WAŻNE
Rozpoczęła się budowa S19  (Sierpień 23, 2019 9:58 am)
20. Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu (Sierpień 21, 2019 8:55 am)
Plener rzeźbiarski „Nad Bystrzycą” (Sierpień 20, 2019 9:51 am)

Białe plamy – Kraśnik 1959

26 lipca 2019
110 Wyświetleń

tekst i foto Grażyna Stankiewicz

Był czerwcowy wieczór i wyjątkowy jak na tę porę dnia ruch przy głównej ulicy. W fabryce pracę właśnie skończyła kolejna zmiana. Niektórzy wychodzili z położonego kilkanaście metrów od Prezydium Miejskiej Rady Narodowej kina. Jeszcze inni wracali do domów z pracowniczych działek, niosąc w koszykach truskawki. Wszystkich przyciągnęły hałasy i tłum zbierający się pod drzwiami posterunku Milicji Obywatelskiej. Rozwścieczeni ludzie skandowali: „Oddajcie nam obraz”. W ruch poszły kamienie rzucane w drzwi posterunku.

Nie tylko Nowa Huta, Świdnik czy Stalowa Wola miały być miastami bez kościoła. W nowych ośrodkach miejskich wznoszonych na terenie całego PRL świątynie zastępowały domy kultury, które oferowały przynależność do wspólnoty, tyle że bez Boga i wiary. Wraz z rozwijającym się miastem w Kraśniku Fabrycznym powstał jeden z największych na Lubelszczyźnie domów kultury (jego budowa rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem wojny). Do Kraśnika Fabrycznego w ramach nakazu pracy zostali przemieszczeni z całego kraju inżynierowie, lekarze, nauczyciele. Miasto przypominało enklawę z jednej strony z wygodnymi mieszkaniami, dużą ilością zieleni i oferującą dobre warunki pracy Kraśnicką Fabryką Wyrobów Metalowych, z drugiej zaś strony z nowoczesnym domem kultury z dobrze wyposażonym kinem, czytelnią i ambitnym repertuarem przyjezdnych teatrów. Tutaj życie toczyło się nieco poza szarą komunistyczną rzeczywistością. Aż do tego wieczoru.

„Zablombowany” ołtarz

Wierni chodzili do położonych o kilka km dalej kościołów w Starym Kraśniku lub Urzędowie. Było to wyjątkowo uciążliwe, zwłaszcza w okresie komunii świętych. W 1957 roku urządzono polowy ołtarz na Słonecznej Polanie – kawałku łąki sąsiadującej z posesją, na której znajdowała się szkoła podstawowa. Trudno określić dokładnie, od kiedy stał tam krzyż. Wiadomo natomiast, że pierwsza polowa msza święta została tam odprawiona 30 czerwca 1957 roku dla dzieci przystępujących do I komunii świętej. Sytuacja powtórzyła się rok później, w międzyczasie odbywały się tam m.in. nabożeństwa majowe. Z czasem ktoś zbudował drewniany ołtarz, zrobił zadaszenie, ktoś inny przyniósł kilim, były świeże kwiaty. Z czasem Słoneczna Polana stała się miejscem regularnych zgromadzeń religijnych. Kiedy 26 czerwca 1959 roku kobiety z Kraśnika spotkały się na polanie, okazało się, że zniknęły m.in. obraz z wizerunkiem Matki Boskiej, lichtarz, dywan i kilim, które zdeponowano w budynku Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Kraśniku Fabrycznym. Ołtarz z krzyżem zostały ogrodzone drutem. Wierni znaleźli kartkę z informacją z błędem ortograficznym, że ołtarz został „zablombowany” i że zakazuje się organizowania zgromadzeń. Oburzone kobiety opuściły Słoneczną Polanę, kierując się w stronę posterunku Milicji Obywatelskiej znajdującego się obok Prezydium MRN przy dzisiejszej Alei Niepodległości. Składająca się z kilkunastu osób grupa szybko stała się tłumem. Na chodniku i jezdni przed posterunkiem znalazło się kilkaset osób. Wciąż dołączali do nich kolejni mieszkańcy.

Aresztowane miasto

Kraśnik nie dysponował siłami porządkowymi, które mogły uspokoić demonstrantów. Kiedy mieszkańcy nie przestawali skandować haseł szkalujących władzę ludową, śpiewać pieśni religijnych i rzucać czym się dało w kierunku posterunku, zostały ściągnięte jednostki ZOMO z Lublina i Golędzinowa pod Warszawą (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej zostały powołane po wydarzeniach w Poznaniu w czerwcu 1956 roku do „likwidacji zbiorowych naruszeń porządku publicznego”), wojsko oraz funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Doszło do szarpaniny i pałowania. Wzdłuż Alei Włodzimierza Iljicza Lenina (dzisiejsza Aleja Niepodległości) jeździły samochody z armatkami wodnymi. Do akcji zostały włączone też czołgi i wozy straży pożarnej. Szarpiący się z zomowcami mieszkańcy zaczęli uciekać, ale praktycznie byli bez szans. Poturbowani pałkami, w przemoczonych ubraniach chowali się po klatkach schodowych, piwnicach i strychach okolicznych bloków. Jak wspominają ofiary, nie każdy mieszkaniec chciał wpuścić ich do swojego mieszkania. Pozamykani w swoich domach ludzie pogasili światła i obserwowali to, co dzieje się na ulicy, zza szczelnie zasłoniętych okien. Wielu demonstrantów na siłę zostało wyciągniętych z kryjówek, głównie tych, którzy mieli na sobie mokre ubrania. Akcja trwała kilka godzin. Duża część protestujących została wyłapana i przewieziona do aresztu.

Po nocy przychodzi świt

Kiedy rano miasto obudziło się do życia, po rozruchach nie było ani śladu. Jezdnia i chodnik były posprzątane, a powybijane szyby wstawione. Drzwi posterunku zostały wyczyszczone. Kto wydał polecenie, aby tak szybko zatrzeć ślady? Osoby, które szły rano Aleją Lenina do pracy, nie skojarzyły hałasów minionej nocy z miejscem, przez które przechodziły.

Aresztowano ponad tysiąc osób. Część z nich była przetrzymywana w Kraśniku Fabrycznym i Kraśniku Starym, część została umieszczona w podziemiach Komendy Głównej MO w Lublinie. Wśród zatrzymanych nie zabrakło osób przypadkowych, jak np. gości restauracji „Stylowa”. Jeden z biesiadników o tym, że brał udział w rozruchach, dowiedział się dopiero na sali sądowej. Pokazowe procesy były szczytem manipulacji i donosicielstwa. Wiele osób zostało osądzonych na podstawie fałszywych zeznań ormowców (ORMO, czyli Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej, była powołaną w 1946 roku paramilitarną organizacją ochotniczą i społeczną wspierająca MO ).

Procesy rozpoczęły się dwa miesiące po wydarzeniach, w sierpniu 1959 roku. Odbywały się taśmowo i w przyspieszonym tempie, obfitując w absurdalne nieścisłości, pomówienia i z góry założone orzeczenia o winie. Trzy osoby zostały skazane na trzy lata więzienia, trzy na dwa i pół roku. Kilkaset osób zostało ukaranych grzywnami w wysokości 4 tysięcy złotych – sumą niewyobrażalną na tamte czasy. Na procesy przywożono autobusami publiczność – głównie aktyw robotniczy.

Wyroki złamały życie skazanych. Jak wspominają, ludzie zapomnieli, z jakiego powodu znaleźli się w więzieniach, głównie pamiętali, że wrócili do Kraśnika z kryminalną przeszłością. Ta przeszłość uniemożliwiła im lepszą pracę, awans, szacunek.

Ślady pamiętania

Po wydarzeniach z czerwca 1959 r. władze partyjne przez wiele lat nie wyrażały zgody na budowę w Kraśniku Fabrycznym kościoła. W tym czasie zlikwidowano wszelkie oznaki kultu religijnego, jak przydrożne drewniane krzyże, trwała ateizacja – przy kraśnickiej fabryce zaczął działać uniwersytet marksizmu-leninizmu. Dopiero w czerwcu 1977 roku władze wydały pozwolenie na budowę kościoła. Jednak zgoda nie oznaczała ułatwień w rozpoczęciu jego budowy. Jesienią 1978 roku na placu przeznaczonym na wzniesienie kościoła została odprawiona pierwsza msza święta. Samo wznoszenie kościoła pod wezwaniem św. Józefa Robotnika trwało prawie dwadzieścia lat.

Z kolei w 1999 roku na skwerze przed dawnym Prezydium Miejskiej Rady Narodowej został odsłonięty pomnik przypominający bohaterów rozruchów sprzed czterdziestu lat. Jak twierdzi jedna z aresztowanych wówczas kobiet, dopiero ta sytuacja pozwoliła jej uwolnić się od przeszłości. Przestała być przestępcą z kryminalną przeszłością.

Ten czas, tamta rzeczywistość

Podczas realizowanego w czerwcu 2009 roku filmu dokumentalnego „Białe plamy – Kraśnik 1959” do scen fabularyzowanych zgłosiło się wielu mieszkańców Kraśnika. Jak się później okazało, w wyreżyserowanej scenie potyczki demonstrantów i ZOMO wzięły udział mieszkanki Kraśnika, które uczestniczyły w wydarzeniach 50 lat wcześniej. W pewnej chwili jednej z nich z dłoni wypadł drewniany krzyż. Sytuacja miała miejsce przed wejściem do byłego posterunku MO. Krzyż przydeptał wcielający się w rolę zomowca statysta. Kobieta, widząc, co się dzieje, zaczęła nawoływać pozostałych do odwetu. Pomimo że był to plan filmowy, nagle sytuacja się odmieniła i kobiety zaczęły okładać „zomowców” pięściami. Właścicielka drewnianego krzyża opowiadała później, że w jednej chwili wróciła do niej cała sytuacja z czerwca 1959 roku. Scena z bitymi zomowcami rozgrywała się w czasie, kiedy wzdłuż Alei Niepodległości jeździł wóz strażacki z OSP z Wilkołaza, który polewał wodą demonstrujących statystów. Wszystko otaczała mgła powstała w wyniku odpalenia świec dymnych. Na chwilę plan filmowy stał się tamtą rzeczywistością. I tylko spoza gęstego dymu słychać było uderzanie pięściami w drzwi dawnego posterunku MO i nawoływanie „oddajcie nam krzyż”.

Tekst powstał na podstawie filmu dokumentalnego „Białe plamy – Kraśnik 1959” zrealizowanego w koprodukcji TVP oddział w Lublinie i Miasta Kraśnik.

Zostaw komentarz