadę później. Wcześniej Chatka Żaka była przestrzenią dla organizacji wyjątkowych wydarzeń, a kulturalne życie studenckie kwitło. Na przełomie lat 80. i 90. nagle wszystko się zmieniło, kulturę studencką zaczęła zjadać wszechogarniająca komercja. A przecież kiedy spojrzymy na to z perspektywy historycznej, to paradoksalnie te najgorsze lata PRL-u były dla kultury studenckiej złotym okresem.

Co z tych dobrych doświadczeń zostało w pamięci?

– Za moich studenckich czasów do Chatki Żaka chodziło się na wyjątkowe koncerty, głównie piosenki zaangażowanej (do dziś wspominam m.in. wspaniały koncert Gintrowskiego i Łapińskiego, z niekończącymi się bisami i wspólnym śpiewaniem). Pamiętam kultowe „Bakcynalia”, które należały do tych festiwali, które łączyły piosenkę turystyczną i studencką. Były przeglądy teatralne, poprzedzające późniejsze Konfrontacje Teatralne, które w latach 80. odbywały się w różnych miejscach Lublina, ale zawsze Chatka Żaka była punktem centralnym najbardziej interesujących wydarzeń kulturalnych. Dziś każda szanująca się uczelnia dba o swój zrównoważony rozwój, czyli o to, aby poza sferą naukową i dydaktyczną na odpowiednim poziomie funkcjonowało i rozwijało się życie studenckie, w tym sport akademicki, w wymiarze zarówno amatorskim, jak i bardziej wyczynowym, w czym UMCS jest absolutnym liderem. Mamy kilka ekstraklasowych lub pierwszoligowych drużyn, znakomitych pływaków i zespół lekkoatletów, który zdobył niedawno drużynowe mistrzostwo Polski (z gwiazdami, które reprezentują nasz kraj na różnych imprezach międzynarodowych, co również przyczynia się do budowania marki samego uniwersytetu). Te elementy decydują o tym, co nazywamy kompletnością uczelni wyższej.

UMCS posiada swoją stację naukową na Spitsbergenie. To dość wyjątkowa sytuacja.

– Należymy do tego wąskiego grona uczelni w Polsce, które mają swoją placówkę badawczą poza kręgiem polarnym – bazę Calypsobyen w Bellsundzie w archipelagu Svalbard. To kompleks kilku zabytkowych drewnianych budynków, będących dawną bazą wielorybniczą. Od 1986 r. są tam realizowane projekty badawcze, głównie z zakresu nauk o Ziemi, choć ostatnio coraz częściej zdarzają się także projekty interdyscyplinarne. Zajmujemy się m.in. badaniami hydrologicznymi, geologiczno-geomorfologicznymi, rekonstrukcjami zmian klimatu, degradacją wieloletniej zmarzliny. Badania prowadzone na dalekiej Północy przynoszą wymierne efekty, co z kolei jest dostrzegane przez środowisko naukowe.

Był Pan na Spitsbergenie?

– Tak, byłem w 2015 r. w ramach XXVII Wyprawy Polarnej na Spitsbergen. Było to dla mnie niezwykle cenne i ważne z naukowego punktu widzenia doświadczenie. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja w przyszłości tam wrócić. Pomysłów badawczych do realizacji w tym obszarze mi nie brakuje.

W jaki sposób rektor Radosław Dobrowolski regeneruje siły, realizuje swoje pasje pozazawodowe?

– Od niedawna moja doba niespodziewanie zaczęła się wydłużać na korzyść obowiązków zawodowych i coraz trudniej o pełną regenerację sił. Ale nadal silne jest we mnie umiłowanie przestrzeni i jej poznawanie, co umożliwiają mi podróże, zarówno te do odległych miejsc, jak i piesze wędrówki po Polsce. Rekreacyjnie grywam w tenisa, słucham dobrej, zróżnicowanej stylistycznie muzyki. Jeszcze z czasów licealnych zostało mi zamiłowanie do sztuki. Byłem częstym gościem w Muzeum Chełmskim, gdzie znajduje się Galeria 72 z jedną z najbardziej znanych w Polsce kolekcji polskiej sztuki współczesnej.

Prof. Radosław Dobrowolski, rektor UMCS w Lublinie w kadencji 2020–2024. Geograf fizyczny, geomorfolog i paleogeograf. Typ umiarkowanego domatora, lubiący spędzać czas w gronie rodziny i przyjaciół. Z żoną Jolantą poznali się na studiach, mają dwoje dzieci Michała i Aleksandrę. Amator podróży, zarówno tych dalekich, jak i tych bliskich. Miłośnik sztuki, wierny kibic wielu dyscyplin sportowych; rekreacyjnie gra w tenisa ziemnego.

Zostaw komentarz