fbpx

Łazienkowe historie

24 marca 2022
286 Wyświetleń

Łazienka. Trudny temat, szczególnie jeśli jest stara i nudna, a nawet jak jest w dobrym stanie, to wciąż to stara i nudna łazienka. Taka też była moja, kiedy wprowadzałam się do swojego mieszkania. Remont łazienki. Jeszcze trudniejszy temat, szczególnie jak się nie ma funduszy, bo pomysłów to mi akurat nie brakowało. W tamtym czasie remontu bardziej wymagały pozostałe pomieszczenia i łazienkę potraktowałam po macoszemu. Męczyło mnie to okrutnie, że taka ona niepasująca ani do mieszkania, ani do mnie.

Przeglądałam magazyny, grzebałam w necie w poszukiwaniu inspiracji, jak urządzić najbardziej nijaką łazienkę świata. Przez przypadek wpadłam na stronę jakiegoś zagranicznego bloga, na której był post o odpicowaniu starej kuchni, malowaniu płytek ściennych i podłogowych, frontów meblowych, wymianie dodatków i w konsekwencji osiągnięciu efektu wow! Nie mogłam przestać się zachwycać. Ta metamorfoza tak bardzo mnie zainspirowała, że postanowiłam zacząć działać. Na spokojnie zrobiłam rozeznanie co do farb i wałków, bo oczywiście te podane na blogu nie były dostępne w Polsce. Mądrzejsza o tę wiedzę zaopatrzyłam się w farbę wodorozcieńczalną i odpowiedni do niej wałek flokowy i przystąpiłam do pracy. W pierwszej kolejności opróżniłam łazienkę do zera, pozostawiając jedynie piecyk gazowy. Nie chciałam się bawić w jego zdejmowanie bo oczywiście sama bym tego nie zrobiła, a zależało mi na obniżeniu kosztów do niezbędnego minimum. Następnie wszystkie płytki porządnie umyłam i odtłuściłam, poczekałam, aż wyschną i… zaczęłam się zastanawiać jak to będzie. Ogarnęła mnie lekka panika. Przecież nie malowałam nigdy płytek, nie wiedziałam, czy maluje się tak jak ściany, czy to, że płytki są śliskie będzie miało znaczenie. Powiem szczerze, że zaczęłam się obawiać, że coś pójdzie nie tak i nie będę mogła już tego naprawić. Spojrzałam jeszcze raz na łazienkę i stwierdziłam, że jednak gorzej być nie może.

Pierwsze pociągnięcie wałkiem i wielkie zdziwienie, bo farba ma słabe krycie. Druga warstwa na bank pokryje, pomyślałam, i zanim się obejrzałam, łazienka była pomalowana. Szału nie było, ale nawet ta jedna warstwa była światełkiem w tunelu. Odczekałam 6 godzin, powtórzyłam czynność. Jeszcze przed skończeniem kładzenia drugiej warstwy wiedziałam, że pokocham moją nową łazienkę. Farba pięknie kryła, kolor stawał się wyraźny, a łosoś czule machał mi na pożegnanie. Farba schła, a ja wzięłam się za szpachlowanie fug między płytkami podłogowymi. Po wyschnięciu szpachli, z pomocą mojego podłogowego guru i życiowego partnera zamieniłam łososiowe płytki na portugalskie kafelki, a raczej wykładzinę PCV imitującą takowe.

Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę dekorować to moje mikro cudo. Zakochałam się w swojej łazience i absolutnie nie kryłam się z tą miłością. Co chwilę otwierałam drzwi, zapalałam światło i wydobywałam z siebie ochy i achy o przeróżnej tonacji. Mimo że farba do płytek, której użyłam, osiąga pełne utwardzenie po 21 dniach, to pierwsze dekoracje zaczęłam wprowadzać już na drugi dzień, oczywiście takie nieinwazyjne, bo na wiercenie dziur w płytkach dzielnie odczekałam tyle, ile zalecał producent. Stopniowo, powoli kończyłam wszystkie prace i po miesiącu mogłam się w pełni cieszyć z mojej odpicowanej łazienki.

W tym roku minie dokładnie 5 lat od tych wydarzeń, a ja nadal lubię swoją łazienkę, która regularnie przechodzi małe metamorfozy poprzez wymianę dodatków czy dekoracji. Wiem, że w końcu będę musiała zrobić w niej generalny remont, ale póki dzielne znosi nasze użytkowanie, to jakoś mi się do tego remontu nie spieszy. Tak sobie myślę, że gdybym teraz odświeżała łazienkę, to zrobiłabym dokładnie tak jak 5 lat temu, ale gdybym robiła teraz remont, to łazienka wyglądałaby zupełnie inaczej. Prawda jest taka, że wtedy wybór był nieduży i mocno ograniczała mnie kolorystyka dostępnych farb. Przy generalnym remoncie nic by mnie nie ograniczało, a przede wszystkim nie wyobraźnia.

tekst i foto Magdalena Krut

Zostaw komentarz