WAŻNE
Struktura, forma, światło (Sierpień 14, 2019 11:31 am)
Aktywna Kobieta (Sierpień 14, 2019 10:16 am)
Kolejnych stu lat! (Sierpień 13, 2019 10:04 am)
„Straszny Dwór” w Kozłówce (Sierpień 12, 2019 12:26 pm)

Wielka kupa w Internecie

18 maja 2017
311 Wyświetleń

tekst Grażyna Stankiewicz

Powieść miłosna Janusza Leona Wiśniewskiego „S@motność w sieci” została opublikowana w 2001 i była pierwszym literackim głosem w Polsce traktującym o intymnych relacjach między użytkownikami i użytkowniczkami Internetu, i to na trzy lata przed uruchomieniem portalu społecznościowego Facebook i chwilę przed tym, jak portal Nasza klasa rozbił sporo małżeństw, wskrzeszając dawne szkolne miłości. W ciągu kilkunastu lat relacje interpersonalne w sieci ewoluowały, a upublicznianie prywatności stało się trendem. Dziś nikogo nie dziwi dowcip o dziecku siedzącym na nocniku, nawoływanym przez mamę, żeby przyszło na kolację. Dziecko, wystukując coś na laptopie, odkrzykuje – „Zaraz, tylko napiszę, że robię kupę” (po lubelsku „kopę”). Dzięki temu, że zamiast umówić się ze znajomymi na piwo, wylewamy swoje żale, frustracje i egzaltacje na publicznym forum, założyciel portalu Mark Zuckerberg w wieku 23 lat został najmłodszym miliarderem na świecie. Obchodzący właśnie swoje 10 urodziny FB zgromadził około 10 miliardów użytkowników na wszystkich kontynentach, a tym samym ich adresy, numery telefonów, zdjęcia, filmy i komentarze tworzą największą z możliwych baz danych na świecie, jakimi nie może poszczycić się żaden wywiad świata.

 

Na czym polega fenomen tego portalu, skoro tylko nieliczni użytkownicy sieci deklarują, że nigdy tu nie zajrzeli i nie mają pojęcia, o co chodzi? Bo Facebook to przede wszystkim wyzwalane w użytkownikach pokłady nieznanych im samym do tej pory energii, odwagi, miłosierdzia, mądrości politycznej, a także umiejętności publicystycznych, co przekłada się na ranking profili osobowościowych jego użytkowników.

 

1 miejsce – to ci, którzy siedząc w wygodnym fotelu w ciepłym mieszkaniu z lodówką pełną jedzenia i wodą w kranie, dzielą się misją zbawiania świata. Zamieszczają pełne miłosierdzia komentarze pod zdjęciami przedstawiającymi głodujące dzieci w Afryce, kobiety, nad którymi znęcają się mężowie, lub maltretowane zwierzaki. Możliwość skomentowania takiej sytuacji bądź jego dalszego udostępnienia powoduje podwyższenie własnej samooceny, a także świadomość uczynienia dobrego uczynku. Szkoda, że nie przekłada się to  na wsparcie tego współczucia choćby jedną złotówką.

2 miejsce – rodzice publikujący sekwencje zdjęć przedstawiających swoje pociechy podczas jedzenia, rysowania, spacerowania, łazienkowych ablucji czy nauki jazdy na rowerku. Zdjęcia dają natychmiastową informację zwrotną w postaci komentarzy: ach, jakie to dziecko słodkie i widać, że inteligentne po mamie. Tu przypomina się felieton Stanisława Tyma dotyczący nieustannego wskrzeszania filmowego bohatera Rocky’ego Balboa, swobodnie przełożony na nowelistykę Bolesława Prusa – część pierwsza „Antek”, część druga „Antek II”, część trzecia „Śmierć Antka” i część czwarta „Powrót Antka”. Czyli The neverending story ‒ parafrazując wielkie obrazy światowej kinematografii. Ale to też dobra wiadomość ‒ kiedy nie mamy o czym mówić, to zawsze są dwa tematy zastępcze – własne i cudze dzieci oraz domowe zwierzęta.

3 miejsce – uwaga,  szczególnie dotyczy pokolenia pięćdziesięciolatków. Publikowanie swoich fotografii sprzed stu lat z częstotliwością strzelania z CKM-u i natychmiastowym komentarzem „ależ ty jesteś piękna i młoda i nic a nic się nie zmieniasz”, które pobudzają ożywioną dyskusję przyjaciółek na temat doskonałej i nieprzemijającej urody właścicielki profilu.

 

Wśród ciekawostek osobowościowych na FB są również właściciele wybujałego ego z serią podpisów pod zdjęciami „Ja i papież”, „Ja i Lech Wałęsa”, „Ja i XYZ”, a także kategoria czystej krwi informatorów – wstałam, piję kawę, pada, idę spać, jestem głodna, wiosna. O ignorantach i frustratach nie wspomnę.

Wprowadzony w 1962 przez Herberta Marshalla McLuhana termin „globalna wioska” dotyczący efektów elektronicznych mass mediów nabiera dziś szczególnego znaczenia. Ale po co strzępić język, skoro najlepiej ujął to Szymon Majewski w dowcipie o kobiecie, która przychodzi do lekarza z książką w ustach. Na pytanie: „Co pani jest?” kobieta odpowiada: „Facebook”.

Zostaw komentarz