Bohaterski kosynier z Branewa

21 lutego 2020
173 Wyświetleń

tekst Mariusz Gadomski, foto Wikipedia/Marek Podsiadło

Wyróżniał się ogromnym wzrostem i atletyczną sylwetką. Samym wyglądem budził respekt wroga. Paweł Parada był jednym z najaktywniejszych chłopskich przywódców Powstania Styczniowego na Zamojszczyźnie. Już w pierwszych dniach zrywu narodowego zorganizował kilkudziesięcioosobowy oddział kosynierów, złożony z chłopów oraz mieszczan z Ordynacji Zamojskiej, który mocno dawał się Rosjanom we znaki.

 

Jako oficer powstańczej armii Parada brał udział w wielu bitwach i potyczkach, a także w sensacyjnej akcji przechwycenia od rosyjskiej poczty 200 tysięcy rubli w złocie. Po upadku powstania został aresztowany i skazany na zesłanie. Przed wywózką na Syberię zdołał uciec z więzienia. Agenci carskiej policji nigdy go nie schwytali.

 

Zebrał 400 ochotników

 

Przypuszcza się, że Paweł Parada vel Porada urodził się w 1819 r. we wsi Branew w Ordynacji Zamojskiej (obecnie miejscowość znajduje się w powiecie Janów Lubelski na Lubelszczyźnie). Był zdolnym dzieckiem i najprawdopodobniej za sprawą jednego z Zamoyskich ukończył cztery klasy szkoły powszechnej w Szczebrzeszynie. Prowadził w rodzinnej wsi jako czynszownik (dzierżawca) ponad 20-morgowe gospodarstwo rolne. Miał ukochaną żonę Katarzynę i czworo dzieci.

Powstanie Styczniowe wybuchło na ziemiach Królestwa Polskiego 22 stycznia 1863 r., a jego bezpośrednią przyczyną była branka mężczyzn do wojska rosyjskiego, ogłoszona tydzień wcześniej. Już w pierwszych potyczkach z Moskalami brali udział chłopi z całej Kongresówki, o czym w raportach do dyrektora w rządowej Komisji Sprawiedliwości donosił gubernator cywilny Królestwa. 

Na Zamojszczyźnie organizatorami i dowódcami włościańskich oddziałów byli chłopscy dzierżawcy z Ordynacji. Najbardziej zasłużył się spośród nich Paweł Parada, który w pierwszych dniach powstania zorganizował liczący ponad 20 chłopów i mieszczan ordynackich oddział kosynierów. Z czasem liczba ochotników wzrosła do 400. Kosynierzy Parady uczestniczyli m.in. w zajęciu Hrubieszowa w lutym 1863 r., a 18 maja tegoż roku wsparli połączone oddziały powstańcze dowodzone przez Jana Czerwińskiego i Marcina Borelowskiego (Lelewela) w bitwie pod Tyszowcami, co zmusiło Rosjan do odwrotu i zapewniło polskiej stronie zwycięstwo.

 

Odważny jak Bartosz Głowacki

 

Pawła Paradę nie bez racji porównywano do Bartosza Głowackiego, słynnego kościuszkowskiego kosyniera, który w bitwie pod Racławicami w 1794 r. zdobył działo rosyjskie, gasząc lont czapką. Parada nie ustępował mu męstwem i talentami wojskowymi. W czasie bitwy pod Tyszowcami, mimo przewagi Rosjan w uzbrojeniu, dowodzony przez niego oddział odważnie stawił przeciwnikowi czoła i zdobył trzy armaty. Wielu rosyjskich żołnierzy na własnej skórze przekonało się, jak straszną bronią jest postawiona na sztorc kosa…

Na dwa dni przed tyszowiecką bitwą do majątku Kąty pod Frampolem przyjechał Jan Nepomucen Rayski, oficer przyboczny naczelnego dowództwa powstania po prawej stronie Wisły, żeby namówić stacjonujące w okolicy oddziały do przejścia w głąb Królestwa Polskiego. Rayski tak potem we wspomnieniach „Karta z Powstania Styczniowego” opisywał spotkanie z Paradą: „(…) wśród podziwu ujrzeliśmy kilkuset chłopów, wchodzących miarowym krokiem czwórkami, uzbrojonych znakomicie w silnie osadzone kosy. Na ich czele szedł dzielny, dziarski, zwinny trzydziestokilkuletni chłop, dzierżąc w dłoni powiewający sztandar z Matką Boską Częstochowską z jednej strony, a z drugiej Białym Orłem i Pogonią litewską i rusińskim Archaniołem (…)” (Jan Nepomucen Rayski, Społem i Zgodą. Karta z Powstania Styczniowego. Kraków 1913).

Autor „Karty…” był pod niewątpliwym urokiem chłopskiego dowódcy. Przedstawił go jako gorącego patriotę i dzielnego żołnierza, a zarazem człowieka niezwykle skromnego i niepragnącego sławy ani zaszczytów. Gdy chciano go awansować do stopnia majora i mianować naczelnikiem kosynierów, wyraźnie zakłopotany Parada zaczął się wymawiać od przyjęcia godności, twierdząc, że jest wśród nich sędziwy właściciel niewielkiego majątku ziemskiego, który bardziej na nie zasłużył. Ostatecznie jednak przyjął stopień oficerski a stanowisko dowódcy podzielił z naczelnikiem-seniorem. Zapewnił, że jeśli tylko przyjdzie rozkaz Rządu Narodowego, powiedzie oddział na Moskali „tak harno jak dawniej Bartek Głowacki wiódł swoich pod Racławicami”. Dodał również parę mocnych słów o „szatkowaniu na kapustę” wrogów…

 

200 tysięcy rubli w złocie

 

Pod koniec lipca 1863 r. Parada przyłączył się ze swoimi kosynierami do oddziału pułkownika Tomasza Wierzbickiego, który przejął dowództwo nad 350-osobowym oddziałem sformowanym przez Karola Hermana Wagnera, nadleśniczego w Ordynacji Zamojskiej. Wierzbicki był zwolennikiem stosowania taktyki wojny podjazdowej. 18 lipca pod Polichnem jego żołnierze urządzili udaną leśną zasadzkę na kolumnę wojsk carskich, zmuszając nieprzyjaciela do odwrotu.

8 sierpnia 1863 r. kosynierzy majora Parady wspomagali oddziały powstańczego naczelnika wojennego województw lubelskiego i podlaskiego, pułkownika Michała Heidenreicha w bitwie pod Żyrzynem, gdzie przejęto od rosyjskiej poczty 200 tysięcy rubli w złocie. Była to jedna z najsłynniejszych akcji przeprowadzonych w czasie Powstania Styczniowego. 

W pierwszych dniach sierpnia patrol powstańców zatrzymał na drodze w pobliżu Kazimierza Dolnego kilku Kozaków. U jednego z nich znaleziono depeszę, której treści żołnierze nie mogli odczytać, ponieważ została zaszyfrowana. Udało się to Heidenreichowi. Wiadomość była sensacyjna. 8 sierpnia z rosyjskiej twierdzy Iwangorod – czyli z Dęblina – wyruszał do Lublina konwój przewożący 201 tys. rubli w złocie i papierach wartościowych! Dwóch wozów z pieniędzmi przeznaczonymi na potrzeby wojskowe miało strzec 500 żołnierzy, uzbrojonych m.in. w dwa działa. Dodatkową ochronę stanowiło kilkunastu Kozaków z dęblińskiej cytadeli. 

Heidenreich, opromieniony zwycięstwem nad rosyjskimi wojskami w bitwie pod Chruśliną (4 sierpnia), postanowił przechwycić carskie złoto. Za 200 tysięcy rubli można było kupić mnóstwo broni dla powstańców! Rozpoczęto energiczne przygotowania do akcji. Heidenreich zgromadził ponad 3 tys. żołnierzy. Dołączył do niego m.in. Paweł Parada z batalionem kosynierów.

 

Wiadomość o zwycięstwie poszła w świat

 

Zasadzkę zorganizowano na drodze do Lublina, między miejscowościami Żyrzyn a Jaworów. Po obu stronach był gęsty las, w którym ukryli się powstańcy, czekając na pojawienie się konwoju. Szturmu na kolumnę carskiego wojska chcieli się podjąć kosynierzy, jednak Heidenreich zdecydował, że będą wraz z kawalerią wspomagać strzelców, których wyznaczył do przeprowadzenia ataku.

Pierwsze strzały padły wczesnym świtem. Kule posypały się ze wszystkich stron i zdezorientowały Rosjan. Obrona była bardzo chaotyczna i wydawało się, że zwycięstwo powstańców jest już bliskie. Potem jednak żołnierze carscy uporządkowali szeregi i z ogromną determinacją odpierali atak. Wzajemnie się ostrzeliwano, dochodziło też do bezpośrednich starć kosynierów z rosyjskimi żołnierzami uzbrojonymi w bagnety i szable. 

Po pięciogodzinnej walce Rosjanie wycofali się. Powstańcy zdobyli złoto, 400 karabinów i dwa działa pozostawione na placu boju przez carskie wojsko. W bitwie zabito 181 żołnierzy rosyjskich, a 282 wzięto do niewoli. Straty Polaków były o wiele mniejsze, zginęło ich 10, a 50 zostało rannych. Przejęte pieniądze przekazano na potrzeby dalszej walki z zaborcą. Jednak była to kwota 140 tysięcy rubli. Nie wiadomo, co się stało z resztą.

Zwycięska bitwa pod Żyrzynem odbiła się szerokim echem w całej Europie. Pisały o niej angielskie i francuskie dzienniki. Chwalono powstańców za dzielność, a dowódcę podziwiano za strategiczny geniusz. Polska radość nie trwała długo…

 

Klęska pod Fajsławicami

 

Nagłówki zachodnich gazet, wykrzykujące o kompromitacji rosyjskiego oddziału pod Żyrzynem, boleśnie kłuły w oczy carskich dostojników. Niektórzy słono zapłacili za spektakularną porażkę. Z funkcji głównego administratora Królestwa Polskiego został odwołany książę Konstanty. Jego miejsce zajął nienawidzący Polaków generał Fiodor Berg. Rosyjskie wojska pałały żądzą odwetu i ruszyły z kilku stron przeciwko powstańcom. 

Do kolejnego ważnego starcia doszło 24 sierpnia pod Fajsławicami. Niestety, Michał Heidenreich, awansowany na generała, nie powtórzył wcześniejszych sukcesów. Bitwa zakończyła się klęską Polaków. Poległo dwustu powstańców, taka sama była liczba rannych, a ponad sześciuset dostało się do niewoli rosyjskiej. Wielu z tych, którzy nie podzielili ich losu, powróciło do domu, uznając, że dalszy opór zbrojny nie ma sensu. Wśród nich był Paweł Parada. Po długiej rozłące wreszcie przywitał żonę i dzieci. 

 

Przedostał się do Galicji?

 

W rodzinnym Branewie przebywał do 4 czerwca 1864 r., po czym jak wielu ocalałych powstańców, został aresztowany. 14 sierpnia rosyjski sąd skazał go na 8 lat ciężkich robót na Syberii. Na wywózkę oczekiwał w celi więzienia na Zamku Lubelskim, utworzonym 40 lat wcześniej z inicjatywy księdza Stanisława Staszica, ówczesnego ministra stanu Królestwa Polskiego.

foto wikimedia.org (reprodukcja obrazu J. Chełmońskiego „Modlitwa przed bitwą”) https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f9/Chełmoński_Modlitwa_przed_bitwa.jpg

Więźniowie polityczni osadzeni w lubelskim zamku – a za takich uznawano buntowników, którzy zbrojnie wystąpili przeciwko imperium rosyjskiemu – byli przetrzymywani w średniowiecznej baszcie, gdzie panowały nadzwyczaj ciężki warunki. Ucieczka wydawała się niemożliwa. 

A jednak Parada i dwaj inni powstańcy, Władysław Lewandowski i Józef Wróblewski, podjęli ryzyko i dzięki temu nie zesłano ich na Syberię. Zbiegli z więzienia 28 września 1864 r., jednak nie wiadomo, w jakich okolicznościach to nastąpiło.

Mimo iż informacje o ucieczce pojawiły się w rządowych publikacjach Królestwa (m.in. w Dzienniku Urzędowym Guberni Radomskiej), a za zbiegami rozesłano listy gończe, Rosjanom nie udało się wpaść na trop Parady. Agenci policyjni urządzali na niego zasadzki i wielokrotnie nachodzili w Branewie jego żonę i poddawali ją przesłuchaniom. Ale bohaterski kosynier był nieuchwytny. Po ucieczce z więzienia najprawdopodobniej przedostał się do Galicji. Data i miejsce śmierci Pawła Parady są nieznane.

 

Publikowane na łamach LAJF-a artykuły Mariusza
Gadomskiego o dawnym kryminalnym Lublinie od grudnia
ubiegłego roku można przeczytać w e-booku „Z Lublina
donoszą. Ohydny mord”.

 

 

Zostaw komentarz