fbpx

Transformacja energetyczna w Polsce i na świecie – czyli zmiany na zawsze

27 grudnia 2022
548 Wyświetleń

O trwających i nadchodzących przeobrażeniach w energetyce z Krzysztofem Szydłowski, innowatorem i liderem transformacji energetycznej oraz szefem Grupy SIS, rozmawia Piotr Nowacki, foto Grupa SIS.

Proszę powiedzieć, jakie zmiany w najbliższym czasie czekają nas w energetyce, która jest obecnie chyba najbardziej dyskutowanym tematem?

Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się, że energia po prostu jest – elektryczna, cieplna czy gaz – a do tego tania. Nie zajmowaliśmy się tym, zarówno w kontekście bytowym, nie zastanawiając się, czy będzie ona dostępna w czasie kolejnej zimy, jak i kosztowo-cenowym, ponieważ ceny utrzymywały się na stosunkowo stałym i jak dzisiaj sobie uświadamiamy – niskim poziomie. Jednocześnie od lat realizowany jest ogólnoświatowy program transformacji energetycznej, którą ja nazywam „zmianą na zawsze”, czyli przejście od energetyki węglowej i węglowodorowej: węgla kamiennego i brunatnego, gazu, ropy… do energetyki czystej, zielonej, odnawialnej, nieemisyjnej w wyniku jej wytwarzania, a więc niewpływającej na ogromnie przyspieszające zmiany klimatu, skrajne zjawiska pogodowe, jak susze, powodzie, tajfuny… ale też pustynnienie całych krajów, które to zjawiska widać gołym okiem. Kryzys związany z pandemią COVID-19 oraz wojną w Ukrainie wysunął na pierwszy plan te kwestie i przyspieszył działania z nimi związane. Dzisiaj widać, że można mniej konsumować i racjonalniej gospodarować zasobami – już tej jesieni np. w Holandii pojawiły się oszczędności na poziomie 25% zmniejszonej konsumpcji nośników energetycznych. Czyli można – a do tego trzeba to robić, i to pilnie. Aby wspomniana transformacja energetyczna udała się i przyniosła efekty dla całego globu, musi być szybka. To jest absolutna konieczność. Musi zatem z tych powodów też być ona z jednej strony opłacalna dla inwestorów, z drugiej zaś zmienić postawy konsumpcyjne u odbiorców indywidualnych i przemysłowych. Natomiast jeśli coś jest stosunkowo tanie, to przyzwyczajamy się do tego, a to nie generuje właściwych postaw i zachowań u konsumentów, zarówno tych przemysłowych, jak i obywateli. Nie wywołując pożądanych i koniecznych zmian w ich nastawieniu, powoduje dalsze nieracjonalne gospodarowanie zasobami energetycznymi, nieoszczędzanie ich zużycia, niewpływanie na mniejszą energochłonność poprzez modernizację wszelkich budynków i urządzeń, np. przemysłowych, niewymienianie ich na mniej energochłonne lub brak rezygnacji z części z nich, pozostając np. przy 3 lodówkach czy telewizorach w domu. Tylko nieopłacalność dalszego trwania w dawnym stanie rzeczy może wywołać u konsumentów właściwe reakcje, czyli np. ponad milion domów w Polsce z zainstalowaną fotowoltaiką na dachu w ciągu głównie 2 lat. Podobnie dzieje się z termomodernizacją, pompami ciepła, a za chwilę domowymi magazynami energii, ładowarkami i samochodami elektrycznymi… Ceny węgla, drewna, gazu, energii z sieci… przyspieszają decyzje osób i firm o zweryfikowaniu swojej postawy co do ilości zużycia oraz co do inwestycji we własne źródła i wdrożenie racjonalizacji zużycia. Normy europejskie na 2030, 2040 rok, przewidujące procentowy udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii, poziom zmniejszenia emisyjności i energochłonności każdej dziedziny życia… nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co również my, Polacy, musimy zrobić – zarówno w skali makro, jak i mikro. Każdy z nas. Z jednej strony obecne rozchwianie rynku surowców, w tym energetycznych (Covid, wojna na Ukrainie) spowodowało chwilowe nadmierne wzrosty cen energii i innych nośników energetycznych, z drugiej strony trzeba sobie jasno powiedzieć, że powrotu do dawnych cen energii nie będzie. Musimy zatem nauczyć się racjonalnie z nich korzystać.

Czy uważa Pan, że tak duże wzrosty cen, kwotowe i procentowe, mają racjonalne uzasadnienie ekonomiczne?

Strach ma wielkie oczy. Spekulanci, wielkie banki inwestycyjne zza oceanu i nie tylko, robiąc użytek z instrumentów finansowych, wykorzystały obecną sytuację do spekulacyjnego podbicia cen w sposób niewspółmierny do rzeczywistej sytuacji. Momentami wzrosty cen gazu sięgały nawet ponad 1000%. Podobnie ceny węgla wzrosły z 50 $ za tonę do 350 $, a to musiało wpłynąć na koszty końcowe, w tym energii elektrycznej. Takie wzrosty cen nie mają jednak długoterminowego uzasadnienia i są przejściowe. Kto kupił w tym czasie te nośniki, będzie miał niestety problem – mówię tu zwłaszcza o małych i średnich firmach, które podjęły emocjonalne i nieracjonalne decyzje o zakupach w szczytach spekulacyjnych. Ceny nośników energetycznych już znacznie spadły w ostatnich tygodniach października, a na najważniejszej giełdzie gazu w Holandii w niektórych godzinach trzeba było dopłacić, by ktoś zechciał kupić i odebrać gaz. Średnie ceny gazu, energii i innych nośników energetycznych spadły od szczytów nawet 50-70%, niemniej jednak są dwu-, trzykrotnie wyższe niż były przez wiele lat. Do takich cen, chcąc nie chcąc, musimy się przyzwyczajać. Ważne jest, aby nie były one dalej przedmiotem spekulacji, ponieważ rozchwianie rynku typu kilkaset procent w ciągu kilku miesięcy powoduje, że kupujący na tzw. górce za chwilę zbankrutuje, a jest to kwestia nie tylko bankructw indywidualnych osób, ale również firm, czego rezultatem będzie z kolei likwidacja miejsc pracy. Zauważalna jest również tendencja polegająca na przejmowaniu przez wielkie globalne koncerny mniejszych firm lub poprzez przejmowanie rynku doprowadzanie do ich upadłości – i tego zjawiska trzeba się spodziewać w najbliższych latach. Duży może po prostu więcej, ma mniejsze koszty, szybciej je racjonalizuje, taniej wszystko kupuje, więc ma przewagi i je wykorzystuje. Na to, co ja i mi podobni wdrażaliśmy 10-15 lat temu, będąc pionierami na rynku OZE, niemal wszyscy patrzyli co najmniej ze zdziwieniem… Dziś chyba już wszyscy mają świadomość, że zmiany klimatyczne zachodzą w sposób niewyobrażalnie szybki i nadal przyspieszają, że odwrotu od zielonej transformacji nie ma, bo to dla nas jako cywilizacji jedyny ratunek. Niezależnie od tego, czy zdarzenia ostatnich 2-3 lat oceniamy jako przypadkowe czy jako celowe, to zmieniły nas one i nasze postrzeganie otaczającego świata. Jesteśmy już inni i mamy świadomość, że stare nie wróci, i że to początek, a nie koniec czekających nas ogromnych zmian w świecie, w Polsce i w naszych domach. Zatem ważne jest, aby w przyszłości te zmiany nie odbywały się w sposób tak kosztowny, jak obecnie dla każdego z nas. Należy doprowadzić do racjonalizacji tych procesów, częściowej ich kontroli i stabilizowania wspomnianych rynków, by w przyszłości zapobiec podobnemu ich rozchwianiu. Transformacja musi następować w sposób przyspieszony, ale jednocześnie nie generując nadmiernych wzrostów kosztów energii, która jest przecież „krwiobiegiem, nerwem” całej gospodarki oraz życia codziennego. Bez niej nie da się funkcjonować, a jednocześnie ma ogromny wpływ na ceny wszystkiego innego.

Polska nie wykorzystała do końca szansy, jaka została stworzona na rozbudowę sieci energetycznej w zakresie odnawialnych źródeł energii.

To prawda. Na świecie przebiega to znacznie szybciej, wystarczy powiedzieć, że Niemcy w samej fotowoltaice mają ponad 50 tys. MW mocy zainstalowanej. My, dzięki rozwojowi energetyki prosumenckiej, czyli obywatelskiej, zainstalowaliśmy 8 tys. MW mocy na ponad milionie domów i kilkudziesięciu tysiącach małych zakładów przemysłowych i ok. 3 tys. MW w postaci farm PV. Należy dodać, że Chinach, kraju produkującym najwięcej szkodliwych substancji na świecie, zużywającym połowę światowego wydobycia węgla, tylko rocznie samej fotowoltaikiinstaluje się więcej niż zrobiono to podczas całej rewolucji energetycznej w Niemczech w ciągu 20 lat. Podobnie jest, jeśli chodzi o wiatraki czy biogazownie. Nie dostrzegamy tego ogromnego zrywu, wysiłku inwestycyjnego w OZE w Chinach z perspektywy europejskiej, ale warto powiedzieć, że w 2060 roku kraj ten ma być zeroemisyjny, co wydawać by się mogło niemożliwe. To razem pokazuje, że teraz jest czas na duże zielone inwestycje w Polsce. Najwyższy czas. Obywatele zrobili tyle, ile mogli, korzystając w części oczywiście z różnych form zachęty i wsparcia finansowego. Obecnie widzimy ogromny rozwój inwestycji w duże farmy fotowoltaiczne i wiatrowe, w tym na morzu. Do tej pory system wsparcia przysługiwał na instalację fotowoltaiczną o mocy do 1 MW, natomiast teraz jest on w sumie zbędny (też przy obecnych cenach energii…). Obecnie przygotowuje się, a pierwsze już buduje, farmy o mocy 100, 200 i 300 MW, a w planach jest kolejnych kilkadziesiąt takich obiektów. Jeśli chodzi o systemy wiatrowe, wstrzymane w 2016 r. przez obecny rząd, teraz jest szansa na ponowne ich przygotowywanie – niestety kilkuletnie wstrzymanie tych inwestycji przez rządzących było szkodliwe i znacznie wpłynęło na obecne ceny energii w Polsce. W technologiach OZE nieustannie postępuje racjonalizacja kosztowa i technologiczna, skutkująca wzrostem wydajności, a zarazem spadkiem ich cen. Zarówno w PV czy magazynowaniu energii, jak i w energetyce wiatrowej. Tu również nastąpił postęp, dzisiaj jeden wiatrak ma już nie 2 MW, ale 6-7 MW, a na morzu nawet 15 MW – wyobraźmy sobie wysokość takiego wiatraka, która przewyższa wysokość Pałacu Kultury, mierząc łącznie z iglicą. To oznacza nie tylko mniejszy koszt jednostkowy budowy 1 MW mocy, ale też mniej urządzeń.

Jest szereg przepisów, które są niedostosowane do koniecznych tak szybkich zmian.

To jest bardzo istotna kwestia. Prawodawstwo nie nadążało nie tylko w zakresie inwestycji infrastrukturalnych, o których Pan wspomniał, zwłaszcza infrastruktury przesyłowej i dystrybucyjnej. Mamy niestety opóźnienie także w dostępie do ogromnych i niezmiernie potrzebnych środków z perspektywy unijnej 2021-2027 i Krajowego Planu Odbudowy, również opartego o środki Unii. Niestety to skutki niezrozumiałych i szkodliwych dla nas, Polaków, rozgrywek politycznych obecnego rządu z Brukselą, których ton w ostatnich dniach jakby zelżał po stronie rządu – ale do pozytywnego finału jeszcze daleko. Jednakże na poziomie krajowym należy już spodziewać się różnego rodzaju ułatwień prawnych. Nastąpią niebawem – miejmy nadzieję – zapowiedziane bardzo szybkie zmiany w Ustawie o OZE oraz o planowaniu przestrzennym. Jak wiadomo, linie energetyczne są głównie wokół dużych siedlisk miejskich i przemysłowych, a tam z reguły są dobre klasy ziemi i dosyć niska dostępność gruntów. Dlatego inwestycje muszą się odbywać w obszarach wiejskich, a te niestety często mają plany zagospodarowania przestrzennego, które nie przewidywały inwestycji w OZE, a głównie uprawy polowe, nawet na gruntach V i VI klasy, które z uwagi na znikomą przydatność do produkcji rolnej i jej nieopłacalność należy przeznaczać przede wszystkim pod inwestycje OZE. Dziesięć lat temu nikt nie przewidywał takiego rozwoju energetyki odnawialnej, postrzegana była bardziej jako moda, więc plany nie przystają do obecnej rzeczywistości, a chcąc zmienić plany przestrzenne, należy liczyć się z okresem 2 lat, o ile nie ma protestów. To oczywisty absurd i sztuczna blokada. Rząd, dojrzewając do przyspieszenia tych koniecznych zmian, celem ułatwienia i uproszczenia procesów inwestycyjnych, zapowiedział, że w I kwartale 2023 roku uchwali przepisy ułatwiające proces zmian planów zagospodarowania przestrzennego. Takie założenia zostały ustalone m.in. w ostatnich konsultacjach z samorządami. Ta zmiana powinna zdecydowanie przyspieszyć proces transformacji energetycznej. Podobnie jeśli chodzi o dostępne moce przyłączeniowe – w naszym przypadku PGE – rozwiązania systemowe idą w takich kierunkach, aby wspomóc rozwój energetyki odnawialnej. Dziać się to będzie (po zmianie m.in. przepisów w ustawie o OZE) poprzez: wsparcie zintegrowanych inwestycji na obszarach działania społeczności energetycznych (Klastry energii, spółdzielnie energetyczne i samorządowe…), dotowanie budowy magazynów energii, które ustabilizują sieci i umożliwią budowę dodatkowych mocy OZE zwłaszcza w fotowoltaice i wietrze, bez konieczności inwestycji w przebudowę sieci, wsparcie dla budowy wytwórni zielonego wodoru, jego magazynowania, transportu i dystrybucji. To także likwidacja części prerogatyw obecnego monopolu (państwowych 4 molochów, które są jedynymi właścicielami sieci dystrybucyjnych) i danie tym społecznościom możliwości bezpośredniej sprzedaży energii odbiorcy końcowemu, w tym poprzez budowę linii bezpośredniej do odbiorcy i tworzenie systemu partycypacji inwestycyjnej w OZE społeczności lokalnych, tak jak to już jest na zachodzie. To również tworzenie bezpieczeństwa energetycznego kraju poprzez budowę sytemu energetycznego mniej scentralizowanego, bardziej rozproszonego i niezależnego od wielkich zdarzeń – jak ostatnio bombardowania wielkich elektrowni w Ukrainie i odłączanie od energii całych miast i obszarów.

Czy budowa wielkich sieci, setki kilometrów, nie jest anachronizmem? W bardziej zaludnionych obszarach są one opłacalne, natomiast w takich regionach, jak np. Lubelszczyzna, tych sieci jest znikoma ilość, co z kolei nie zachęca do inwestycji dużego przemysłu. Jakie rozwiązania należy zastosować dla tych obszarów?

W kolejnych latach czeka nas następny etap zielonej rewolucji, musimy wejść na nowy poziom. Chodzi już nie tylko o budowanie samych źródeł wytwórczych energii odnawialnej i proste przyłączanie do sieci, rewolucję przechodzi samo jej magazynowanie. Są świeże rozwiązania, dające nawet o 300% większą sprawność magazynów energii niż tych klasycznych, czyli litowo-jonowych, które mamy m.in. w samochodach. Technologia np. żelazowo-wodorowa daje nadzieję związaną zarówno z ich pojemnością, trwałością (ilość cykli ładowań), jak i ceną. W USA są już pierwsze zamówienia na nie do zastosowania sieciowego. Ceny tych rozwiązań będą spadały równie szybko, jak np. w PV. Fachowcy tej branży twierdzą, że w 10-letniej krzywej cen fotowoltaiki co roku wskaźnik dla tej technologii spadał o 10%. To samo dzieje się jeśli chodzi o akumulatory, z tym że jesteśmy obecnie w czwartym roku tego 10-letniego cyklu. Zatem za kilka lat powinniśmy mieć tę technologię bardziej dostępną, ponieważ będzie 2–3-krotnie tańsza, sprawniejsza i efektywniejsza. Kolejny ważny element naszej transformacji energetycznej to wspomniane tworzenie spółdzielni i klastrów energetycznych oraz maksymalna konsumpcja wytworzonej energii na miejscu. Nie chodzi tu tylko o magazynowanie jej i przesunięcie ze szczytów produkcyjnych, np. nocnych w przypadku instalacji wiatrowych czy południowych latem w przypadku fotowoltaiki, na godziny szczytów porannych i wieczorowych, kiedy zużywamy najwięcej energii, czyli spłaszczenie pików produkcyjnych instalacji OZE – chociaż również – ale i o to, aby maksymalna konsumpcja energii następowała od razu, na miejscu, w czasie rzeczywistym, zamiast wysyłać jej nadwyżki do sieci i je przeciążać. Przyszłość to również przetwarzanie tej energii elektrycznej w wodór i magazynowanie go, ponieważ w przeciwieństwie do energii elektrycznej, wodór z łatwością można przewieźć, a następnie zużyć w pociągu, samochodzie ciężarowym lub osobowym bądź do napędu statków i wielkich okrętów. Ale również w ciepłowni czy elektrociepłowni. To rozwiązania ważne zarówno dla kwestii magazynowania energii, jak i zmniejszenia emisyjności.

Niezależnie od tego, czy rozmawiamy o energii ze źródeł odnawialnych czy o energii wodorowej, dochodzimy do tematu przemysłu elektrycznego i energetycznego oraz usług z nimi związanych, w której zapóźnienia są ogromne. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że Organizacja Pracodawców przewiduje zapotrzebowanie kadrowe sięgające nawet 300 tys. miejsc pracy do końca 2030 roku. Czy nie uważa Pan, że już należy czynić jakieś zmiany w samym szkolnictwie?

Tak się składa, że siedziba mojej Grupy kilkunastu firm związanych z tą branżą jest naprzeciwko największego i najlepszego technikum energetycznego w województwie lubelskim, czyli Zespołu Szkół Energetycznych im. profesora Kazimierza Drewnowskiego w Lublinie, i obok centrali na Polskę siedziby PGE Dystrybucja, odpowiedzialnej za sieci energetyczne – stąd mam bieżący kontakt i obserwuję tę sytuację, rozmawiając też z innymi fachowcami na ten temat. Dotychczas w Polsce kształciło się głównie elektryków do obsługi klasycznej energetyki, głównie węglowej, obsługi wielkich scentralizowanych systemów sieciowych i dystrybucyjnych, klastycznych przyłączeń odbiorców końcowych, teraz programy edukacyjne uzupełniono o naukę budowy i obsługi prostych urządzeń, jakimi są głównie instalacje fotowoltaiczne. Natomiast energetyka przyszłości jest, a raczej będzie dziedziną wielowątkową, wielopłaszczyznową. Będzie to, oprócz wytwarzania, również magazynowanie energii i zarządzanie tym systemem, wytwarzanie z niej wodoru, magazynowanie go i transport oraz wykorzystanie w innych urządzeniach. To energetyka zbilansowana lokalnie, czyli produkująca i konsumująca energię na miejscu, by uniknąć przesyłania jej, ponieważ to powoduje konieczność rozbudowy sieci przesyłowych. Energetyka przyszłości jest wysoko zaawansowana cyfrowo w zakresie racjonalnego zarządzania nią i bilansowania na miejscu. Będziemy bardzo potrzebowali wielu wysokiej klasy fachowców o odpowiednim poziomie kompetencji, tworząc energetykę wyższego poziomu: elektryków, ale też wysokiej klasy informatyków od zarządzania tymi systemami, w tym wyspowymi i półwyspowymi, współpracującymi z wielkimi sieciami, ale też samowystarczalnymi na miejscu, właściwie zbilansowanymi we wszystkich godzinach dnia oraz porach roku.

Potrzebni są jednak zarówno fachowcy z branży elektrycznej, jak i obszaru komunikacji, której sposób zmienia się – tu będziemy potrzebować mechaników-elektryków-elektroników, fachowców o innym przygotowaniu, ponieważ obecni nie będą w stanie sprostać wymogom, jakie niesie za sobą samochód elektryczny, który może być zarówno pojazdem elektrycznym, jak i akumulatorem i stabilizatorem energetycznym dla domu w pozostałych godzinach doby.

Tak. Już dzisiaj przy zarządzaniu naszymi farmami, które są na wysokim poziomie innowacyjności jak na obecne czasy, chociaż budowane kilka lat temu, potrzebujemy nie tylko elektryków, ale też elektryków będących jednocześnie wysokiej klasy informatykami, aby zarządzanie to było sprawne i efektywne. Na przykład takie czynności, jak bilansowanie energii biernej wymaga obsługi inwerterów (które m.in. zbierają i przetwarzają energię stałą na zmienną) w bezpośrednim kontakcie z fabryką w Chinach i ich przestawiania, moderowania w wymiarze bardziej cyfrowym, elektronicznym niż elektrycznym. Mamy elektrownię przyłączoną 9,5-km linią bezpośrednią do GPZ-tu i w związku z tym mieliśmy duży problem kosztowy, ponieważ za jej wytwarzanie przez tę linię średniego napięcia (Sn) PGE naliczał nam karę 1200-krotną. Tak, nawet nie 1200%, ale 1200 razy! Tak, to brzmi jak jakiś absurd, ale takie stawki stosuje monopol – właściciel sieci dystrybucyjnych, do których musimy te źródła OZE przyłączać. Nasi inżynierowie poprzez łącza cyfrowe wraz z inżynierami w wielkiej chińskiej fabryce Huawei, z którą mamy bezpośredni kontrakt na dostawy tych urządzeń, rozwiązali problem bez zbędnych inwestycji idących w setki tysięcy złotych, które trzeba byłoby ponieść w klasycznym, anachronicznym sugerowanym nam rozwiązaniu. I dzisiaj na tej bazie jest tworzony program do zarządzania i obsługi społecznościami energetycznymi na poziomie lokalnym – miejskim czy wiejskim. Powstaje on dzięki naszemu wysiłkowi, w tym przy częściowym wsparciu środków unijnych, a także przy współpracy, jak wspomniałem, producentów z Chin. Te patenty są już wdrażane do zarządzania. Energetyka przyszłości to energetyka będąca o trzy poziomy wyżej niż ta, którą mieliśmy dotychczas, a zatem szybko zmieniająca się, potrzebująca osób z otwartym spojrzeniem, odpowiednim przygotowaniem, gotowych na nadchodzące wyzwania. Zgadzam się z tym, że trzeba nowych kompetencji, zarówno do zarządzania wielkim rynkiem energetycznym, opartym nie tylko na węglu, ale połączonym z wieloma nowymi czystymi źródłami, jak i do działań o mniejszej skali, ale w nowym, bardziej skomplikowanym, bo innowacyjnym wymiarze, czyli obsługi samochodów elektrycznych, ładowarek do nich, magazynów energii, zarówno tych wielkich, jak i domowych, zarządzania i bilansowania obszarami samowystarczalnymi… Energetyka przyszłości, także w wymiarze prosumenckim, będzie polegała również w znacznej części na przetwarzaniu energii słonecznej w wodór i magazynowaniu go, by następnie np. zatankować samochód. Jeśli mielibyśmy podpowiedzieć młodym ludziom kierunki edukacji, które na pewno dadzą wysokopłatną pracę na rynku polskim i zagranicznym na całe życie, to są to właśnie te związane z obszarami, które omówiliśmy tu w zarysie. Ponieważ transformacja energetyczna jest zmianą na zawsze, a kierunki edukacji z tym związane są uniwersalne w skali całego świata, jak np. lekarz czy inżynier, to jest to pewna inwestycja w przyszłość zawodową i życiową dla każdego młodego człowieka.

Jak już mówiliśmy, jest wiele do zrobienia w dziedzinie transformacji energetycznej, wspomnę o kwestiach podatkowych. Nasze ustawy podatkowe nie nadążają nawet za podstawowymi potrzebami, jak np. sposobem racjonalnego rozliczania samochodu elektrycznego, który niejednokrotnie jest narzędziem pracy, a ładowany jest z gniazdka domowego. Teraz możemy jedynie oszacować koszt ładowania.

Myślę, że to jest dobry wstęp do tego, aby powiedzieć, że wszystkie te elementy transformacji energetycznej, o których mówiliśmy, muszą być pewne, stabilne, przewidywalne… Trudno oczekiwać od inwestorów wydawania setek milionów czy miliardów na inwestycje przyszłości, jak najbardziej potrzebne, gdy jednego dnia cena energii na giełdzie wynosi 300 zł za 1 MWh, za miesiąc ponad 2000 zł, a za kilka tygodni 800 zł i nie wiadomo, co będzie za kolejny miesiąc czy rok. Podobnie z cenami gazu i innych nośników energii, i nie tylko. Tak być nie może, gdy mówimy o inwestycjach na dziesięciolecia. To samo dotyczy prosumentów, którzy w przyszłości będą instalowali na domach nie tylko fotowoltaikę, ale też magazyny energii, magazyny wodoru czy też kupowali samochody elektryczne lub napędzane wodorem oraz infrastrukturę do ich ładowania bądź tankowania. Cena energii czy wodoru nie może zmieniać się po kilkaset procent rocznie w jedną bądź drugą stronę, ponieważ to nie będzie sprzyjało masowemu zastępowaniu dotychczasowych przestarzałych wysokoemisyjnych technologii czystymi technologiami, które musimy szybko wdrażać – jeśli chcemy mieć miejsce do życia na tej planecie dla nas, naszych dzieci i wnuków…

Wobec tego ogromna rewolucja i ogrom pracy czeka nas w najbliższych latach.

Ważne jest, aby rządzący na poziomie europejskim, a zwłaszcza naszym, polskim, pamiętali o tym, że rozchwianie rynków, wynikające zarówno z braku kontroli nad nimi, jak i nadmiernego ich kontrolowania oraz chęci sterowania ręcznego – w drodze różnych decyzji administracyjnych – nie służy ich stabilności, naszemu bezpieczeństwu, w tym energetycznemu i finansowemu, gdyż wszystko przez to drożeje, a tym samym nie służy rozwojowi kraju i poziomowi życia naszych rodzin. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie ta sytuacja zmieni się na lepsze.

Zostaw komentarz